Co zrobiłam nie tak?

Młoda przeczuwa co się święci. Albo już naprawdę dużo rozumie z tego co się dzieje wokół, albo ma szósty zmysł. Przeżywa bardzo. Mimo naszych przemyślanych akcji przygotowawczych.

Z jednej strony jest przyklejona do mnie jak rzep. Nie mogę odejść na krok. Przytulać mogę tylko ja. Jedzenie, picie przygotować mogę tylko ja. Przebrać mogę tylko ja. Książki na dobranoc mogę czytać tylko ja. Jest ciągle stęskniona, choć przebywamy ze sobą 24h/dobę. Jakby próbowała się mną nacieszyć na zapas. Z drugiej strony jest nie do wytrzymania. Awanturuje się o wszystko. WSZYSTKO. Próbuje bić w brzuch, gryźć, bo wie że nie można. Że na takie zachowanie reaguję jak oparzona. Wie, że czeka ją za to kara. A i tak to robi. A jestem tu bardzo konsekwentna. W przypadku innych przewinień już mniej. Niestety. Jakbym miała ją karać za wszystko, żeby być konsekwentną zawsze, to nie wychodziłaby ze swojego pokoju przez całą dobę. A rozmowa, tłumaczenie na nie wiele się zdają w ostatnim czasie. Ale niestrudzenie próbuję, cały czas. Bo cóż mi pozostaje?

Z karami nigdy przesadzić nie można. Dziecko nie może mieć poczucia, że jest karane non stop, w jego mniemaniu za wszystko. Trzeba zawsze wyważyć złoty środek. Karać za zachowania zupełnie niedopuszczalne, na mniejsze grzeszki przymykać oczy, za pozytywne nagradzać. Zawsze. Przytuleniem, miłym słowem, uśmiechem, buziaczkiem a czasem czymś ekstra. Trudno to wyważyć? Z nagradzaniem jest łatwiej, ale jeśli przychodzi do ukarania, to zawsze drży mi serce. A szczególnie teraz, kiedy przez minione miesiące pracowaliśmy na to, żeby przygotować ją na pojawienie się braciszka. Ostatnie czego bym chciała, to by poczuła się odrzucona. Teraz. Na 5 minut przed godziną „0”.

Ciśnie mi się pytanie na usta: Co zrobiliśmy nie tak?

Pewnie nic. Pewnie wszystko jak trzeba. Pewnie wszystko najlepiej jak umieliśmy. Pokazujemy jej na każdym kroku, jaka jest dla nas ważna. Jak bardzo ją kochamy. Mówimy jej to wprost. Dużo rozmawiamy, tłumaczymy. Może za dużo? Może. Trudno to określić przy pierwszym dziecku. Ale czy gdybyśmy mieli piątkę, byłoby łatwiej? Chyba nie… Bo to wszystko zależy od dziecka. Każde jest inne. Coś co przy jednym sprawdza się idealnie, przy drugim może zupełnie nie działać.

Mam nadzieję, że jej instynkt, miłość, którą pokazuje wobec lalek i wszystkich małych dzidziusiów w okolicy, okażą się silniejsze od zazdrości. Mam nadzieję, że podołamy jako rodzice temu zadaniu, by zazdrość nie stała się uczuciem dominującym w jej małym serduszku. Że będzie w swoim braciszku zakochana nad życie… z czasem. Bo pewnie chwilę to zajmie.

  • ponoć dziecko na wiadomość o rodzeństwie czuje się mniej więcej tak, jakbyś Ty dowiedziała się że oj jutra twój mąż przyprowadzi Ci do domu nową żonę… wg mnie dobrze jak dziecko okazuje trudne uczucia, nie można oczekiwać miłości bezwarunkowej, starsze dziecko zawsze jest na straconej pozycji, traci 100% zainteresowania, uwagi… niestety… sama mam dwie córki i początki nie były łatwe, dalej nie jest idealnie, pracujemy nad tym wszyscy…

    • Ela

      Też słyszałam to powiedzenie. Bardzo trafne! Chociaż nie wiem czemu wydawało mi się, że mnie nie dotyczy… Że mała różnica wieku sprawi, że ten problem nas ominie. Niestety nie. Masz rację. To dobrze, że pokazuje emocje. Pokazuje je jak umie. Jak inne dwulatki. Przecież nie mogę oczekiwać od niej dojrzalszego podejścia. Dzięki za ten komentarz! Dał mi sporo do myślenia i jednocześnie uspokoił:)