Łapać chwilę

Z Hanią nie mogłam się doczekać tego co będzie dalej. Tego co będzie jutro. Tego co będzie za chwilę. Kiedy zacznie gugać, gaworzyć, uśmiechać się, śmiać się w głos, kiedy chwyci zabawkę, kiedy włoży stopy do buzi, kiedy usiądzie, kiedy zacznie raczkować, kiedy powie pierwsze słowo, kiedy stanie, kiedy zrobi pierwszy krok… Wyliczyłam jednym tchem, a mogłabym dłużej. Tylko tchu mi zbrakło.

Byłam tylko z nią. 24 godziny na dobę tylko dla niej. Pierwsze dziecko i od razu high need baby. Jej wyśrubowane potrzeby sprawiały, że byłyśmy ze sobą sklejone przez cały urlop macierzyński. Ciągle blisko, ciągle na rękach, ciągle wtulona, ciągle na piersi, ciągle jak jedno ciało. I tak 7 miesięcy do mojego powrotu do pracy. Żyłam jej każdą sekundą życia. Moje życie było jej życiem. I trochę brakowało mi chwili dla siebie. Ba, nawet bardzo. Może dlatego tak nie mogłam się doczekać jej kolejnych umiejętności, pewnie po cichu licząc, że jak zacznie chwytać zabawki, siedzieć, chodzić… ja będę mieć te 15 minut dla siebie. Tę chwilę na oddech, na ciepły obiad czy na poranny makijaż.

A teraz? Teraz jest samodzielną (choć ciągle wymagającą) dwu-i-pół-letnią panną. A ja nie wiem kiedy to zleciało. I wiem, że czasu nie cofnę. I chcę, bardzo chcę się cieszyć każdym dniem tej małej dziewczynki. Każdym przekręconym słowem, każdym uśmiechem, każdym zdaniem, każdym całusem, każdym przytuleniem. Bo to wszystko minie. Wszystko ulegnie zmianie. Wszystko za chwile będzie inne. Dojrzalsze.


Jest jeszcze mój mały trzymiesięczny mężczyzna. Jest zupełnym przeciwieństwem swojej siostry. Zawsze uśmiechniętą ostoją spokoju. Siłą rzeczy, mając drugie wymagające dziecko, jemu poświęcam mniej czasu niż w analogicznym czasie poświęcałam Hani. I ciągle mam wrażenie, że coś tracę. Że przegapiam. Że coś mnie omija. A przecież jestem z nim cały czas. Ale wiem, że nie tak intensywnie jak byłam z Hanią. I momentami trudno mi się pogodzić z tym, że nie mogę się rozdwoić, roztroić, rozczworzyć. Spędzać z każdym tyle samo czasu. Obojgu poświęcać tyle samo uwagi. Jednocześnie móc ogarnąć dom i ugotować obiad. I jeszcze mieć chwilę dla siebie. Ale niestety nie da się. Perfidna jest ta rzeczywistość. Zawsze coś kosztem czegoś.

Łapię więc te Ignasiowe chwile, całą sobą. Ten bezzębny uśmiech. Ten wysiłek z którym podnosi główkę. To zmarszczone czoło ze zdumionym wzrokiem mówiącym „to naprawdę Ty mamo?”. I chcę by te chwile trwały wiecznie. Błagam, niech on nie rośnie tak szybko! Nie gonię już marzeniami za jego nowymi umiejętnościami. I tak nadejdą. I tak z każdej będę się cieszyć jak głupia. Ale najważniejsze jest to co jest teraz.

Cieszmy się tym co teraz. Łapmy te chwile, bo to co jest „teraz” mija bardzo szybko. Za szybko.

  • Łap, łap 🙂 z drugim podobno zawsze tak jest 🙂 chciałabym móc to przeżywać!!

    • Ela

      A przy trzecim pewnie się nawet nie snuje takich rozważań 😀

  • Coś o tym high need baby wiem, Mała przyspawała się chyba do mnie na stałe, więc spędzam z nią 24h na dobę z krótkimi przerwami na siku, prysznic i spanie.
    Staram się cieszyć tym, że tak bardzo chce być ze mną, choć czasem to bardzo męczące.

