Mamo, chcę kupę! Pieluchy precz #3


Kiedy dwa lata temu zakładłam tego bloga, nie wiedziałam do końca o czym będę pisać. Wiedziałam natomiast, o czym pisać na pewno nie będę. Żadnych recenzji książek o wychowaniu dzieci. Dlaczego? Bo ich nie czytam. Wychodzę z założenia, że moja intuicja jest niepodważalna. No i c’mon! Czy nasze babki czytały jakiekolwiek poradniki? Nie. Wychowały kolejne pokolenie dzieci? Wychowały. Ha! Wiem, że porównanie do babek to siara z lekka. No ale ja akurat tak trochę to czułam. W każdym razie, lepiej poczytać przed snem jakiś dobry kryminał. O ile, mając małe dziecko, jesteś w stanie przebrnąć do drugiej strony, nim zaśniesz…

A może jednak?

I tak oto, ja, posiadaczka dwójki ancymonów, niejako doświadczona matka, biję się w pierś. Cholera, nie wszystko zrobiłam dobrze. Ta moja intuicja nie w każdym aspekcie zadziałała idealnie. Mimo, że bardzo się starałam. Mimo, że bardzo chciałam dobrze. Gdzieś coś mi nie wyszło tak, jak chciałam. Gdzieś szłam drogą tak pokrętną, że aż sama się dziwię, że się po drodze nie zgubiłam. I tak oto zaczynam powoli sięgać po poradniki. Nie czytam wszystkich. Boże broń! Bo bym chyba szmergla dostała. Intuicja ciągle jest moją najsilniejszą bronią. Jednak bogata w pewne doświadczenia, mogę już wyciągnąć pierwsze wnioski. Wiem, gdzie mogę coś poprawić. Ba! Wiem, gdzie powinnam coś poprawić. I tu już nie chcę iść po omacku. Nie chcę znowu testować „a może tak… a może śmak…” Chcę poczytać. Posłuchać innych. Chcę popatrzeć wstecz, wgłąb mojego własnego dośwadczenia. Wyciągnąć wnioski. Nie chcę popełnić tych samych błędów drugi raz.

potty-training-153278_1280 (1)

Na ratunek…. Jamie Głowacki „Mamo chcę kupę”

Obszarem, który zaskoczył mnie zupełnie było „odpieluchowanie”. Do tej pory wszystko szło nam jak z płatka. Wszystko przychodziło naturalnie. Do wszystkiego dziecko dochodziło niejako same. A w tym aspekcie nastąpił czynny opór. I teraz, kiedy wiem jak trudno nam szło. Teraz, kiedy Igi zaczyna dojrzewać do tego momentu, kiedy trzeba będzie pożegnać się z pieluchą. W momencie, kiedy wiem, że musiałam popełnić jakieś błędy (no na pewno popełniłam ich całe mnóstwo, bez dwóch zdań), właśnie teraz postanowiłam poczytać. Zasięgnąć porady od kogoś, kto na odpieluchowaniu zjadł własne zęby. I w moje ręce trafiła książka autorstwa Jamie Głowacki „Mamo, chcę kupę”.

Wiecie, że są ludzie, którzy odpieluchowują dzieci zawodowo? Really! Taką osobą jest właśnie pani Głowacki. No to sobie pomyślałam: ta kobieta musi wiedzieć w czym rzecz! Czy wie? Tego przyjdzie mi się dowiedzieć już wkrótce, bowiem Jamie uważa iż najlepszy wiek na odpieluchowanie, to 20-30 miesięcy. (Igi ma 21. Ale jak to? Już???). I dzieciom, wg niej, w tym wieku wystarczy na przyuczenie do nocnika jedyne 3-7 dni. Jako doświadczona matka, która jedno odpieluchowanie ma już za sobą, podchodzę do tego typu deklaracji z przymrużeniem oka. Serio? 3-7 dni? Pffff, u nas trawało to dużo dłużej! Ale ja nigdy nie ukrywałam (możesz się o tym przekonać TU i TU), że do odpieluchowania miałam podejście w stylu „nic na siłę, „poczekamy, aż będzie gotowe”. A Jamie już w pierwszych rozdziałach książki nie zostawia na tym podejściu suchej nitki. Oh, well…

