5 powodów dla których warto mieć dwie nogi

Po przeczytaniu tytułu pewnie myślisz, że głupszego tekstu już nie można napisać. A jeśli nie oceniasz tekstu po tytule, to pewnie myślisz, że już głupszego tytułu nie można było wymyślić. Bo to tytuł z cyklu tych oczywistych. Bo podaj mi chociaż 5 powodów, dla których nie warto mieć nóg? O, to byłoby coś! Ale 5 powodów dla których warto mieć dwie sprawne nogi? Po co się nad tym zastanawiać? To tak jak 5 powodów dla których warto żyć. Zastanawiasz się nad tym? Pewnie nie. Zastanowiłbyś się dopiero, gdyby życie przebiegło Ci przed oczami. Ujrzałbyś światło w tunelu, albo ewentualnie Święty Piotr zatrzasnąłby Ci wrota niebios przed nosem, mówiąc „Jeszcze nie teraz Brachu”.

To nie tak…

Nie było żadnego światła w tunelu. Nie było wrót. Nic z tych rzeczy. Była 3 w nocy. Ułamek sekundy, Zgrzytnięcie. I zapakowanie stopy na 4 tygodnie w gips. Minęły 4 tygodnie. A ja czuję się ekspertem od nóg. I zaraz się dowiesz dlaczego warto mieć dwie sprawne nogi.

  1. By wyjść na spacer z dzieckiem

Chodzenie na spacer z definicji zakłada chodzenie. Nie żadne tam kicanie na jednej nodze o kulach. A jak już się uprzesz, to kicaj. Tylko nie wmówisz mi, że masz z tego frajdę. Ja nie miałam. I schody. Ich pokonanie. Dramat jakiś. W 3 aktach. Czemu ja nie kupiłam mieszkania w bloku z windą? Albo chociaż na parterze…

  1. By nosić dziecko na rękach

Noszenie też jakby z definicji zakłada chodzenie. Niby nie wprost, ale jednak. Nosisz coś siedząc? Albo leżąc? No właśnie. Noszenie zakłada przemieszczanie. A ciężko się przemieszczać w pozycji horyzontalnej. Kicając o kulach mogłam co najwyżej nosić siatkę. W zębach. Dziecko w zęby wziąć jest raczej trudno. Szczególnie dziesięciokilowe. Nawet w siatce.

  1. By pograć z dzieckiem w piłkę, popuszczać bańki, spędzić aktywnie razem czas

No da się. Na upartego wszystko się da. Tylko powiedz dziecku memu, że turlanie piłki po dywanie jest atrakcyjne. Albo puszczanie baniek w łazience nad wanną. A granie w domino, to najbardziej aktywna gra sezonu.

  1. By pójść do sklepu po… cokolwiek

Wyjść na dwór. Po prostu. Pooddychać tlenem ze spalinami. Pójść i kupić co tylko chcesz. Nawet jeśli to bułki lub zmywacz bezacetonowy. Po prostu zrobić coś od A do Z samemu. Bez asysty. Być samowystarczalnym.

  1. By wziąć długą kąpiel w bąbelkach

Umyć się. Tak normalnie po ludzku się umyć. Zanurzyć w wodzie i nie wychodzić z niej przez dwie godziny. Nie kombinować jak koń pod górkę. A, że to na jednej nodze się nie da. A, że gips zamoczę. Nie. Nie. Nie. Tylko Ty i woda. Wszędzie woda.

11555 punktów

To tylko 5 moich pierwszych myśli. Punktów mogło być 11555, bo posiadanie nogi w gipsie jest hmm… słabe. Pod każdym względem. A kiedy masz nogę w gipsie i dwójkę małych dzieci (w tym jedno niechodzące), masz pełne prawo zawołać: Hello! Houston! Mamy problem!

