Moje dziecko dorasta! Wyczekujesz czy godzisz się z tym?

14 sierpnia 2015. Hania ma 2 lata 9 miesięcy i 1 dzień. Muszę zapamiętać ten dzień. Moje dziecko dorosło. Znowu przeskoczyło samą siebie. Przeskoczyło tak wysoko, że szczęka mi opadła, a ręka zemdlała. I nie mam wewnętrznej siły, by ruszyć tą ręką i zgarnąć tę jeszcze nie-sztuczną szczękę z podłogi.

Są rzeczy, które każdy rodzic przerabia przez lata świetlne. I wydaje się mu, że to tak będzie trwało, trwało i trwało. Na rękach będzie się takiego kołysać do snu do osiemnastki. W pieluchach taki będzie chodzić do trzydziestki, pić z butelki będzie do pięćdziesiątki i smoka ssać do osiemdziesiątki. A milion innych rzeczy to już w ogóle do końca świata i jeden dzień dłużej. Rodzicu, wiesz o czym piszę. Nie-rodzicu, uwierz mi, nie przesadzam. Kiedy dzień w dzień coś powtarzasz i powtarzasz z uporem maniaka setki razy, i tak przez tydzień, miesiąc, rok…. A mały uparty terminator z uśmiechem na ustach i rozbrajającą pozą mówi: NIE! I robi dokładnie to czego chcesz go oduczyć, albo nie robi tego czego uczysz go i uczysz, to zwątpienie w Twoje umiejętności rodzicielskie rośnie w tempie astronomicznym. I stwierdzasz wtedy, że każdy przyszły rodzic powinien odbębnić wcześniej conajmniej dwuletnie studium z mega trudnym egzaminem końcowym, bo to co go czeka później, to totalna jazda bez trzymanki.

Ale pewnego dnia przychodzi taki 14 sierpnia w życiu każdego rodzica. 14 sierpnia, poprzedzony dołami, depresjami, a przynajmniej zwątpieniem w swe, bądź co bądź, przyrodzone rodzicielskie moce. I tego 14go sierpnia, kiedy wstajesz rodzicu rano gotowy i zwarty do boju, uzbrojony po zęby w nowe triki niczym z hollywoodzkiego filmu, tego 14go sierpnia staje się cud.

14go sierpnia, moje dziecko mówi na spacerze, że chce siku, tu i teraz, na trawkę: Ale gdzie Ty idziesz? Zostaw mnie mamo! Nie przeszkadzaj mi! Ja sama! Chce tylko podejść na krok, sukienkę podtrzymać i słyszę: Mamo! Przeszkadzasz mi! Idź sobie! Zbesztana spuszczam wzrok i się odsuwam. Moje dziecko obsłużyło się samo. I, o dziwo, jest suche… O!

Kaszle to me dziecię niemiłosiernie. Idziemy do lekarza. Syrop. Inhalacje. Aha, przerabialiśmy to niedawno. Znowu czekają nas gonitwy po całym domu z samurajskimi okrzykami na ustach. Bo przecież na słowo syrop ucieka ta sztuka mała gdzie pieprz rośnie. Maseczki od nebulizatora nie da sobie do twarzy przyłożyć. Oj będzie znowu wesoło, oj będzie. Wracamy do domu. Mamusiu daj mi sylopek. Tluskawkowy. Dałam. Wypiła. Mamusiu, włącz maszynkę, będę wdychać bąbelki. Włączyłam. Maska do buzi przyłożona. Oddycha. Wdycha. Skończyła. Uśmiechnęła się. Teatralnie ziewnęła.

Mamusiu, jestem baldzo śpiąca. Gdzie jest mój dzidziuś? Dam mu sylopek. I pójdziemy spać. Dała. Wzięła lalkę na ręce, ukołysała, położyła obok siebie w łóżku. Przykryła kołdrą. Przytuliła i zasnęły. Ona i jej dzidziuś. Ona, nie tolerująca żadnych przytulnek w łóżku. Ale wszystko nagle stało się jasne. I u zmierzchu tego 14go dnia miesiąca sierpnia już nic nie mogło mnie zdziwić. Dorosła. Musiała. Jest przecież mamusią.

A jednak: Mamusiu nie chcę pieluszki. Chcę spać w majteczkach. Siku będę robić na nocniczek jak się zbudzę. I śpi bez pieluszki. Dojrzała i do tego. W końcu mamusie nie śpią w pieluszkach.

