Co to wszystko warte?

Nie tak dawno rozmawiałam na ten temat z mamą. A wczoraj natknęłam się na wpis na blogu Żudit i przemyślenia wróciły. Jeden punkt wspólny: wojna. Hipotetyczna. Po długiej i namiętnej dyskusji sprzed dziestu dni, mama wypowiedziała to zdanie, któro we mnie utkwiło na dobre:

„Wszystko materialne na co teraz pracujemy ma znaczenie tylko w czasie pokoju. Wojna wszystko by zmieniła.”

Bo jakie znaczenie ma czy mieszkanie kupiłeś za gotówkę, wziąłeś kredyt w euro, frankach czy w złotówkach? Jakie znaczenie ma czy masz miliony na koncie w banku, na lokacie, w sztabkach złota czy w skarpecie? Jakie ma znaczenie czy sam sobie odkładasz na emeryturę, czy płacisz składki na ZUS licząc na hojność państwa?

Bo co jeśli na Twój dom spadnie bomba? Zniszczy wszystko razem ze sztabkami złota i tym co było w skarpecie? Co jeśli spadnie na bank? Czy po wojnie ów bank będzie istniał, a z nim Twoja dokumentacja kredytowa, lokatowa? Czy będzie miał kto wypłacić Ci Twoje ciężko zarobione i odkładane przez lata pieniądze?

   

Co Ci pozostanie w tym nieszczęsnym czasie wojny gdy dom i bank stały się kupą gruzu, a samochodu nie masz gdzie zatankować, więc stał się nieużuteczną kupą złomu? Nieistotne czy ze znaczkiem Opla, czy Maserati na masce.

Pewnie będziesz się wtedy modlić (niezależnie czy wierzysz, czy nie), by zostali najbliżsi. Przyjaciele. Rodzina. Rodzice. Rodzeństwo. Mąż. Dzieci. I w tym momencie zdajesz sobie sprawę, co tak naprawdę w życiu jest ważne.

I wcale nie jest tak, że się wojny spodziewam. Tu w Polsce. Wręcz przeciwnie. Wystarczy mi, że widzę ją w telewizji. W Syrii. Na Ukrainie. I widzę te twarze ludzi cierpiących. Twarze ludzi, którzy stracili dom. Twarze ludzi, którzy stracili wszystko. Twarze ludzi, którzy stracili bliskich. Twarze matek. Twarze córek. Twarze ojców. Twarze synów. 

I potem patrzę na śpiące twarze moich bliskich: mojego ważnego męża, moich ważnych dzieci. I przypominam sobie co jest najważniejsze. I widzę, jak łatwo wszystko to co materialne potrafi przysłonić to co niematerialne. To co najpiękniejsze. To co najważniejsze.

  • Święte słowa…….

  • Nigdy nie dowiemy się, co przyniesie jutro dopóki to „jutro” nie nadejdzie. Wizja wojny zawsze przeraża… A czy będzie? Mam wrażenie czasami, że wisi w powietrzu.

  • Dobrze prawisz! Też potrzebuję czasami takiego otrzeźwienia. Czytam dużo o sytuacji w UA, rozmawiam z moimi ukrainskimi znajomymi, ciąży mi los imigrantów z Afryki – (dlaczego media tak usilnie o tym milczą!). W zderzeniu z naszą polską polityczną/gospodarczą/ekonomiczną rzeczywistością bardzo stawia to do pionu. Co to wszystko jest warte?

    • Ela

      Właśnie to zderzenie tak wiele daje do myślenia…

  • Nie potrzeba wojny, aby te tezy był prawdziwe. Każdy z nas umrze, nic nie ma tak naprawdę sensu. Żyjemy po to żeby przetrwać i odczuwać szczęście, ale drogi do osiągania tego szczęścia są przeróżne. Dla jednych to słodycze, dla innych narkotyki, dla jeszcze innych sport lub zarabianie pieniędzy i poczucie bycia kimś ważnym. Nawet jeżeli zostawimy po sobie mieszkanie w spadku to co nam po nim. Ba! Nawet jeżeli zostawimy po sobie potomstwo lub dzieło pokroju Pana Tadeusza to co nam po nim. Nie da się wybudować pomnika trwalszego niż ze spiżu, wszystko kiedyś przeminie i ulegnie zapomnieniu.