Egg czy Dżelys?

Polacy nie gęsi i swój język mają. Dwulatka też gąską nie jest. Polski język zna niewiele gorzej od nas. A słowa „jajko niespodzianka” czy „żelek” potrafi odmieniać przez przypadki i nie tylko.

Jak więc wymieniać rodzicielskie komentarze co do postępowania w wychowaniu i żywieniu dziecka? Jak wypowiadać te słowa klucze bez konieczności sprawiania by słowo ciałem się stało? Tu i teraz? Kiedy dwulatek tuż obok? Szyfr Kochani. Dobry szyfr to podstawa rodzicielskiego być albo nie być.

Są słowa, których szyfrować nie muszę: jak „pomidor”, którego nie chce jeść za żadne skarby czy „marchewka”, którą wcina jak królik na głodzie. Czy „myjemy zęby”, „myjemy ręce” i tysiąc innych takich. Ale są też słowa, których użycie w języku ojczystym potrafi wybudzić z najgłębszego snu, wprowadzić w ułamku sekundy w euforię, po czym spowodować niepoliczalne straty moralne w wyniku wybuchu histerii, kiedy słowo to użyte nieopacznie ciałem stać się nie chce. Moi faworyci to „jajko niespodzianka” i „żelki”. Ale też „O! Są dzieci na placu zabaw” wypowiedziane w porze obiadu…

Ale do rzeczy matko! O technikach szyfrowania słów kilka.

Technika namber łan:

Odwróć uwagę. Szczerze? U nas nie działa…, ale może u Was?

Bańki! Ja chcie bańki!
Bajki? Chcesz bajki?
Nie! Bańki! Chcę baaaaańkiiiiii!

 

I po temacie…

Technika namber tu:

Opowiadaj opisowo. Tak, dwa lata to jeszcze ten wiek kiedy takie zagadki nie wywołują euforii. A więc jak konstruuję z ważnym mężem listę zakupów mówię: kup to co kura znosi, wersja brązowa. No powiedzmy że działa. Rozumiemy się. Ale to wcale łatwe nie jest. No bo weź na poczekaniu wymyśl definicję żelka, np. wysiadając przed sklepem z samochodu? No i te miny ludzi obok, kiedy mówisz: Kochanie i te małe, kolorowe, galaretowate niedźwiadki też!

Technika namber tri (fri?):

Język obcy znany obojgu rodzicom i jednocześnie obcy rzeczonej młodzieży. Inglisz wersja made in Piaseczno. I tym sposobem nasz słownik wzbogacił się o „egga” (jajo), „dżelysa” (żelek), „fingersy” (słone paluszki), „sosydża” (parówka), „kartunsy” (bajki), „babelsy” (bańki mydlane), „kidsy” (zajęcia/zabawy z dziećmi) i o dziesiątki innych takich. Narazie wystarcza, ale młoda szkoli się, oj szkoli i za chwilę trzeba będzie szyfr udoskonalać.

Także ten… kurs francuskiego czeka Cię ważny mężu, czeka… 

  • Wprowadzam szyfr…. U mnie czasami nieopatrznie cos powiedziane jest potem tematem kłótni rodzeństwa. Egg i to co znosi kura wersja brązowa wymiatają!
    Pozdrawiam

    • Ela

      Podejrzewam, że im starsze rodzeństwo tym trudniej szyfrować. Tym bardziej trzymam kciuki! 🙂

  • Hehe świetny post 🙂 Fakt przy 2latku potrzeba „tworzenia definicji na poczekaniu” czy umiejętność „mówienia bez użycia słów” jest na wagę złota. U mojej Steff tragedia z jajami i żelami, u niej nawet jajecznica często mylona jest z „jajem” tym czekoladowym, a żele wygrzebie spod ziemi, najgorzej że młoda uczulona na barwniki a w żelkach ich cała masa…
    Zapraszam do siebie 🙂

  • Ps. Nie wpadłam na szyfry w języku obcym… Ale u mnie musi lipa będzie bo stary po niemiecku gada a ja raczej po angielsku 😀

    • Ela

      U was to juz w ogole bedzie wyższa szkoła jazdy;) zaczniecie po niemiecku, skonczycie po angielsku 😀 szyfr pełna gębą 😉

  • Haha 🙂 Nic tylko się uczyć co i rusz nowego języka. Bo dziecko szybko się pokapuje o co z tym engliszowym szyfrem chodzi 🙂 Potem można tak z niemieckim, francuskim… 😛

    • Ela

      Patrz jaka motywacja do nauki języków obcych! To sie nazywa samorozwoj hehe 😀