5 rzeczy za które nasze babki dałyby sie pokroić, gdyby je tylko miały…

Siadłam dziś przed moimi trzema koszami do segregacji brudnych ubrań. Złapałam sie za głowę. Wysypywały się niemal. Znowu przynajmniej trzy prania do zrobienia w trybie pilnym. A przecież wczoraj prałam. I przedwczoraj też. Siadłam i zaczęłam się zastanawiać, co by było gdyby… Co by było gdyby mi zła Baba Dżaga pralkę zabrała i tarę dała, mówiąc „trzyj kobito”!? Tak. Są rzeczy bez których nie wyobrażam sobie życia. Takie, które były w moim domu odkąd pamiętam. I takie, które mam dopiero od kilku lat. Bez jednych i drugich trudno jest mi wyobrazić sobie funkcjonowanie w dzisiejszym świecie w pojedynkę. Funkcjonowanie w czteroosobowej rodzinie to byłby absolutny kosmos.

1. Pralka

Mój namber łan. Bezapelacyjnie. Nobla, Oskara i Złotą Kaczkę temu, kto zmechanizował tę tarę do stanu futurystycznego grającego pudełka, którego efektem ubocznym jest pranie wszystkiego czego dusza zapragnie. Próbuję sobie wyobrazić siebie piorącą na tarze te tony ciuchów naszej czwórcy. Życia starczyłoby mi pewnie tylko na białe. O ile bym miała Vizir oczywiście i dopingującego Zbyszka Chajzera u boku. A reszta? Na czarnych nie widać. A kolory z czasem stałyby się czarne, nie? A na czarnym jak powszechnie wiadomo… nie widać. Właśnie. Luz.

2. Zmywarka

To sprzęt, który mam od kilku lat dopiero, a już nie mogę sobie przypomnieć jak wyglądało moje życie zanim nas sobie przedstawiono. Hmm chyba nie miałam życia, bo ciągle zmywałam. A nie… Wróć. Nie miałam wtedy dzieci. Nie było więc problemów egzystencjalnych typu:

Mamo, ale ja chcę na różowym!

Mamoooo, dlaczego mi położyłaś marchewkę obok ziemniaków! Ja nie chcę ziemniaków, połóż je gdziś indziej!

Mamooo, ale ja chciałam Inkę bez mleka!

I cała zastawa zużyta w ciągu trzech minut, a nie ma jeszcze siódmej rano. Cóż począć? Zmywarka chodzi non stop. Tu nie chodzi o oszczędności. Tu nie chodzi o zużycie wody. Tu chodzi o komfort psychiczny i przeżycie dnia bez ofiar w ludziach. Zmywarka zmywa, a ja mogę w tym czasie… np. wziąć szybki prysznic.

3. Suszarka do włosów

Ludzie dzielą się na skowronki i sowy. Na pijących kawę i herbatę. Na kąpiących się wieczorem i biorących prysznic rano. Ja jestem sową. pijącą herbatę wieczorem i niekiedy rozkoszującą się ciepłą nocną kąpielą. Ale przede wszystkim sową, która nie jest w stanie otworzyć oczu rano bez kawy i szybkiego prysznica. I weź tu człowieku wyjdź rano do pracy albo na spacer z dziećmi z mokrymi włosami… Suszarka, my love <3

4. Kuchenka mikrofalowa

Niby nie artykuł pierwszej potrzeby, a jednak trudno się z nią rozstać. Dzięki niej nie przypalam już garnków podgrzewając mleko i nie muszę wycierać płyty z tego, co wykipiało. Dzięki niej moje dziecko w ataku głodu dostaje ciepły, podgrzany obiad w minutę. A ja nie muszę pamiętać, by rozmrażać mięso na obiad dzień wcześniej, wystarczy kilka minut i funkcja „defrost”. Ostatnio przeczytałam, że w „tych dniach” oraz w przypadku ataku ciastkowych bakterii, można w mikrofali upiec ciasto w kubku w zaledwie 5 minut i tym samym ocalić świat przed zagładą. Czego chcieć więcej?

5. Smartfon

Babcie były smart i fona wcale nie potrzebowały. Miały przecież kartkę i pióro, a Poczta Polska działała lepiej niż kiedykowiek. W sytuacjach kryzysowych mogły też wysłać telegram lub gołębia pocztowego. Jak chciały sobie poczytać, to kupowały książkę. Jak bardzo chciały pogadać, to szły do sąsiadki za miedzą. A jak już bardzo chciały zadzwonić, to do sołtysa, co miał jeden telefon na całą wieś. Chciały pogodę znać, to się bacy pytały. Zdjęcie chciały zrobić raz w roku, to do fotografa szły. I po co to to ustrojstwo? Na co to komu? Dzwoni. Wysyła wiadomości. Pogodę sprawdza. Artykuły można na nim czytać. I książki też. Fejsbuka ogarnia. Bloga pozwala pisać. Zdjęcia robi. Filmy nagrywa. I jeszcze w świat je wysyła. Zuo w czystej postaci.

