Bezstresowe wychowanie? A czy Ty wychowujesz swoje dziecko wg podręczników?

„No i masz! To są właśnie efekty Waszego bezstresowego wychowania” słyszysz w supermarkecie, kiedy Twoje dziecko dostało ataku histerii, bo nie kupiłaś mu jajka niespodzianki? „Ja to bym dał w tyłek i od razu by się nauczyła, że tak nie można” kontynuuje życzliwy.

Wiesz czym jest bezstresowe wychowanie? A czy ja wiem? Szczerze? Nie wiem.

Wpisałam w google. Pierwszy wynik: Wikipedia. Super, czegoś się dowiem. Czy aby na pewno? Czy ktoś kto nie ukończył studiów pedagogicznych jest w stanie to zrozumieć? Pseudonaukowy bełkot: wychowanie permisywne, edukacja humanistyczna, wychowanie pajdocentryczne, edukacja afektywna itd… Mówi Ci to coś? Jeśli tak, gratuluję wiedzy i rozeznania. Mnie nie mówi nic. Myślisz, że panu z supermarketu to coś by powiedziało? Wątpię. Ale Pan z supermarketu ma swoją opinię na temat bezstresowego wychowania. Ty pewnie też masz.

Kolejne wyniki? Artykuły z portali. Pierwszy jaki wpadł mi w ręce, autorstwa pewnej pani psycholog, dał mi sporo go myślenia. Wcale nie wychowuję swojego dziecka bezstresowo! A wszyscy napotkani dookoła znawcy tematu starają się mi to wmówić.

I nie wiem czy się z tego powodu zmartwiłam czy ucieszyłam. W ogóle zawsze wydawało mi się, że wychowywać dziecko będę tak jak dyktuje mi serce, matczyna intuicja. A nie wg tego co wyczytam w artykule, książce czy innym poradniku mniej lub bardziej znanego specjalisty. Czy nasi rodzice wychowywali nas wg podręczników? Nie. Dali radę. W większości dali. Nieidealnie? Pewnie, że tak. Ale czy uważasz, ze jak przeczytasz tuzin książek, staniesz się idealnym rodzicem?

Ja zawsze wiedziałam, że będę moje dziecko kochać ponad wszystko, wspierać w jego wyborach. Będę zawsze blisko, ale jednocześnie będę mu mądrze wytyczać granice, by pokazać co w życiu jest dobre a co złe, co społecznie akceptowalne a co niedopuszczalne. Będę ciepła, pełna miłości a kiedy zajdzie potrzeba nieustępliwa i konsekwentna. To mowi mi mój matczyny rozsądek i matczyne serce.

Tulę, całuję przez większość czasu, kocham mojego brzdąca nad życie. Ale kiedy moje dziecko zrobi coś niedopuszczalgo, ma karę. Tak, dobrze przeczytaliście: KARĘ. Dla Pana z supermarketu słowo kara równa się pewnie dwóm klapsom w tyłek. Może pasem. Może gazetą. Może nie dałby dwóch a dziesięć? 

Nie biję mojego dziecka, ale gdy tłumaczenie kolejny raz, tydzień, miesiąc nie pomaga, to sięgam po „karę”. W momencie, kiedy dziecko przekroczyło wyznaczone granice i wpada w histerię, jest to jedyny znany mi sposób, by je uspokoić i w spokoju wytłumaczyć, że to co zrobiło jest niedobre, sprawia ból i że tak nie można (dwie sytuacje: bicie i gryzienie). Moje dziecko ma karnego kotka lub chwilę na ochłonięcie i przemyślenie w swoim pokoju. Czy krzywdzę tymi karami moje dziecko? Jestem pewna, że nie. Pokazuje jej tylko, że pewne zachowania są złe i stosując je niczego nie osiągnie.

No ale jest to kara, a bezstresowe wychowanie kar nie dopuszcza z tego co wyczytałam w tych mądrych artykułach. Podejrzewam, że nie jest to esencja teorii bezstresowego wychowania, tylko uproszczenie. Ale jest to wiedza zdobyta przeze mnie ze skarbnicy dobrze wypozycjonowanych artykułów: wujka Google.

I teraz żeby brać udział w merytorycznej dyskusji, powinnam przeczytać artykuły źródłowe, dziesiątki książek, może zrobić doktorat z pedagogiki? Wtedy pewnie bym wiedziała czy wychowuje moje dziecko stresowo czy bezstresowo. Tylko czy to coś zmieni? Czy moje dziecko będzie szczęśliwsze? Czy ja będę bardziej kompetentną mamą? Czy rozwiązań, odpowiedzi na pytania jak poradzić sobie z codziennymi zachowaniami mojego dziecka, już zawsze będę szukać w podręcznikach? Czy może lepiej usiąść w spokoju przy herbacie, popatrzeć z boku na swoje cudowne dziecko. Wziąć trzy głębokie wdechy. Ochłonąć. I zastanowić się czy całej tej mądrości, potrzebnej do wychowania w miłości mojego dziecka, nie mam w sobie?

 

 

  • Bardzo dobry tekst 🙂 Zapraszam do mnie, dziś o wychowaniu bez rozpuszczania 🙂

    • Ela

      Dziękuje 🙂 zajrzę na pewno:)