Etat, mówisz? Hmm…

Wiesz, dziś miałam kryzys. Taki konkretny. Z krzykiem i łzami. Po sprzątnięciu klocków po raz milionowy. Po ugotowaniu trzeciego nietkniętego obiadu. Po odpowiedzeniu po raz tysięczny ósmy na to samo pytanie. Miałam ochotę wystrzelić ich w kosmos. Trzasnąć drzwiami, wyjść i nie wracać. I po raz kolejny tknęła mnie na chwilę myśl: a może wrócić na etat?

Nie jestem kurą domową

Nie jestem tym typem. Gotowanie obiadków mnie nie jara. Nienawidzę sprzątać. Pranie skarpetek to nie jest mój żywioł. Tęsknię za szpilkami. Codziennym makijażem. Za szklanym biurem. Za Warszawą. Nawet za tą korpo-adrenaliną i deadline’ami trochę tęsknię. Jednak coś spowodowało, że od miesięcy wiodę życie skrajnie inne. Życie, w którym szpilki miałam na nogach ostatnio w dziewiędziesiątym czwartym na ślubie cioci Marysi. Lub coś w ten deseń.

Od kwietnia jestem na urlopie wychowawczym. Jak powyższy opis wskazuje – wypoczywam. A wiadomo, za relaks nikt nikomu nie płaci. Chyba że we francuskiej walucie „foch” lub w węgierskiej „cmok”. I właśnie ta druga wciąż sprawia, że nie mam ochoty zmieniać jej na polskie nowe złote.


To kiedy wracasz do pracy?

To pytanie słyszę średnio kilka razy w miesiącu. Moje „nie wiem” zawsze budzi konsternację u rozmówcy. Zawsze.

Nie nudzi Ci się? Nie potrzebujesz do ludzi? Nie czujesz, że się uwsteczniasz? Przecież zawsze byłaś taka ambitna! Marnujesz się z Twoimi językami w domu.  Wystarczy Ci już tych pieluch! Przecież Igi jest już duży. Przy Hani wróciłaś do pracy jak miała 7 miesięcy. To świetna oferta. Przyjmij! Taka okazja może się już nie powtórzyć! 

I wiesz… Kiedy szłam do pracy złożyć wniosek o urlop wychowawczy, czułam tę strach i niepewność. Czy dobrze robię? Czy damy sobie radę? To nie była tylko moja decyzja. To była wspólna decyzja. Nie będę wyliczać wszystkich za i przeciw. Nie oszukujmy się, największym „za” powrotu do pracy jest kasa. Bez ludzi, ambicji i awansów – przeżyjesz. Bez kasy – nie. „Cmoków” do garnka nie włożysz i „cmokami” w piecu nie napalisz.  I wiem, że nie wszyscy mają ten komfort wyboru. Ja szczęśliwie miałam.

Cmok cenniejszy od złocisza?

I wiesz… Uzmysłowiłam sobie jedną rzecz oglądając telewizję (jednym uchem*, a jakże) w ten weekend. Uwagę i Kulisy sławy. Serio. Tak siłą rozpędu po Faktach. Kulisy sławy Justyny Steczkowskiej. I gdzieś tam pomiędzy słabym tekstem o tym, że ją nagrywają w szlafroku a mrożącym krew w żyłach faktem, że po zdjęciu szpilek chodzi po domu na palcach, powiedziała coś bardzo mądrego. Mówiła o komercyjnym śpiewaniu. A jak dla mnie – nie tylko. Powiedziała coś takiego (to nie jest dokładny cytat, ale to co z niego zapamiętałam):

Nie jest istotne czy zarabiasz sto czy trzysta tysięcy. Jeśli zarabiając sto tysięcy jesteś szczęśliwy, to fakt, że będziesz zarabiać trzysta nie sprawi, że będziesz szczęśliwszy.

Wiesz co to znaczy w moim przypadku? Tyle, że dodatkowe zera spływające na moje konto, nie uczynią mnie szczęśliwszą. I zdaję sobie sprawę, że nie zawsze tak będę mówić. Kiedyś przyjdzie ten moment powrotu, na który poniekąd czekam. Odrzucając kolejną świetną ofertę pracy czuję delikatne ukłucie i świadomość umykającej szansy. Jednak wiem doskonale, że wracając teraz na etat, umknęłoby mi znacznie więcej. Wiem to. Bo już to przerabiałam.

