Dylematy.

Rozpoczęcie przez Hanię przedszkolnej kariery uświadomiło mi, jak przepastnie głęboki jest wór matczynych dylematów i jak drastycznie zmienia się ich skala.

Poranne zebranie się do kupy ciągnie się niczym brazylijska telenowela. Pierwszy dylemat pojawia się tuż po drgnięciu prawej powieki, by w ułamku sekundy zlokalizować brzęczący budzik i zdecydować, czy aby na pewno to już czas na wznowienie trzeźwej egzystencji. Minuta snu dłużej, kosztem minuty czasu na ogarnięcie ferajny. Minuta czasu więcej na ogarnięcie ferajny, kosztem minuty snu. I kiedy ta powieka już drgnie, kiedy ujrzy godzinę na wyświetlaczu, kiedy ten obraz dotrze do mózgu i uruchomi lawinę myśli, wtedy zrywa się prawa ręka, by ruszyć kołdrę i by prawa noga mogła zgrabnie opuścić ten ciepły zaułek. A za nią reszta ciała.

I owo matczyne ciało, przełączając się uprzednio na tryb autopilota, zmierza prosto w kierunku czajnika i szafki z kawą. Pobudzony aromatem mózg zaczyna wchodzić na coraz wyższe obroty, tylko po to by namierzyć kolejny dylemat: prysznic czy śniadanie. Na oba czasu nie starczy, gdyż zwycięzcą dylematu #1 została minuta snu dłużej. Albo dziesięć minut. Raczej dziesięć. Te dziesięć należące do śniadania. Albo prysznica. Dylemat #2: Zacząć dzień brudną czy głodną? Z reguły głodną. Bo głodu nie widać. Można chodzić tydzień głodnym i nikt by nie zauważył różnicy. Chodzić tydzień bez prysznica? No właśnie… Więc prysznic.

Dylemat #2 pociąga za sobą #3. Suszyć włosy czy robić śniadanie przedszkolakowi? No raczej, że śniadanie. Jak matka nie wysuszy włosów, będzie wyglądać jak upiór w operze. Może też co najwyżej dostać zapalenia zatok, ucha, ewentualnie rozumu. Jak dziecko nie zje śniadania w domu, a potem hipotetycznie nie zje w przedszkolu, to padnie z głodu. Matka może paść z głodu, dziecko niet.

Dylemat #4 wiąże się z nieodłącznie z garderobą. Ubrać przedszkolaka tak, żeby szczena wszystkim opadła? Za wszelką cenę? Z kłótniami, szarpaniem i ogólnym nerwowym rozstrojem żołądka całej chałupy? Czy ubrać siebie i niemowlaka byle jak, byle wyjść i przystać na wszelkie fanaberie przedszkolaka? Łącznie z klapkami przy -30 i kaloszami przy +30. Byleby wyjść. Byleby zdążył na to przedszkolne śniadanie. Bo pomimo, że ryzyko zapalenia zatok zostało przez matkę podjęte naście minut wcześniej, to śniadanie domowe skonsumowane zostało w stopniu żadnym. Ot, logika dylematu.

I kiedy przedszkolak skutecznie odholowany i niemowlak tylko na stanie się ostał, dylemat powinien mieć kłopot z własną egzystencją na tak nieurodzajnej ziemi. A jednak. Pięć dylematów głównych, o pobocznych nie wspominam (No dobrze, wspomnę: żółta bluzka czy niebieska? czysta czy brudna?) A jest dopiero 9 rano. Uff, można zjeść śniadanie.

Albo posprzątać. Albo nastawić pranie. Albo poprasować. Albo pobawić się z juniorem. Albo…

  • Zawsze myślałam jak sobie z tym wszystkim dam kiedyś radę..
    ale teraz wiem, że wszystko będzie dobrze!
    Gdy moja mama była chora mi chyba załączył się instynkt macierzyński i mogłam spać, a słyszałam każde głośne oddychnięcie i za każdym razem miałam siłę wstać. Myślę, że tak samo będzie przy dziecku, dzięki temu nie boję się już, że nie dam rady 🙂

    • Ela

      Dasz na pewno. To sa takie jęczenia matki, które pomagają zmierzyć się z rzeczywistością. Jak się na „papier” przeleje, i ktoś się do tego uśmiechnie, to nabiera się siły na resztę dnia 😉

  • Ja zawsze nastawiam sobie budzik wcześniej niż mam wstać, żeby sobie ewentualnie jeszcze chwilę dospać, po tym jak zadzwoni (syn idzie na 8 do szkoły). Ale cóż, zazwyczaj i tak jest niepotrzebny, bo córka sama jest chodzącym budzikiem, godzina 6-6:30 dziecię jest wyspane i gotowe na podbój świata, więc budzi matkę, żeby czasem nie zaspała. ;p 😉

    • Ela

      Ja ciągle nie mogę się zdobyć na nastawienie budzika wcześniej… jak wieczorem kalkuluje jak mało czasu na sen mi zostało, to łudzę się ciaglę, że rano uda nam sie wszystkim na spokojnie zebrać bez wcześniejszego wstawania. Naiwna ja 😀

  • ak

    Ela – jak zwykle trafnie i w samo sedno 🙂 Ja już na szczęście tych dylematów mam mniej odkąd starszą do przedszkola odprowadza Babcia. Ale dylemat jak tę Dzielną Przedszkolankę ubrać, pozostał. Chociaż w sumie nie, bo tak naprawdę już skapitulowałam. Wiem, że albo sukienka (koniecznie „duża”! młoda jeszcze nie łapie, że jest coś takiego jak spódnica 😉 i koniecznie z Elsą (mamy całą jedną na stanie 😉 ) albo ryk, wycie, histeria… Wybór jest prosty, przynajmniej do pierwszych mrozów 😉
    Miłego dnia rozpoczętego kawką (u mnie też 😉 )!

    • Ela

      Boję się tego dnia, kiedy oświadczy, że chce iść w letniej sukience w środku zimy:D

  • Co do ubioru…ja szykuję ciuchy poprzedniego wieczoru! Wierz mi, że skraca to poranne szaleństwo! Jem kanapke na śniadanie i jednocześnie, gdy przezuwam, robie szybką fryzure córce! Kiedy ona sie ubiera ja ogarniam inne rzeczy, jest ciężko, zwłaszcza jak młodej cos z czyms nie styka, ale….matki mają to do siebie, że ogarniają kilka rzeczy naraz 🙂 Wyluzuj, w przedszkolu nie ma dzwonków 🙂 My musimy zdążyc na szkolny autobus 🙁

    • Ela

      I Twoja córa bez mrugnięcia okiem zakłada to, co jej wybierzesz? Boziuuu, zazdroszczę 🙂 mam nadzieję, że moja kiedyś do tego dorośnie. Ja nawet jak dzień wcześniej jej wybiorę ubranie, rano wpada w histerię, bo chce np iść w crocsach. Narazie trudno nam idzie zrozumienie rzeczowych argumentów. No ale ma niespełna trzy latka. Liczę, że to mnie 🙂

  • ależ to się świetnie czyta! bardzo fajnie napisane 😀

    • Ela

      Dziękuję 🙂

  • Wiesz, moja córka nigdy nie była typową dziewczynką 🙂 Tak , nie zwraca uwagi na to co jej uszykuje do ubrania…..jeszcze nie 🙂