3 wskazówki jak robić zakupy z małymi dziećmi i nie zwariować

Siedzenie w domu może doprowadzić do depresji – taka adnotacja powinna się znaleźć na każdym wniosku o urlop macierzyński – a przynajmniej może doprowadzić do szału.

Nie to, że się dzieci nie kocha, oj kocha się kocha, miłością nieokreśloną. I to nieokreśloną nie dlatego, że trudno znaleźć cenzuralne słowa, ale dlatego, że trudno znaleźć jakiekolwiek słowa by ją opisać. Jednak bywają dni, że lekko nie jest. Że chce się skoczyć z okna, chociażby tego na parterze. Albo po prostu wyjść do ludzi z kategorii 18+, bo przecież człowiek zwierzęciem stadnym jest. Gdzie najlepiej wyjść? Na shopping. Każda kobieta Ci to powie. Tylko jak to zrobić, kiedy jesteś właścicielką małego ssaka? A tym bardziej jak to zrobić kiedy jesteś właścicielką ssaka i małego jaskiniowca, który dopiero uczy się norm społecznych?

Nim wyjdziesz z domu wiedz, że zakupy z dwójką małych dzieci do szału, tudzież załamania nerwowego mogą doprowadzić znacznie szybciej i skuteczniej niż siedzenie z nimi w domu. Także zanim zdecydujesz się na taką eskapadę uzbrój się w tonę cierpliwości i weź sobie do serca oto te:

3 wskazówki jak robić zakupy z małymi dziećmi

Po pierwsze, środek transportu inaczej zwany środkiem krępacji

Życie mi ratuje mój wózek podwójny. Bo oczywiście nogi małego jaskiniowca bolą już po 3 metrach od przekroczenia progu centrum handlowego. Kryzysowo, w roli drugiego siedziska sprawdza się też kosz na zakupy. Serio. Za to w sytuacji zagrożenia życia bądź porządku publicznego, szelki w wózku świetnie sprawdzają się jako narzędzie krępacji. Pozwalają szybko opuścić miejsce skażenia bez dalszych ofiar w ludziach i obdzierania się z własnej godności.

Po drugie, zapychacze czyli knebel

Jak już towarzystwo jest skrępowane w wozie, warto się zastanowić nad użyciem knebla, nim ochrona grzecznie wyprosi nas z lokalu za zakłócanie spokoju publicznego, tudzież jako eliminację zagrożenia wystąpienia masowych pęknięć bębenków usznych. Na skalę globalną w roli kneblo-zapychaczy, świetnie się sprawdzają wszelkie bułki, chrupki, paluszki, żelki i czekoladki. W wersji fit i eko u moich dzieci sprawdzają sie jeszcze wszystkie owoce, marchewki, papryki i ogórki. Tym samym przed wyjściem do galerii stwórz analizę żywieniową swych szkrabów wraz z przeglądem zapasów. I zaopatrz się fachowo – jakbyś się wybierała na obóz przetrwania.

Po trzecie, analiza topograficzna miejsca relaksu.

Nowe miejsca są fajne, jak się chodzi na zakupy samemu. Wybierając się z dwójką szkrabów wybierz centrum handlowe, któro znasz jak własną kieszeń. By bez sensu nie szukać sklepów. By przeskakiwać ze zwinnością konika polnego z jednego do drugiego, bez kręcenia się w kółko. By wiedzieć gdzie są rozmieszczone miejsca zabaw dla dzieci, maszyny za 2 złote czy lodziarnie i skrzętnie je omijać. Lub wręcz przeciwnie, w chwili największego kryzysu, by dobiec do tego najbliższego w 10 sekund. Uratować własną godność w 10 sekund, uwierz mi, to niezły wynik. I co najważniejsze, realny.

I mimo że po każdych takich zakupach, jestem zmęczona bardziej niż po przebiegnięciu maratonu, którego nigdy nie przebiegłam i pewnie nie przebiegnę (no ale c’mon! Co może bardziej męczyć niż zakupy z dwójką małych dzieci? No ok, może zakupy z trójką…), zawsze mówię sobię: NO MORE! NEVER! To po kolejnym tygodniu w domu, nie marzę o niczym innym jak wyjście do sklepu. Nawet do Biedry.

