Gdybym wygrała w totka 60 baniek…

Lubisz gdybać? Zastanawiać się, co by było gdyby? Układać sobie w głowie alternatywne scenariusze? Marzyć? Staram się nie rozpamiętywać przeszłości. Nie zmieniłabym w niej nic. Pewnie są jakieś sytuacje życiowe, słowa które padły, a których żałujesz. Każdy takie ma. Ale ja mam na myśli kluczowe decyzje, które tak ułożyły życie, a nie inaczej. Gdybanie, co by było gdybym poszła na informatykę, a nie na socjologię jest bez sensu. Może byłabym dziś Markiem Zuckerbergiem w spódnicy. A może nie.

Ale gdybanie w kwestii przyszłości to co innego. W sumie co stoi na przeszkodzie by tym Markiem w spódnicy się stać. Zawsze mogę jeszcze pójść na informatykę. Wymyślić serwis jakiego świat nie widział. Któremu fejsbuk będzie mógł rybki karmić. I zbijać kokosy na Bora Bora. Kto mi zabroni?

Gdybym był bogaty…

Ale tam, żeby od razu na informatykę iść… 5 lat się męczyć… i potem stwierdzić, że jednak tym Markiem to ja być nie chcę. Wolę zostać Coco Chanel czy Luisem Vuitton. A najlepiej to nimi nie być. Być sobą, a mieć Chanel w torebce od Vuittona. Czemu nie? Tylko te 60 baniek w totka trzeba by wygrać. A gdyby się udało?

Miałabym tego Vuittona i tę Chanel. I kredyt hipoteczny by mi się po nocach nie śnił. I dom bym kupiła. I sobie. I innym. I do pracy bym nie chodziła. A może chodziłabym, gdybym chciała. A kiedy bym nie chciała, to nie chodziła. I ludzie by mnie lubili. A za plecami obrabiali tyłki. W sumie i tak obrabiają, więc tak przynajmniej nie miałabym skrupułów im tego wygarnąć. Bo co, mi by nie wolno było?

Miałabym Porsche i Maserati w garażu. Latałabym na weekend do Monako i na kolację do Rzymu. I nie musiałabym już sprzątać. No bo jak sprzątać w chałupie co ma więcej metrów kwadratowych, niż plac Trzech Krzyży? Wzięłabym sobie osobistego kucharza i trenera, co by nade mną stali i przymilając się, katowali. Może bym w końcu schudła, jakby kto mnie pilnował. I fryzjera bym miała i kosmetyczkę. O! Tak na zawołanie!

Czary mary 60 baniek bum!

Byłabym nieprzyzwoicie bogata, to pewne. Jakby to mnie zmieniło? Bo jakoś na pewno. Stałabym się pazernym sknerą? A może hojnym dobroczyńcą? Widziałabym w każdym wroga, chcącego wydrzeć mi moje milijony? Zamknęłabym się w twierdzy ze sztabem ochrony? Czy może beztrosko pląsałabym wśród uhahanych tłumów, których przyciągałby mój blask? Albo blask moich złotych monet?

Czy ja w ogóle chciałabym wygrać 60 baniaków? Może milion by wystarczył? Tak by nie zepsuć mnie do szpiku kości?

Ups… Nie kupiłam losu. Gdybam znów, zamiast skoczyć po los losów. Może jeszcze jutro zdążę odmienić swoje życie.

A Ty co byś zrobił/a gdybyś wygrał/a 60 milionów?

  • Córa Sławy

    Po pierwsze nie wiedziałabym co z taką kasą zrobić. Serio. Zawsze planujemy na co byśmy wydali, gdybyśmy mieli tyle i tyle, a potem włącza się lampka alarmująca o konieczności oszczędzania i niestety bywa też tak, że im ludzie mają więcej pieniędzy, tym się większymi sknerami stają 🙁

    • Przeczytalam przed chwilą fajny artykuł z Forbesa o polskich totkowych milionerach. Połowa z nich nie miała już kasy po kilku latach. Wygląda na to, że im masz ich więcej, tym szybciej się kończą, jak nie umiesz do nich odpowiednio podejsc 🙂

  • A ja bym podróżowała i podróżowała… I pisała, i pisała… 🙂

  • O to to 😉 Też chcę trenera… i kosmetyczkę. I dom. I nawet chętnie się podzielę 60-cioma bańkami 😉
    Obym tylko nie zapomniała losu kupić bo wczoraj czas minął mi na lulaniu synów. I przepadło.

    • Mamy czas do jutra 😁 A rano ze sklepu bułki z kuponami 😂

  • Na tą chwilę myślę, że starałbym się je jakoś racjonalnie wykorzystać i rozlokować a później z tego żyć. Ale to się tak wszystko fajnie mówi, jak się tych pieniędzy nie ma 😀

    • Szkoda, że często ten racjonalizm ulatnia się wprostproporcjonalnie do wuielkosci wygranej kasy 🙂 Czytałam wczoraj ze ogromna cześć szczęśliwców przebimbała cały majątek w kilka lat.

      • Dlatego napisałem, że „na tą chwilę” 🙂

  • Justyna GR

    marzyć zawsze można, ale sama nie wiem jakbym wykorzystała tę wygraną, gdybym jednak trafiła 6tkę :p

  • hmmm…. na pewno założyłabym fundusz dla córki aby miała lepsze życie niż ja, a resztę na pewno bym jakoś wydała na bliskich i siebie 🙂 pozdrawiam i zapraszam do nas https://siostrydajarade.blogspot.com/2016/05/tomek-ebski-tak-nie-moze-liz-pichon.html

    • Fundusz dla córki. Świetny pomysł! Podkradnę jak już wygram, ale póki co ciągle nie kupiłam losu 😉

  • Wycieczki, nowy dom, samochód, konta dla dzieci, fundusz na przyszłe życie 🙂 mam trzy losy 🙂

    • Mój mąż zaszalał i kupił 10! I nawet dwójki nie trafiliśmy 😉

  • nie mam pojęcia na co przeznaczyłabym pieniądze. Na pewno na podróże, na pewno coś oddałabym charytatywnie i pomyślała o inwestycji, by reszta kasy mogła dalej zarabiać.

    • Ale grałaś chociaż? 🙂

      • nie 🙂 rzadko gram i jeszcze rzadziej wygrywam 😀

  • Ja też nie kupiłam losu, oj igram z losem, a życzeń tak wiele… 😉
    Pomogłabym wielu ludziom, a sama wyjechała na koniec świata pracować i żyć w towarzystwie delfinów. O!

    • Delfiny <3 Ja w koncu kupiłam. A raczej mój mąż… I nawet dwójki niet… A ktoś w kolekturze po sąsiedzku ponoć walnął szóstkę! Pech Pani… 😉

      • Jak nie w pienioondzach, to może chociaż w mniłości? 😀

  • Pierwsze co to wyniosłabym sie z domu teściów!!!!! Potem po kolei by się wszystko łądnie zaplanowało, na spokojnie 🙂

    • O! Tak! Warto grać w tak szczytnym celu! Trzymam kciuki 🙂