„Jak nie należy odpieluchowywać dziecka”

Tu zapala mi się lampka i zaczynam czytać z zapartym tchem. Kurczę, to może rzeczywiście odpieluchowanie jest możliwe w 3 dni? Im więcej czytam, tym mam większą ochotę schować się pod kocem i udawać, że mnie tu nie ma. Mam trochę wrażenie jakby Jamie mieszkała ze mną przez ten czas odpieluchowania pierworodnej i teraz robiła sobie ze mnie niezłą bekę, zarabiając miliony na książce pod tytułem: „Jak nie należy odpieluchowywać dziecka”. No bez przesady. Prostuję się od razu – przecież nie było tak źle! No nie było. Ale zawsze mogłoby być lepiej, czyż nie?

Słów kilka o samej książce

Jamie rozprawia się w swojej książce z najpopularniejszymi mitami. Podkreśla jak ważne jest nasze nastawienie jako rodzica. Bez naszej pełnej gotowości (właśnie NASZEJ!!!) i przekonania, że to się uda, bez naszego spokoju wewnętrznego, to się nie uda! Najważniejsze, co dla mnie jest wyznacznikiem, że ta Pani z książki zna się na tej robocie, jest jej świadomość, że każde dziecko jest inne. Oczywista oczywistość? No nie dla każdego. Musimy sobie zdawać sprawę, że nie ma jednej recepty na odpieluchowanie. Również owe 3-7 dni są umowne. Są dzieci którym wystarczą 3 dni. Są dzieci, które będą potrzebować wiecej czasu niż zakładane 7 dni. Podstawą wszelkiego działania jest nasza świadomość, że my, rodzice, znamy nasze dzieci najlepiej! Jamie zna się na odpieluchowaniu, pomogła odpieluchować tuziny, setki zapampersowanych maluszków. Ale Jamie nie zna naszego dziecka.

Warto przeczytać tę lekturę. Zapoznać się z listą porad i listą najczęstszych błędów popełnianych przez rodziców. Poznać jej porady pomagające przygotować się do godziny zero. Radzi co robić, kiedy pojawia się regres. A także jak podejść do tematu, kiedy nauka zupełnie się posypała i trzeba wszystko zaczynać od nowa. Pojawia się tu też cały obszerny roździał poświęcony kupie, co jest szczególnie istotne dla rodziców, którym udało się odpieluchować dziecko w części „siku”, a ciągle zdarzają się wpadki z kupą. Skupia się nie tylko na modelu idealnym, ale pokazuje jak poradzić sobie z przeróżnymi potencjalnymi problemami, z którymi ona spotkała się w trakcie swojej pracy z różnymi dziećmi i ich różnymi rodzicami. Ta książka to naprawdę solidna dawka wiedzy i praktycznych porad, podanych w bardzo przystępny sposób, typowy dla amerykańskich autorów.

  • Ooo… Nam by się przydała taka Jamie, bo idzie chyba coraz oporniej…

    • No ja już drżę na samą myśl „odpieluchowanie”, a podstawa to nasze wewnętrzne przekonanie, że się uda. Więc musi się udać !:)

  • Każda mama popełnia błędy, każda robi to co uważa za stosowne i prawie każda po pewnym czasie stwierdza, że nie do końca robiła tak jak chciała 🙂

  • Czaję się na tą książkę po Twojej zajawce bo u nas są pewne kłopociki 😉

  • Ciekawe,chętnie zajrze bo jak zrobi sie ciepło nas tez to czeka 😊

    • Też miałąm czekać do lata, a teraz się biję z myślami, czy nie zacząć już zaraz. Chyba jeszcze raz ją przeczytam 😀