Chory, chorszy… Yummy Mummy!

Dwa lata i cztery miesiące. Miały być różnicą idealną. I są. Naprawdę. Nie za dużo. Nie za mało. Wszystko jest pięknie. Prawie wszystko. Taki jeden mały zgrzyt. Planując Igiego, brałam pod uwagę wszystko. Statystyczne szanse na usamodzielnienie Hani. Na jej odpieluchowanie. Na „pewną” dojrzałość. Jednocześnie chciałam bardzo, by byli dla siebie i by byli ze sobą. Nie wzięłam tylko jednego pod uwagę. Tego, że pod jednym dachem, będę mieć rocznikową trzylatkę i niemowlaka. Trzylatkę, która we wrześniu rozpoczęła przedszkolną przygodę, a wraz z nią powitaliśmy niekończący się ciąg chorób.

Przedszkolak donosiciel

Żal Hani, bo się męczy. Ale wiem, że taka jest kolej rzeczy. By mieć odporność, musi ją najpierw nabyć. Szkoda tylko, że z rasowego, dzielnego przedszkolaka, stała się donosicielem chorób wszelkich. Szkoda też, że najbardziej cierpi na tym Igi. Igi, który na swoje prawie pierwsze urodziny (to juz za 10 dni!), dostał swój pierwszy antybiotyk. Mimo, że karmię. Mimo, że szprycuję go armią moich przeciwciał. Mimo, że chucham i dmucham. Jego maleńki organizm nie poradził sobie sam z tym, co go dopadło. Ale cóż wymagać od niespełna dwunastomiesięcznego ciałka, skoro nie radzę sobię i ja.

Matka Polka chorująca czyli leczenie matki karmiącej

Kicham, prycham, kaszlę, duszę się i dalej kaszlę. Leczenie grypy i innych choróbsk, gdy się nie karmi, jest proste jak budowa cepa i często bardzo skuteczne. Tabletki, zawiesiny, syropy. Dostępne w każdej aptece, drogerii, na stacji benzynowej czy nawet w kiosku ruchu za rogiem. Ważny jak choruje, otwiera szafkę z lekami, wybór ma przeogromny: paracetamole,  ibuprofeny, mieszanki z substancjami na katar i kaszel. Łyka trzy pastylki i żyje dalej. Zdrowszy. Funkcjonujący. Najczęściej udaje się Mu zabić wirusa w zarodku i po kilku dniach już nie pamięta, że coś mu dolegało.

Leczenie się matki karmiącej… To już wyższa szkoła jazdy. Przestałam chodzić do lekarza, bo za każdym razem słyszę to samo. Na gorączkę: paracetamol. Na katar: sól morska. Na kaszel: syropy homeopatyczne. Wiem, że są ich zwolennicy, ale ja… Cóż, nie wierzę w ich skuteczność. Przynajmniej do tej pory mi nie pomogły. Piszę do Was teraz spod koca. Bo zaczyna się to, co dobrze znam. Do niekończącego się od tygodni kataru i kaszlu, które traktowałam już jak członków rodziny. Do tego okropnego duszącego kaszlu, który nie daje mi spać od kilku nocy, dochodzą właśnie: łzawiące oczy, piekąca skóra i bolące wszystko. Czyli temperatura rośnie. Zaaplikowałam sobie jedynie dozwolony paracetamol i obmyślam plan wojny. Na pierwszy ogień czosnek, w odwodzie cebula, miód i sok z malin. Yummy mummy.

Fiolki z antybiotykami prawie puste. Misja leczenie dzieci: na finiszu. Misja leczenie matki karmiącej: mode on. Never ending story. Wiosno, zaaplikuj się do mojego życia.

  • Rea

    U mnie podobne różnica wieku 🙂
    Co do leków które może brać mama karmiąca to w zasadzie jest tylko kilka których nie może 🙂
    Warto zapoznać się z laktacyjnym leksykonem leków 🙂
    Zdrówka życzę 🙂

    • Zgadza się, znam ten leksykon, ale ja sama boje się sobie cokolwiek aplikować bez konsultacji z lekarzem, bo to często nie sam lek, ale dawka leku w ktorej jest nieszkodliwy dla dziecka, ma znaczenie. A wizyty u internistów, kończą sie zawsze tymi samymi instrukcjami, które opisałam wyżej. Więc koło się zamyka. Ewentualnie można jeszcze usłyszeć, ze takie dziecko duże, to juz dawno powinnam odstawić i byłoby po problemie 😉

  • współczuję szczerze matkom karmiącym, które chorują, bo chorują dłużej niż wszyscy!!! Masz rację : przedszkolak/ uczeń to „donosiciel” 🙁 Żdrówka życzę!!!!