Tego tekstu miało nie być. Nikt o zdrowych zmysłach nie planuje napisać takiego tekstu. Postanowiłam go napisać we wtorek. Po pierwszym spacerze z Hanią, po zdjęciu gipsu. Jeszcze kulejąc. Jeszcze w towarzystwie kul. A już z wielką falą wdzięczności do życia, że ten hardkor się skończył. Że mogę po prostu wyjść. Że mogę po prostu popuszczać bańki na świeżym powietrzu. Tak po prostu.

I nie współczucie, ale ogromny podziw za hart ducha, dla tych, dla których wózek czy kule są codziennością.

  • Dobrze, że już masz to za sobą. I też szczęście, że nie przytrafiło Ci się złamanie w upalne lato 😉 Obyś szybko doszła 😉 do formy!

    • Przypomniała mi się parodystka Dody i jej „Dochodzę” 😀 Gips w lato… nieee masakra!

  • O rety! Ja sobie nie wyobrażam nogi czy ręki w gipsie…..
    Dobrze, ze masz to za sobą!!!

  • Nie zazdroszczę….My mamy szynę na ręce u córki…I wymieniłabym 130000 powodów, dla których lepiej, żeby tej szyny nie było 😉

    • Ojej współczuję! Szyna u dorosłego to jedno, a u dziecka… to już w ogóle dramat :/

  • Przytoczę Kochanowskiego: „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakojuesz, aż się zepsujesz.” Ciągle aktualne i celne spostrzeżenie mimo minionych setek lat. Życzę zdrowia nam wszystkim!
    Najważniejsze, że ten etap już masz za sobą. Dojdziesz do formy, kochana 🙂 Ciesz się nogą uwolnioną od gipsu 🙂

    • Stary poczciwy dziadek Jan 🙂 Jak zwykle prawdę pisał. A ja się cieszę, ojjj cieszę i korzystam 😀

  • Dobrze że jest już po 🙂 Ja jako dziecko miałam pękniętą kość w stopie i też gips na chyba 3 tyg.

  • No tak… Codziennie chodzimy i robimy normalne czynności z którymi nie mamy problemów i nie zastanawiamy się nad sensem posiadania wszelkich części składowych . Ale niech tylko się nam coś skiepści to od razu wiemy po co nam dwa odnóża. 😄

    • w sekundzie, człowiek czuje się zupełnie bezradny. Benzadziejne uczucie.

      • 🙂 Niestety – wystarczy bolący palec czy niewielkie oparzenie na skórze. Warto cenić to co mamy 🙂

  • Dobrze czasem przeżyć coś takiego, by docenić 🙂

  • Dobrze, że już po wszystkim:). Ale faktycznie jest tak, że na co dzień nie myślimy nawet o tym co mamy i dopiero jak tego brakuje, to doceniamy coś tak oczywistego jak np. posiadanie własnych, sprawnych nóg. Pozdrawiam 🙂

    • Niestety. I podejrzerwam, że z czasem powracamy do tego dawnego myślenia, bo znowu wpadamy w wir życia, w którym nie ma czasu na takie refleksje.

  • Podobne myśli naszły mnie po odwiedzeniu Niewidzialnej Wystawy. Często nie doceniamy zdrowia.

    • Byłam! Dokładnie, też pamiętam te myśli z cyklu „Jak oni w ogóle dali radę”. Musieli.

  • Gipsu jeszcze nie miałam, ale kiedyś założyli mi szynę. 3 tygodnie wystarczyły, żebym doceniła możliwość wejścia po schodach przodem.
    Oby Ci się już nigdy nie przydarzyła taka sytuacja.

    • Dzięki! Wejście jak wejście, ja mam problemy z ogarnięciem zejścia ze schodów. Już bez gipsu, co prawda, ale z dzieckiem na rękach :/

  • Nie wiem jak dałaś radę z gipsem i dwójką małych dzieci? Jesteś superbohaterką. Superważnąbohaterką 😉 A teraz uważaj na siebie. To ważne.
    Bosz, jak ja lubię Twoje nazwisko.