Muzyka z Biedronki

Jeśli znasz mnie, to pewnie wiesz, że muzyka zawsze zajmowała w moim życiu szczególne miejsce. Dalej zajmuje, tylko jakby siłą rzeczy została zdegradowana do drugiej linii. Nie ćwiczony głos już nie ten sam, co lata temu. O skostniałych palcach nie wspomnę. Nie umiałyby już zagrać Dla Elizy. Ale uczucie ciągle tak samo płomienne.

Zrodzona z muzyki

Mało osób wie, że mam bardzo muzykalną rodzinę. Rodzinę mężczyzn multinstrumentalistów i kobiet o bardzo ładnych głosach. Gdzieś te geny i na mnie skapnęły i podejrzewam, że nie wykorzystałam ich jak należy. Udało się jednak rodzicom zaszczepić we mnie miłość do muzyki, która pomimo ostatnich lat muzycznej posuchy, nie zaginęła. Pamiętam jak dziś, moje pierwsze magentofony jamniki, na które składali się najbliżsi (w liczbie mnogiej, bo psuły się raz po raz) i taśmy wielokrotnego użytku. I przycisk REC pozwalający nagrywać hiciory z radia. Nie było nas stać na kupno oryginalnych kaset czy składanek. Składanki tworzyłam sama. Niepowtarzalne. Co nie znaczy, że oryginalnych kaset nie miałam. Miałam. Mama regularnie kupowała mi hity swojego życia. Tańsze były niż Bravo Hits. I jak to często bywa, bardziej wartościowe. Na tej muzyce się wychowałam: Elvis Presley, Edith Piaf, The Beatles, Czerwone Gitary, Skladowie, Boney M, ABBA czy bardziej mi współcześni Freddie Mercury, Michael Jackson czy Whitney Houston. I wielu innych.

Osłuchana od małego

Dziś wiem, że to właśnie te nazwiska ukształtowały mój muzyczny gust. Szukałam swojej muzycznej drogi kręto i wyboiście. Do swojego życiorysu mogę dopisać i disco polo, i death metal. Po drodze zahaczyłam o muzykę sakralną i chóralną. A gdy na rynek weszły pierwsze płyty CD zaczęłam zasłuchiwać się w muzyce poważnej, bo to były jedyne płyty w naszym finansowym zasięgu, kupowane w kioskach z gazetami. Cykl „Muzyka Mistrzów” czy jakoś tak.  A za dowód, że nie byłam zupełnie wyautowana z młodzieżowego życia niech świadczy fakt, że miałam wszystkie kasety The Kelly Family i wielki plakat Paddiego Kelly nad łóżkiem. A kilka lat później całą dyskografię Nirvany. Wszystko jednak zawsze niskim kosztem. Płyty z kolekcji gazet. Kasety z promocji lub przegrywane od znajomych. Albo kupowane na stadionie dziesięciolecia na wakacjach. Takie czasy. Może dlatego, że cała kasa szła hmm…, na książki?

Muzyka z Biedronki

I pomyśleć, że teraz mogę sobie pozwolić na kupno płyty. Ba! Nawet kilku. Tak normalnie, w sklepie. Ale gdzieś z tyłu głowy mam tę myśl: szanuj kasę, nie została Ci dana raz na zawsze. Pieniądze nie rosną na drzewach, i pewnie znalazłoby się jeszcze kilka innych złotych myśli finansjery. No więc: Come on! Sześć dych za płytę na której są fajne 2 piosenki a reszta do bani? Do tej pory kupowałam tylko te płyty, które albo były klasykami, albo usłyszałam wcześniej z nich kilka utworów, które naprawdę mi się podobały. Byłam więc skłonna zainwestować w kulturę kawał grosza. Jednak kilka nietrafionych zakupów, mimo uprzedniego researchu, przystopowało moje  konsumpcyjne zapędy.

płyty i białe róże z Biedronki

Wtem!

Jakieś kilka miesięcy temu, trafiłam do Biedronki, zwanej adekwatnie do stanu portfeli jej klientów – Biedą, i dokonałam życiowego odkrycia. Można kupić oryginalne płyty za mniej niż dwadzieścia złociszy. Wyszłam biedniejsza o złocisze, a bogatsza o doznania, których nieustannie dostarczają mi:

James Arthur – James Arthur

Uwielbiam Impossible. No uwielbiam. Mogę słuchać w kółko i czuć wciąż ten dreszcz emocji i gęsią skórkę. Niestety. Żaden inny utwór nawet mu nie dorasta do pięt. Rozczarowanie. Ale za te pieniądze, jestem sobie w stanie to wybaczyć.

