3 powody dla których lepiej nie posyłać dzieci do przedszkola

Jestem w przedszkolu mojej córki zakochana. Naprawdę. I wcale nie dlatego, że po przekroczeniu progu szczena opada. Stara placówka. Jak się mówi – z tradycjami. Nie chodziłam do niego jako dziecko, ale zupełnie przypomina mi moje przedszkole dzieciństwa. Ten zapach z przedszkolnej kuchni, jedyny w swoim rodzaju i nie do podrobienia, który czuje się tuż po przekroczeniu drzwi wejściowych do budynku. Nie wiem czy to bardziej zapach zupy mlecznej, czy jarzynowej, czy jedno i drugie. A i tak najważniejsze, że Hania bardzo lubi do niego chodzić. Polubiła panie wychowawczynie i twierdzi, że ma tam swoje przyjaciółki.

Jednak już podczas tego pierwszego miesiąca żywota przedszkolaka, nabyła zachowania, których z pewnością by nie zdobyła siedząc razem ze mną w domu. Także Rodzicu, jeśli szukasz argumentów, by swego brzdąca do przedszkola nie posyłać, kilka Ci podsunę…

Po pierwsze: kupa, pupa, dupa…

Wychowujesz swego szkraba na wzór cnót wszelkich. Odzwierciedlenie podręcznika savoir vivre’u. W ogóle „och” i „ach”. Zapomnij o przedszkolu. Tam już pierwszego dnia nauczy się od swoich nieocenionych kolegów, że słowa kupa i siku nie oznaczają tylko tego, co ląduje w sedesie, ale mają szeroki wachlarz zastosowań. Nie mówiąc o pupie (dupie, o zgrozo!), która staje się najgorszym epitetem w ustach trzylatka.

– Mamusiu, kup mi czekoladkę.

– Nie Haniu, czekoladki są w domu.

– Aaaa! Kupa! Siku! Pupa!

Po drugie: będziesz mokry… od śliny…

Nie nauczyłeś rodzicu swego dziecka pluć? Nic straconego. Po miesiącu spędzonym w przedszkolu, możesz rywalizować ze swoim aniołkiem w pluciu na odległość. Ewentualnie, jak wolisz, do celu. I to nieustanne zdziwienie: Mama patrz! Pieni się!

Po trzecie: plamy, plamy, wszędzie plamy… 

Ubierasz panicza i księżniczkę w najcudniejsze stroje, niech błyszczy! Albo ubierasz w dresy i t-shirtki, niech ma wygodnie! Nieistotne w co, byleby schludnie i czysto, bo to jak wygląda Twoje dziecko świadczy przecież o Tobie. A co zastajesz po powrocie z przedszkola? Cały wachlarz plam! Z buraczków, z marchewki, z pomidorowej, z farbek… Możesz spokojnie dopisać sobie do listy codziennego „to do” powszechne zapieranie plam przedszkolnych wszelkich. Upierdliwe jak kurzajka na stopie w dniu wesela. Ale cóż zrobisz? Ja mam przynajmniej drugie dziecko, któremu rozszerzam dietę, więc zapieram hurtowo. Usuwanie plam mogę śmiało dopisać do swojego CV, w rubryce skills.

Ale wiesz co? Mimo wszystko, warto… Przez ten miesiąc, słownictwo mojej córy poszerzyło się o 1/4 słownika poprawnej polszczyzny (włączając siku, kupę i dupę of kors). Podstawowe czynności higieniczne ćwiczone miesiącami w domu, także uzyskały w ciągu kilku tygodniu +1000 do sprawności. Lecz przede wszystkim, widok recytującej, śpiewającej i tańczącej Hani, wśród 20 innych skrzatów, przypomniał moim kanalikom łzowym o potrzebie wzmożonej produkcji płynów. A mózg nie nadążał z reakcją na komunikat: wzruszenie level hard.

To co? Zniechęciłam Cię czy zachęciłam do posiadania przedszkolaka?

  • U chłopców pojawia się jeszcze problem wiecznie podartych spodni na kolanach. Samochodzików nie da się inaczej popychać jak na kolanach. Majątek tracę na spodnie, łaty i krawcowe 🙂

    • Ela

      Taaak:) słyszałam od mam chłopaków 😉 u nas póki co wszystko całe 😀 wiec moze rzeczywiscie to tylko męski problem;) albo miesiac to za mało na zdarcie spodni i dziury zaczną sie pojawiać lada dzien 😉

  • Ha ha a już myślałam, że ty tak an serio boisz się plam, śliny i bluzgów 🙂 Powiem tak – jestem na etapie nie dla żłobka, ale na pewno do przedszkola Zuzkę już poślę 🙂 Tak jak wspomniała maluch szybciej sie uczy, w ogóle i samodzielności i bycia w grupie 🙂

    • Ela

      Hehe, no jeszcze sie nie boję, ale jak moja córa szybko nie przestanie pluć mi w usta, zamiast dawać buziaki, to chyba serio zacznę się bać tej śliny 😉

  • Ach…..te momenty w przedszkolu…..te przedstawienia, te nowe znajomości….masz rację! Koniec końców – warto malucha posłać 🙂

  • Uśmiałam się czytając, jest dokładnie tak jak piszesz 🙂 Jestem tu pierwszy raz, ale jeśli zawsze jest tak dowcipnie, to będę stałym bywalcem. Pozdrawiam! http://www.alergicznedziecko.pl

    • Ela

      Staram się, żeby było miło i przyjemnie. Ale bywa też śmiertelnie poważnie 😉 zapraszam bardzo tu i na FB 🙂 zaglądaj !

  • Marta

    Oj tak, „kupa” „dupa”! tak tak 🙂

  • U mnie akurat jest tak, że Laura przychodzi ze żłobka czysta (nie wiem jak oni to robią-ale ona albo juz się tak zaleje zupą, że ja przebierają, albo jest czysta) i brudzi się od razu po przekroczeniu progu mieszkania….Ale posyłać, pewnie!

    • Ela

      Konkretna dziewczyna 🙂

  • U nas – dodatkowo- w słowniku przedszkolaka – debiutanta bardzo szybko pojawiły się żelki, pianki i tik-taki i (niejako w komplecie) umiejętność błyskawicznego lokalizowania tychże na półkach sklepów osiedlowych. No i drewniane klocki tudzież inne „ambitne” zabawki edukacyjne musiały ustąpić pola plastikowym wynalazkom z popularnych kreskówek 😉

    • Ela

      Bez żelków ani rusz 🙂 Cieszę się, że moja córa swoją uwagę dzieli po równo i na plastikowe badziewia (no cóż…), i na piękne drewniane zabawki (jest nadzieja 😉 )