Także ten: Keep Calm and Happy Christmas Shopping!

  • Uroki macierzyństwa… Nie zawsze jest różowo. Ale super, że potrafisz zachować dystans i spojrzeć na pewne sprawy z humorem;)

    • Ela

      Smutnym musi byc macierzyństwo bez poczucia humoru 🙂

  • Świetne! Nawet nie sądziłam, że stosuję wszystkie te trzy triki. Ach, ta matczyna intuicja, u wszystkich taka sama 🙂

    • Ela

      I te dzieci, takie przewidywalne 😉

  • Właśnie myśląc o zakupach uparłam się na wózek podwójny, co zostało ocenione jako fanaberia i efekt ciążowych hormonów. Dodam, że różnica między dziećmi półtora roku, a ja jestem odporna na krytykę więc się w dyskusje nie wdawałam. Ina całe szczęście!
    Kobieta w ciąży to jednak mądra jest 😉

    • Ela

      No ba! W końcu dwa mózgi w sobie ma (albo i więcej!) 😉

  • Karol

    Po czwarte, a zarazem najskuteczniejszy sposob zostawic dzieci z dziadkami. Jest czas na zakupy i na relaks , szczescie dzieci idziadkow bezcenne.

    • Ela

      Święta prawda. Ciut gorzej gdy dziadkowie mieszkają 250 km dalej albo jeden ze szkrabów to mały ssak 🙂 ale w innych przypadkach to rozwiązanie z gatunku idealnych 😀

  • Mam jedną córkę, ma sześć lat i dopiero teraz powoli, ale bardzo powoli zakupy przestaja być tak męczące. Oczywiście mówię o zwykłych domowych zakupach, bo gdy w grę wchodzi zakup butów, czy spodni….nie, z dzieckiem się nie da 🙂

    • Ela

      Ah no właśnie 🙂 no ale pocieszające, że z czasem jest łatwiej 😉

  • Dobrze, że już mam to za sobą, ale fakt – bywało ciężko 🙂

    • Ela

      O to znaczy, że kiedyś będzie można zrobić w spokoju zakupy! Pocieszające 🙂

  • Uśmiałem się trochę (oczywiście żartobliwie a nie ironicznie), czytając Twój post, ale jak kiedyś założę własną rodzinę to do niego chętnie wrócę. Pozdrawiam 🙂

  • Ja ostatnio po wspólnych zakupach z moim synkiem musiałam oddać kożuszek do sklepu bo okazał się jednak za duży, ale tym kończy się pośpiech i przymierzanie ciuszków gdzieś przy lusterku na sali. Najlepiej robi się zakupy jak synek śpi 🙂 albo jak zostanie z tatem w domu.

    • Ela

      Ale jak to zrobić, żeby dziecko spało? Ja probowalam kilka razy i każde, KAŻDE zakupy kończyły sie natychmiastową pobudką dziecka 🙂

  • Kasia R-M

    Wspaniały tekst, identyfikuję się z każdym napisanym tu slowem 🙂 Mam dwóch chłopców w wieku 5 lat i 11 miesięcy i zazwyczaj zakupy w ich towarzystwie nie należą do łatwych ani przyjemnych. Najczęściej przetaczamy się przez sklep jak tornado, porywając po drodze jakieś produkty, biegiem do kasy, potem do auta i dopiero w domu okazuje się, że mamy wszystko oprócz tego co niezbędne 😉

    • Dokładnie! Ostatnio zaczynam się coraz bardziej przekonwać do zakupów online. Przynajmniej mam pewność, że kupuję to, co rzeczywiście jest mi potrzebne. Na spokojnie. Po nocach. I po analizie szafek kuchennych 😉 Ale co ja poradzę, że jestem niereformowalna i prawdziwy fizyczny shopping to to co tygryski lubią najbardziej. Nawet jeśli w praktyce to misja samozagłady 😉 Pozdrawiam!