Ja wiem, że czasy inne były. Że ubrań tyle nie było. I naczyń też nie. Że kąpało się raz w tygodniu i w czepkach spało, bo tłuste włosy poduszki brudziły. Że zamrażarek nie było, to i rozmrażać nie było czego. Że kiedyś TO BYŁY CZAAASY. Ale te nasze czasy też są naprawdę fajnę i sądzę, że niejedna babcia jakby wtenczas taką pralkę dorwała, to by nie oddała. Za Chiny Ludowe. Ani za Koreę Północną.

  • Bez smartfona jakoś bym jeszcze przeżyła, ale ogarnianie dzieci bez pralki, zmywarki to totalny hardcore.

    • ja przymierzam sie jeszcze do zakupu pralki z suszarką, bo kolejna zima się zbliża, a tym samym moje mieszkanie się po raz kolejny przemieni w suszarnie. Brrr, słabo mi na samą myśl 🙂

  • Lista chyba jest dłuższa. 🙂 Póki jednak czegoś nie mamy, to nie wiemy, że nam czegoś brakuje. Ja wychowałam dzieci bez smartfona i zmywarki i nie czuję się pokrzywdzona przez los. Nie było internetu i miałam więcej czasu 🙂

    • Lista jest zdecydowanie dluzsza, ja wybralam rzeczy, które mi zdecydowanie ułatwiają codzienne życie. Pewnie, że dałabym radę bez nich, ale są dla mnie ogromnym udogodnieniem. Wróć! Bez pralki bym nie dała rady 😉

  • O tak zmywarka, co ja bym bez niej zrobiła, teraz to doceniam przy dwójce małych dzieci:)

    • Dokładnie. Przy dwójce małych dzieci – to jest must have. U mnie tak samo jest z mikrofalą. Małe szkarby nie znoszą czekać 🙂

  • Za pralkę w mieszkaniu też dałabym się pokroić! W Szwajcarii mamy pralnię i jedną pralkę na wszystkich mieszkańców, trzeba rezerwować. Chyba nie muszę wspominać, że się za to płaci 🙂 Czasem muszę prać ręcznie 🙂 Zmywarkę mam, ale wolę myć ręcznie. Sprawdza się jedynie kiedy przyjdą goście, albo jesteśmy chorzy.

  • Żeby było śmiesznie teraz moja babcia nie wyobraża sobie życia bez telefonu komórkowego i bardzo go lubi, a przecież przez prawie 80 lat żyła bez niego! 😀
    Ja natomiast świetnie radzę sobie bez kuchenki mikrofalowej, ale nie wyobrażam sobie życia bez pralki. 😉 Uściski, Kasia.

    • Haha! Uściski dla Ciebie Kasiu i dla Babci! <3

  • Bez kuchenki mikrofalowej żyję i nie brakuję mi jej, ale pralka faktycznie jest mi do zycia bardzo niezbędna!!!!! Bez zmywarki też bym przetrwała, ale suszarka do włosów? Obie z córką jej potrzebujemy, zwłaszcza zimą 🙂

    • Ja pewnie przetrwałabym i bez mikrofali, i bez zmywarki, i nawet bez smartfona, Jednak byłoby to męczące, bo zdaje sobie sprawę jakimi są udogodnieniami na codzień. Ale brak pralki i suszarki do włosów? Istny dramat 🙂

  • Pralka! Oj tak, genialne urządzenie, którego poprzednie pokolenia mogą nam tylko zazdrościć. No i zmywarka – mam ją od niedawna i już niemal nie pamiętam, jak to było kiedy jej nie miałam 😛

    • Prawda? Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do wszelkich udogodnień i zapomina jak to było wcześniej 🙂

  • Arcydzielna

    Pralka- tak bardzo się z tym zgadzam- właśnie mi się popsuła i to jest tragedia! 😉

  • Poza mikrofalą się zgadzam 😉

  • Ja się też podpiszę pod wszystkim oprócz mikrofalówki. Co prawda, w domu rodzinnym ją miałam i intensywnie używałam. Potem poszłam na studia i myślałam, że bez niej nie przeżyję, ale okazało się, że jednak się da. Teraz jak mam już swoje mieszkanie, nie posiadam jej i żyje mi się bardzo dobrze. Za to bez pralki i zmywarki nie wyobrażam sobie życia😉

  • Zwykła Mama

    oj tak rzeczy, bez których ja też miałabym problem z funkcjonowaniem. Ostatnio popsuła mi się zmywarka – czekałam tydzień, aż przyjedzie serwis gwarancyjny ją naprawić – istny dramat – tym bardziej, że mam kuchnie na salon otwartą i naczynia brudne w zlewie leżeć nie mogą.
    https://zwyklejmamy.blogspot.com

  • Ja akurat świadomie rezygnuję z mikrofalówki. Nie wyobrażam sobie za to życia bez blendera.

    • Racja! Blender jest największym przyjacielem matki, szczególnie niemowlęcia 🙂 Chociaż nie tylko 🙂

  • Ewelina

    Jestem pozytywnie zaskoczona, że na liście nie znalazł się telewizor. Brawo Ty!

  • Ja bym jeszcze dodała komputer z dostępem do internetu :). Dzisiejsze babcie naprawdę potrafią zaskakiwać 🙂

    • Tak! że też nie pomyślałam o komputerze? Gdzie ta blogerska dusza 😀 Ale masz sto procent racji, znam niejedną cyfrową babcię i to jest wspaniałe! Sama bym chciałą tak iść z duchem czasu w ich wieku 🙂