Nie, bo nie? To by było za łatwe… Czyli o argumentacji dwulatki słów kilka.

Zwariuję. Oszaleję. Wyjdę z siebie i nie wrócę. Tylko tego typu stwierdzenia przychodzą mi do głowy. Macie tak czasami?

Bunt dwulatka? Nie wiem. Nie sądzę. Zresztą nie lubię tego określenia. Nazwałabym to raczej testowaniem granic. Dokładną obserwacją otoczenia, naszych zachowań i wplataniem ich po jakimś czasie w swój wachlarz wypowiedzi i zachowań. Mam inteligentne dziecko. Cwaniak jakich mało. To dobrze. Takie czasy. Poradzi sobie w życiu. Tylko my – rodzice – mamy trochę utrudnione zadanie. Musimy uważać na każde wypowiedziane słowo, zdanie, użyty argument. I nie mówię tu o przekleństwach! Strach pomyśleć jaki by miała już rozwinięty słownik, gdybyśmy przy niej rzucali mięsem. Cwaniura nie powtarza na małpkę wszystkiego co usłyszy. Ona niby się bawi, niby nie słucha, a radarem wyłapuje co ciekawsze stwierdzenia i używa ich po jakimś czasie przeciw nam! 26-miesięczny berbeć! Ratunku!!!!

Kiedy używa nowo poznanego oręża? Kiedy tylko poprosimy żeby coś zrobiła. Czyli non stop.

Jakie przykładowe formy odmowy/odmowne argumenty zawiera słownik mego dwuletniego dziecia?
1.
„Nie, dziękuję mamusiu” Mój ulubiony. I co teraz: bić brawo za kulturkę? Sobie oczywiście! Nauczyliśmy dziecko savoir vivre’u! Yeah! Czy jednak olać ten wątpliwy sukces wychowawczy i próbować dalej wyegzekwować co chcemy?
2.
„Zaraz Mamusiu. Ja muszę…” (Wstaw dowolne zdanie z większym lub mniejszym sensem). Nieistotne, co tam dalej się znajdzie. Zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia w tym momencie. Chociażby chodzenie po domu bez celu w tę i spowrotem.
3.
„Ale ja nie chciem Mamusiu”. Konkret przynajmniej.
4.
„Ale ja mówię Ci: nie chcieeeem”. Eskalacja, gdybyśmy przypadkiem nie zrozumieli punktu nr 3. Tu już mamy podniesiony głos i pojawia się gestykulacja: wyciągnięty stanowczy paluszek. Prawie grożący. Duży konkret. Skąd ona wstrząsnęła ten paluszek????
5.
„Ale ja nie mogę Mamusiu. Ja idę do doktoja/skjepu (lub w inne wyimaginowane miejsce) lub ja z babcią/dziadkiem/Jasiem jozmawiam” (lub inna wyimaginowana czynność) i mówiąc to bierze pilota od telewizora/paczkę chusteczek i zaczyna rozmawiać przez „telefon”.
6.
Ale nieeeee, to boli! (np. mycie rąk/zębów). Oczywista oczywistość.
7.
Nieeeee, to jest niedobje! (stwierdzone zanim spróbowane/ powąchane). Norma.

Sytuacje dobre do użycia powyższych argumentów?
1. Zmiana pieluchy.
2. Próba usadzenia na nocniku/toalecie
3. Zdjecie piżamy/ założenie ubrania.
4. Jedzenie śniadania/obiadu/kolacji.
5. Ubranie na spacer/ rozebranie ze spaceru.
6. Sprzątanie zabawek.
7. Mycie rąk.
8. Mycie zębów.
9. Kładzenie się spać.
10. Praktycznie każda inna czynność.

A ponieważ jesteśmy oboje dość wygadani i chcemy by się ubrała, zjadła i umyła, Hannie (z nikłym doświadczeniem w negocjacjach z racji wieku) z reguły kończą sie argumenty słowne i pozostaje to co tygryski lubią najbardziej…. histeria. Kocham, kocham, kocham 😀

Ale ma dziewczyna potencjał, nie?

  • ak

    Elu, jakież to prawdziwe! Czy przypadkiem dzieci Ci się nie pomyliły? 😉 Bo to żywcem o mojej Anielce jest… Tylko, że ona po argumentach słownych, przechodzi do argumentów… no nazwijmy to „siłowych”. Mój brzuch o miesiąc młodszy, ale założyć pieluszkę wierzgającej 2,5-latce, to już dla mnie wyczyn nie lada… A wracając do argumentów słownych, to mój ulubiony – gdy zapowiadam Anielce, że ma się położyć na drzemkę – „Ale mamo, ja już dzisiaj wstałam”. No i weź tu człowieku dyskutuj 😉

    • Ela

      Nie no, argument na 5+ 😀 ah, zeby u nas w ogole była opcja samodzielnego zasypiania w domu w ciagu dnia. A tak, ja ciagle miedzy młotem a kowadłem w temacie zakupu wózka rok po roku… Moze do porodu coś jeszcze sie zmieni?