Alergia na… wiosnę – jak przeżyć?

Czekam na wiosnę z utęsknieniem. A kiedy już nadchodzi, klnę na czym świat stoi. Serio. I tak co roku. Katar sprawia, że odechciewa mi się wszystkiego. Pospiesznie w myślach wertuję listę pylących darów natury, na które mam alergię. Z pomocą przychodzi mi kalendarz pyleń, który pomaga umiejscowić winowajcę w czasoprzestrzeni. W zasadzie tylko dla mojej własnej wiedzy, bo każdy pyłek, na który akurat mam alergię, działa na mnie tak samo.

Jak sobie radzić z alergią?

Jestem zakichana. Gardło drapie. Swędzą mnie oczy i w konsekwencji łzawią. W efekcie kicham i płaczę, w pewnym momencie już tracę rachubę czy kicham, bo płaczę? Czy płaczę, bo kicham? Czy robię jedno i drugie niezależnie? Ostatnio udałam się do alergologa. Niech no mi facet powie, jak żyć gdy się nic zza glutów i łez nie widzi? Bo się karmi do tego. A wapno to pic na wodę i fotomontaż. Przynajmniej na mnie nie działa. Okazało się, że karmiąc mogę brać pewne leki, ale leki to nie wszystko. Powinnam też dbać, by kontakt z alergenami był jak najkrótszy. Przy okazji wizyty w rodzinnym domu, największą moją zmorą była perspektywa przebywania z kotem pod jednym dachem przez kilka godzin dziennie. A kot, tak jak pyłki, uruchamia we mnie produkcję (łez i tego drugiego). A raczej nadprodukcję. Powinnam więc każdorazowo po wizycie u kota zmienić  odzież, wziąć prysznic i umyć włosy (wow!). Stosowałam sie do instrukcji pierwszego dnia. Później zabrakło mi determinacji, pewnie dlatego, że jednak leki zrobiły swoje i objawy nie były nadto dokuczliwe. Przy ekspozycji na pyłki chyba musiałabym stać non stop pod prysznicem, ale tu całkiem niezłym, doraźnym, rozwiązaniem jest toaleta nosa przy użyciu soli morskiej.

Alergikiem można stać się zawsze

Uwierz mi, że żyję z nią już dwadzieścia kilka lat. Zaczęło się od  roztoczy kurzu i właśnie tych nieszczęsnych pyłków. Potem doszła okazała lista innych alergenów. Jak się dowiedziałam? Pragnęłam mieć zwierzątko. Bardzo. Posiadanie własnego zwierzęcia jest chyba marzeniem każdego dziecka. Dostałam dwie papużki faliste. Parkę. Sama je wybierałam. Tutuś i Sani. Były przepiękne. Tutuś był turkusowy, a Sani zielono-żółta. Jak Sani z Gumisiów. Oglądaliście? Miały też budkę lęgową. Tylko po roku się okazało, że dzieci z tego nie będzie. Bo to dwóch samców było. Się pomyliło panu w zoologu. No cóż… Ale ja tu o alergii miałam. Więc od tych papużek kichać zaczęłam. Kichać okrutnie. Rok się tak męczyłam, aż w końcu alergolog testy zlecił i wyszło szydło z worka. Z papużkami musiałam się pożegnać i powitać swoje drugie imię – alergię. Zaprzyjaźniłam się z lekami antyhistaminowymi i jakoś to było. Marzenie o własnym zwierzęciu nie minęło. Ja wydoroślałam i właśnie się dostałam do liceum. Wtedy w moim życiu pojawiła się Kicia. Żyłam z Kicią trzy lata. Spała ze mną w łóżku. Nie raz na tej samej poduszce, wtulona w moje włosy. Później wyjechałam na studia, a Kicia została z moją mamą, która pewnego dnia przygarnęła drugiego kota – Oskara. I wtedy zaczął się mój alergiczny armageddon.

Dowiedziałam się, ba! Poczułam na własnej skórze, że uczulić się można w każdym momencie życia. Trzy lata spałam z sierścią kota przy twarzy i nic… Raptem nie byłam w stanie przebywać z kotem w jednym mieszkaniu. Ponowne testy alergiczne to potwierdziły. Oprócz alergii na kota, pojawiła się alergia na inne pyłki, grzyby i pleśnie. Nie służy mi czyste poiwetrze. Absurd. Zapewne zbieg okoliczności. A jednak coś w tym jest. Leki antyhistaminowe prawie zupełnie odstawiłam w momencie przeprowadzki do Warszawy. Jednak zawsze kiedy wracam na Roztocze czy do rodzinnego Zamościa, muszę się z nimi przeprosić. Nie tylko ze względu na kota. Nigdy się nie odczulałam, ale mam tę metodę cały czas z tyłu głowy. Pewnie gdyby objawy uległy nasileniu w miejscu mojego obecnego zamieszkania, musiałabym ją rozważyć na poważnie. Narazie udaje mi się działać doraźnie.

A jak to jest u Was? Macie alergię na pyłki? Wiosnę witacie katarem? Jak sobie z tym radzicie?

  • Oj nie zazdroszczę 🙁

    Moja siostra walczy z alergiami, męża też czasem delikatnie coś męczy. Współczuję im i sobie, bo przez to nie mają ochoty ze mną wychodzić do lasu 🙁

    • Oj to szkoda wielka 🙁 ja na szczescie w lesie czuje sie całkiem niezle. Ach! Las! Sto lat na grzybach nie byłam! A poszłabym… Niech no sie tylko w lasach pojawia 😊

  • Ela, bardzo Ci współczuję, bo widzę jak bardzo męczą się cierpiące na alergie. Znowu muszę powiedzieć o sobie, że jestem szczęściarą, ale mam świadomość, że i u mnie może to się zmienić. Na alergię można przecież zapaść w każdym momencie swojego życia.

    • Ale prawdą też jest, że do wszystkiego mozna sie przyzwyczaić 🙂 nawet do alergii. Choć to strasznie uciążliwe jest. Ale cieszę się niesamowicie, że tu gdzie mieszkam nic mi nie dolega 😊 I nawet zapominam momentami, ze tym alergikiem jestem. Szkoda tylko, ze musze zyć bez kota, bo kociarom jestę strasznom 😉

      • To prawda, że człowiek ma zdolność przystosowywania się do wielu rzeczy, ale wyobrażam sobie, że przewlekła dolegliwość musi być jednak bardzo przykra. A co do ograniczeń (brak kota), każdy z nas ma jakieś 😉