Poza tym, płacą mi teraz w najlepszej walucie świata. W walucie bezgranicznej i bezwarunkowej miłości.

*

 

  • Ela, ja nic więcej nie powiem, tylko… <3

  • etatowamatka

    Coś w tym jest, ja też słyszałam nie raz kiedy idę do pracy, czułam konsternację teraz… Odpowiadam że mam etat- jestem etatową matką i patrząc na kolejne nowe rzeczy jakich uczy sie mój syn trudno mi myśleć o sytuacji, że widziałby to kto inny.

    • Ja dopiero teraz, widząc postępy Igiego, zdałam sobie w pełni sprawę, ile straciłam przy wczesnym powrocie do pracy po urodzeniu Hani…

  • Iwona Gogulska

    Fajnie, że masz tą wygodę i możesz nie wracać do pracy… Myślę, że spora część matek też by tak chciała, tylko niestety nie mają takiego wyboru. Bo te dodatkowe „0” na koncie często ma jednak znaczenie.

    • Ależ oczywiście! Ja wiem, jak trudną decyzją jest dla wielu kobiet ta o powrocie do pracy. Jednocześnie jest to nie ich decyzja, a decyzja, którą podejmuje za nie życie. Taka smutna prawda :/

  • Ja właśnie wróciłam do pracy, bo niestety z jednej pensji byłoby ciężko ogarnąć rzeczywistość…

    • To są właśnie te „cmoki”, których do garnka nie włożysz 🙁

  • Ja marzę o powrocie do pracy, bo z cmoków nie sfinansuję sporo rzeczy. W moim przypadku powrót na cały etat staje się coraz bardziej odległy. Jeśli pójdę do pracy na 10 lub na 12 godzin, to będę musiała zatrudnić nianię, bo nie będzie możliwości, by ktoś z niż zostawał z rodziny. Opłacę nianię i zostanie mi wielkie nic. Błędne koło :/ Prawdopodobnie wrócę na pół etatu, ale u nowego pracodawcy. Taka sytuacja frustruje.

    • Zanim podjęłam decyzje o pójściu na urlop wychowawczy rozkładałam swoja decyzje na miliony czynników pierwszych. Czy zlobek? Czy niania? I dlaczego niania? I ile to bedzie kosztować? I ile zostanie? Czy to warte jest tego straconego czasu z dzieckiem? I za kazdym razem dochodziłam do tego samego wniosku. No ale, jak juz podkreślałam, ja sobie mogłam pozwolić na ten wybór 🙂

  • Wróciłam do pracy, gdy synek miał 2 lata. Żałuję. Chociaż nie, nie żałuję, bo dzięki temu wiem, że jednak to nie jest dobry pomysł. Przy drugim nie zamierzam wracać do pracy dopóki nie pójdzie do przedszkola. Dzieci są małe tylko raz w życiu i chociaż też brakuje mi szpilek, ładnego ubrania i ciepłej kawy wypitej w spokoju, to wiem, że moja decyzja będzie dla mnie słuszna 😀

    • Dwa lata to i tak wspaniale, ale to prawda, najlepiej do przedszkola. Tez bym tak chciała. Ale zycie i tak weryfikuje te nasze plany 🙂

      • Tak, dwa lata to dużo. Bardzo się cieszę, że miałam taką możliwość. Wiem, że nie zawsze można być tak długo w domu (ze względów finansowych na przykład).

  • pieniądze zawsze zdążysz zarobić, a czasu nie odzyskasz. pieniądze są ważne, ale nigdy kosztem bliskich.

    • So true <3 jesli tylko starcza nam na szczęśliwe zycie, jesli tylko to zycie daje nam wybór, warto.

  • Biłam się z myślami, szef namawiał, znajomi pytali – nie zdecydowałam się jednak na powrót. Dzięki temu jak ułożyło się nasze życie nie musiałam

    • Dokładnie tak. Dzis mam wrazenie, ze ta decyzja była jedna z najlepszych w moim zyciu 🙂

  • Okiem Alexa

    Tak po ciuchu zazdroszczę Ci „urlopu wychowawczego”. Swoją drogą nazwę na bank wymyślił facet, żadna kobieta nie nazwała by tego urlopem. U nas ułożyło się tak, że do pracy wrócić po prostu musiałam. Jak jest? Inaczej ale za to niewątpliwe doceniam każde wspólne 5 minut!

  • I ta waluta jest cenniejsza od złota 🙂