Mama idź sobie tam! Czyli foch roku.

„Mama idź sobie tam!” Czyli mama idź sprawdź czy drzwi są zamknięte z tamtej strony. Wypad mama. Generalnie mamo nie chcę na ciebie patrzeć.

Poszło o krople do nosa, które ośmieliłam się jej zaaplikować. Bo gil do pasa. Bo już 23, a ona zasnąć nie może, bo oddychać nie może. Działałam w cichej zmowie z Tatą, ale padło na mnie. On przytrzymywał w uścisku jak boa dusiciel, ale to ja byłam katem, który ośmielił się prysnąć w dwie dziurki małego noska.

„To je niedoble psik psik! To je oklopne! Mama idź sobie tam!”

Oj jak mi było przykro… Zawsze było „Tata idź sobie tam!”, „Dziadek idź sobie tam!” albo „nie chcie Babci!”. Ale Mama? Mamusia? Mamusia to zawsze słyszała że się ją kocha, żeby zrobiła tuli tuli, a nie żeby sobie szła tam! Cóż padło i na mnie. Pierwszy raz. Nie ostatni z pewnością. Potem będzie dosadniej, trzeba się zacząć przyzwyczajać. Grubą skórę zacząć szykować.

A najlepiej to zacząć wykorzystywać takie sytuacje dla siebie. No bo co robi tata jak usłyszy, że ma iść iść sobie w diabły („tam!”)? Tata zakłada uśmiech nr 33: męcz się matka teraz Ty! I idzie w diabły. Czyli siada przy komputerze, albo z nosem w telefonie, albo zajmuje sie swoim hobby i ma czas dla SIEBIE. A ja co? Tak nie mogę?!

Od dziś wsadzam moją wewnętrzną matkę idealną do małego pudełka, zamykam na klucz i wkładam na dno szafy. I jak mój pierworodny dzieć mi powie, że mam spirzać, to przyodzieję uśmiech nr 18 o treści: to se ojciec radź sam i pójdę pisać następny wpis w towarzystwie ciepłej herbaty 🙂