    • Ela

      Oj wiem.., ale pocieszę Cię! To minie! Stety i niestety zarazem 😉

  • Ja właśnie oczekuję drugiego i już się zastanawiam jak ja znajdę czas dla nich dwojga. Od córki będę musiała się trochę odsunąć bo przecież mały będzie pewnie cały czas przyklekony do piersi. A i jemu nie będę mogła poświęcić tyle czasu i uwagi co jej na tym samym etapie… eh… jak to robią matki bliźniąt albo trojaczków? 😉

    • Ela

      Oj tak, mamy bliźniąt i trojaczków to ja podziwiam i podziwiać będę dozgonnie 😀

  • Zamiast się zadręczać, że coś tracisz patrz na to ile zyskując przebywając z Nimi razem 🙂 Właśnie te najmniejsze rzeczy jak podniesienie główki dla niego są tym najtrudniejszym, a dla Ciebie małym gestem, który zapamiętasz na zawsze 🙂

    • Ela

      To prawda! Czas spędzony z nimi razem jest bezcenny! 🙂

  • po dzieciach widać jak upływa czas…

  • Ja staram się sama siebie uspokoic, ale czasami to niestety nie daje rezultatu 🙁

  • Kurczę, tyle miłości w tym poście 🙂 To cudowne, po prostu cudowne. Mówisz, że nie wiesz kiedy zleciało? Ja wciąż nie wierzę, że mały za dwa tygodnie skończy rok, bo przecież dopiero co przyjechałam z nim ze szpitala! Bardzo dobry i bardzo ważny tekst napisałaś, wiesz? Dziękuje Ci za to – bo to wszystko prawda – musimy łapać te chwilę, bo są kurczę tak ulotne i przemijają. Mały dziś robi minę prosiaka – za tydzień już jej nie zrobi. I dlatego, my matki, musimy mieć tak cholernie dobrą pamięć by wszytskie te dobre chwili ZŁAPAĆ i zapamiętać. Nie obwiniaj się, naprawdę nie można się „rozczworzyć” 🙂

    Buźka
    !

    • Ela

      Oj ile bym dała za kolejną kartę pamięci do mojej głowy, bo przecież te wszystkie ulotne chwile są bezcenne 🙂

  • Jak jest maleńkie, chcemy, żeby już chodziło. Jak zaczyna chodzić, chcemy, żeby już mówiło. A gdy już chodzi i mówi i staje się samodzielne, my znowu chcemy mieć to maleństwo do trzymania w objęciach. I zaczynamy żałować, że tak ten czas nam ucieka, że tylu chwil nie udało nam się złapać, że nie byliśmy tak uważni, jak teraz byśmy chcieli. Fajny, mądry tekst. Dla wszystkich rodziców.

    • Ela

      Dziękuję 🙂

  • Zgadzam się, że świetny post. Ja jestem właśnie na etapie „kiedy w końcu zacznie to albo tamto?”. Ale rozumiem jak ważne jest chwytanie każdej chwili. Dopiero co pochowaliśmy naszego kochanego psa a ja nie mogę uwierzyć, że minęło 10 lat od kiedy przyniosłam go do domu. I mam wrażenie, że z dzieciaczkiem będzie tak samo. Że obudzę się jutro a on już będzie do szkoły chodził.
    I trochę zazdroszczę Ci tych 7 miesięcy na macierzyńskim. Ja po czterech miesiącach muszę wracać na uczelnię. Niestety w moim wypadku wzięcie dziekanki jest niezwykle problematyczne.

    • Ela

      Niestety wszystko co w zyciu piękne, tak szybko mija…

  • I to ostatnie zdanie powinno stać się mottem dla każdego z nas. Nie tylko dla mam.

  • Bardzo dobrze, że o tym mówisz. Jest często tak, że nie doceniamy chwili, nie doceniamy tego, co mamy. Ja też chciałam, żeby mój syn jak najszybciej zaczął chodzić, mówić, biegać. Teraz brakuje mi tych chwil, kiedy był malutki i byłam dla niego całym światem 😉

  • Z perspektywy matki dzieci już pełnoletnich:-) stwierdzam, że jesteś w najpiękniejszym okresie bycia matką. Tak, ten czas kiedy dzieci są małe jest cudowny, mimo że oczywiście męczący, bo wymagający gotowości 24h. To ważne żeby łapać chwile. Na szczęście ułatwia to technika. Można pstrykać tysiące zdjęć, kręcić filmy. Kiedy moje dzieci były małe, miałam aparat na klisze, nie pstrykało się takich ilości, trzeba je było oddać do wywołania, nie wszystkie wychodziły. Ale za to teraz wyjmujemy pudło ze zdjęciami i razem oglądamy, wspominamy. 🙂 I jeszcze coś. Ponieważ nie miałam wtedy możliwości kręcenia filmów, założyłam zeszyt, w którym zapisywalam wszystko co się dało. Do dziś go mam. 🙂 Są tam pierwsze słowa, śmieszne, bo poprzekręcane, źle wymawiane. 🙂 Są pierwsze ząbki, pierwsze koci łapki, pierwsze siku na nocnik. Pierwsze… w zasadzie wszystko co pierwsze. 🙂 W ten sposób zatrzymałam chwile. Na zawsze. 🙂

    • Ela

      Tak! Taki zeszyt to fantastyczny pomysł. Ja pomimo, że kamera była w domu, to nie uwieczniłam nic co pierwsze, bo wolałam przeżywać to razem z córą niż stać po drugiej stronie obiektywu, ale też zapisywałam wszystko co pierwsze:) Z synem pewnie będzie podobnie;)