Dawid Podsiadło – Comfort and Happiness

Moje pierwsze biedronkowe wow. Co jak co, ale Podsiadły w Biedrze się nie spodziewałam. Kibicowałam mu od pierwszego odcinka X Factor, głośno mówiąc, że akurat jego płytę kupiłabym w ciemno. Cóż mogę rzec. Nie zawiodłam się, a jego kolejna płyta, zdecydowanie była warta zostawienia milionów monet w Empiku.

MiniMini – Kołysanki z gwiazdami

Najpiękniejsze niesztampowe kołysanki, na jakie do tej pory trafiłam. Śpiewają m.in. Artur Gadowski, Anita Lipnicka, Krzysztof Kiljański, Kasia Popowska, Ewa Bem i inni. Puszczam dzieciom, a może sobie?

ABBA – GOLD The Greatest Hits

Nie mogło zabraknąć klasyki. Uwielbiam Abbę. To moje dzieciństwo. A musical Mamma Mia jest jednym z moich ulubionych (wspominałam już kiedyś, że kocham musicale?). Kocham! A Waterloo chyba już zawsze bedzie mnie podrywać do tańca.

Meghan Trainor – Title

To jedna z tych płyt, które kupiłabym nawet bez researchu za miliony monet (a kupiłam za grosze! Bhawo ja!). Mamy z Meghan dokładnie ten sam rodzaj soulu w sercu. Wiedziałam to jak tylko usłyszałam All about that bass, a kolejne numery tylko to potwierdziły. Rzadko się to zdarza, ale na tej płycie nie ma ani jednej piosenki, której bym nie czuła. Love it. Gdybym miała jej głos i feeling, nagrałabym właśnie taką płytę.

I will always love You: The best of Whitney Houston

Kocham Whitney od zawsze. Bodyguarda znam na pamięć. Wszystkie jej największe przeboje znam na pamięć. A jej koncert w Sopocie, podekscytowana, nagrywałam PRLowskim mikrofonem, przytkniętym do głośnika w telewizorze. Whitney. Jedna z największych muzycznych miłości mojego życia.

Sześć płyt. W cenie dwóch. Jestem najwierniejszym okupantem pudła z płytami w każdej Biedzie. Jak tam się dopcham, to nie odejdę dopóki nie zmacam wszystkich, a nuż pod hitami disco italiano znajdzie się jakaś perełka.

Sorry. Już tak mam. Dobrze, że to nie bułki.

  • Też zawsze przepyram kosze z płytami 🙂 upolowałam tak ZAZ, Indilę i kilka składanek 😉

    • Aaa ZAZ, Indila <3 Nie trafiłam na nie jeszcze. ZAZ mam pierwszą płytę, ale kolejną bym nie pogardziła, tak samo Indilą! Będę szperać intesywniej 😉

  • Oj ja też uwielbiam grzebać w tych biedronkowych koszach z płytami, ja w ogóle kocham Biedrę, za płyty, za książki, za filmy dvd, za gry i puzzle i inne takie ;))

    • Tak! Książki! To temat na osobny post 🙂 Ale również upolowałam tam kilka bardzo ciekawych pozycji 🙂

  • Za to między innymi lubię Biedronkę-za te znalezione perełki w rozsądnej cenie 🙂

  • oj takie kosze z płytami i książkami w marketach to jak pudło z niespodziankami 🙂 Uwielbiam 🙂

  • O kurka, płyt w biedrze jakoś jeszcze nie wypatrzyłam. dobrze wiedzieć

    • Polecam, można wygrzebać cuda. Jak w lumpeksie prawie 😉

  • dorwor

    kolejna promocja…dziś właśnie całkiem przypadkowo natknęłam się na takie pudło z płytkami, a w nim m.in. NIRVANA, U2, SUZANNE VEGA, INXS, BON JOVI, BRYAN ADAMS, a nawet dawno nie słyszane BLONDIE…

    • No całkiem niezły skład! Przegapiłam chyba tę akcję z płytami :/