I w taki moment jak ten wieczór 14go sierpnia zdaję sobie sprawę, że moje dziecko dorasta. Dorasta czy tego chcę czy nie. Dorasta, czy jestem na to gotowa, czy nie. Nie pyta się mnie o zdanie, czy już może. I nie będzie się pytać o tysiące kolejnych rzeczy, które nastąpią. Dojrzewa do nich.  Z niektórych wyrasta. Przecież tak na to czekałam, więc skąd to zdziwienie? Tak się zafiksowalam na samym „procesie”, że prawie przegapiłam „efekt”.

A Ty Rodzicu? Wyczekujesz tej dojrzałości, tego dorastania? Wyczekujesz? Czy godzisz się z tym? Godzisz się z tym, że to już? Tak szybko? Za szybko?

  • Oj mamciu 🙂 Nasze dzieci tak szybko dorastają…..mnie to osobiście trochę przeraża! Dopiero co się pakowałam na porodówkę, a tu moja jedynaczka za dwa tygodnie wyrusza w szkolna przygodę i startuje do pierwszej klasy….ach! Cieszę się, że byłam z nia cały czas w domu, że nic mnie nie ominęło! Żal tylko, że drugi raz to wszystko się nie powtórzy! Moja córka też długo nie chciała spać z przytulankami, bo twierdziła, że jej miejsce w łóżku zabierają! 🙂 Tak jak piszesz, do pewnych spraw dzieci same muszą dojrzeć, podjąc samodzielną decyzję i wtedy wszystkim jest łatwiej 🙂

    • Ela

      Już szkoła! Jak dla mnie to wszystko się dzieje o wiele za szybko. Hania od września idzie do przedszkola. Ignasiowi codziennie mówię, że za szybko rośnie. Miał być moim dzidziusiem, a on już za kilka dni skończy 5 miesięcy i nim zdąrzę mrugnąć okiem zacznie chodzić. No za szybko, no!

  • Dzieci tak szybko dorastają. Pamiętam jak moj 15lat młodszy brat z niesfornego bobasa stawał się z każdym dniem coraz bardziej samodzielny. Bardzo ładnie napisane 🙂

    • Ela

      Co to będzie jak moje dzieci będą mieć 15 lat 😉

  • Oj leci ten czas, leci. Przy pierwszym dziecku to jeszcze jakoś człowiek może nadążyć, ale za drugim już ciężko.

    • Ela

      Codziennie mówię mojemu synkowi, że ma tak szybko nie rosnąć 😀

  • Justyna

    A ja tam lubię to, że dzieci dorastają i stają się coraz bardziej samodzielne. Jak już samo może powiedzieć czego chce, co mu się podoba i załatwia swoje sprawy. Podziwiam każdą matkę, każdego rodzica za ogrom pracy, który wkłada w rozwój malucha, bo to właśnie od rodziców w dużej mierze zależy co wyrośnie z takiego bąbelka.
    Ps. Buziaki dla rodzinki!:* Justyna K.

  • Ja na początku wyczekiwałam wszystkiego. Kiedy będzie pierwszy uśmiech, siadanie, wstawanie, pierwsze słowo. A teraz chciałabym to wszystko zatrzymać, mieć ją taką malutką na dłużej, bo nawet nie zauważamy jak nam dzieci z dnia na dzień dorośleją. A to co było i jest teraz już nie wróci. Nie da się też wszystkiego zapamiętać. Dlatego mi się już do dorosłości Misi nie spieszy

    • Ela

      Myślę, że to naturalna kolejność rzeczy:) przy pierwszym dziecku jest ta mega ciekawość „co bedzie dalej?”, a przy drugim chciałoby się to tempo spowolnić, bo juz wiemy jak szybko ten czas leci 🙂

  • Chyba należę do tych mam, które niecierpliwie wyczekują kolejnych etapów, a potem są bardzo zdziwione, że nastąpiły… Już?! Tak szybko?! Prawda jest taka, że dopiero po urodzeniu synka zaczęłam zauważać upływ czasu. Po jego wzroście, postępach, nowych umiejętnościach, dopiero teraz dzięki niemu (a może przez niego?) widzę, jak czas niemiłosiernie ucieka. Synek ma półtora roku, a zdałam sobie sprawę, że ani się obejrzę i będę mu osiemnastkowe przyjęcie organizować, potem wesele, potem coś, a potem to jeszcze babcią zostanę. I to niestety nastąpi szybko. Szybciej, niż mi się kiedykolwiek mogło wydawać.
    Tak poza tymi rozważaniami, serdecznie gratuluję postępów córeczki i jej bardzo dojrzałej postawy 😉
    Pozdrawiam 🙂