O potrzebie współżycia.

Współżycia społecznego.

Marzenie mam. Takie tam, zwykłe. Nie powinno się o nich mówić (o tych zwykłych też), bo się nie spełnią. Oczywiste. Zanim zdmuchniesz świeczki – myślisz marzenie. Widzisz spadającą gwiazdę – myślisz marzenie. Myślisz. O marzeniach się nie mówi. Więc nie mówię. Piszę. Takam cfana. Marzenie? O własnym ogródku z zieloną trawką. O hamaku z dobrą książką. O tarasie z wygodnym fotelem i stolikiem. Takim, przy którym będzie można wypić filiżankę ciepłej kawy, szklankę wody z cytryną czy lampkę czerwonego wina, w zależności od stroju i nastroju. I widzę oczami wyobraźni ten trawnik, ten na który wybiegają dzieciaki tuż po przebudzeniu w letni poranek. W piżamach. Boso. I bez ciągłego:

Mamo, no chodźmy już na dwór! Mamo, ja chcę na plac zabaw! No chodź, mamo już! Już są!Już są dzieci na patio! Chodźmy już!

Marzę o tej chatce pod lasem nieustannie. Szczególnie w upały. Kiedy czuję, że w tym betonie nawet mózg mi się poci i paruje… Ale jest coś, co powstrzymuje mnie przed realizacją tych marzeń. Miliony w portfelu przecież mam*. Ja tu o potrzebie wyższej. O towarzystwie. O tym współżyciu szczęsnym nieszczęsnym. O Nich. Bo to Oni sprawiają, że nie chce mi się jeszcze stąd uciekać.

Sąsiedzi.

Czytacie mnie sąsiadki? O Was dziś słów kilka 😀 Z reguły od sąsiadów się ucieka. Myślałam, że też będę tak spiżać. Rachu ciachu, dorobię się tych milionów* i odwrót do własnej samotni z ogródkiem. A tu zonk. Wprowadzając się do świeżo wybudowanego bloku, nieco ponad pięć lat temu, nawet nie przypuszczałam, że poznam tylu fajnych ludzi. Młodych ludzi, którzy są w podobnym miejscu tej życiowej prostej jak ja. W zasadzie  poznałam ich trzy lata temu, kiedy pojawiła się Hania i zanikły moje wszelkie kontakty towarzyskie. Moi nie-dzieciaci przyjaciele chyba stwierdzili, że mleko mi odbiło z cycków do głowy, wypełniając szare komórki i, no niestety, no nie da się ze mną już o niczym innym (innym niż mleko i przetwory mleczne – czyt. kupa) porozmawiać. Pewnie po trosze mieli rację. Zakres moich zainteresowań uległ zmianie. Nie jest już moim głównym zmartwieniem gdzie będę emigrować jak wygra X zamiast Y, a z kim na tę emigrację się udam**.Ale pewnie kogoś zdziwię: wiem kto jest premierem, kto prezydentem, kiedy są wybory, jaka jest aktualnie najpopularniejsza kiełbasa (wyborcza!) i jak wygląda aktualna kolekcja jesień-zima w sieciówkach (ta dla dorosłych, wow!). Ale popłynęłam. Było o sąsiadach. Którzy od trzech lat ratują towarzysko mój mózg przed erupcją mleka. A i o tej mojej pisaninie chcą porozmawiać:

Wiesz, że moja kumpela ma syna 16 lat, 2 metry wzrostu i musi z nim iść do lekarza z przeziębieniem? Bo niepełnoletni…

Seks tacy mogą uprawiać, a do lekarza sami pójść nie mogą. Napisz o tym!

Zamykając za sobą drzwi naszego M, zawsze trafiam na czyjś uśmiech. Czyjeś Cześć! Co słychać? Hania ma tu jakichś 145 kolegów i koleżanek, i zawsze ma się z kim pobawić. Cóż poradzić, Piaseczno patologią stoi i każdy ma tu przynajmniej czwórkę, a zapędy na 15tkę (dzieci). A ja mam do kogo otworzyć usta i podyksutować na wszelkie te nabiałowe tematy**.

Jestem stworzeniem stadnym. Nie umiem żyć w pojedynkę. Nigdy nie umiałam. Pamiętam, że w dzieciństwie szukałam towarzystwa koleżanki, by wynieść śmieci do śmietnika 300 metrów dalej. Albo by mieć do kogo otworzyć usta w drodze do sklepu po bułki. Nic się od tamtej pory nie zmieniło. Swoją potrzebę przebywania wśród ludzi wypełniam rodziną. Ale i przebywanie z dziećmi 24h na dobę nie zaspokaja mojej potrzeby współżycia społecznego. Dobrej kawki w miłym, dorosłym towarzystwie. Ciekawej dyskusji, nie tylko o kolorze i konsystencji niemowlęcej kupy. Potrzeby ubrania się w coś innego niż dresy i porozciągana t-shirtka. Marzy mi się wieczorny wypad na drinka w dobrym, wesołym towarzystwie. I pomimo, że to ostatnie jeszcze przez jakiś czas pozostanie w sferze marzeń, to cała reszta to pełen real. Real, właśnie dzięki sąsiadom.

Potrzeba współżycia społecznego jest zdecydowanie silniejsza od wszystkich pozostałych plusów domku pod lasem. Może za jakiś czas, kiedy wrócę do życia zawodowego na pełnych obrotach, będę mieć dość skomplikowanego, nieustającego towarzystwa dorosłych. Będę przesycona wychwytywaniem podwójnego dna z co drugiej wypowiedzi i zmęczona kombinatorstwem, egoizmem i pogonią za pieniądzem ludu 18+. Zatęsknię za prostolinijnością kontaktów z kilkuletnią społecznością w moim własnym domu z ogródkiem, pod lasem. I wtedy, w ciszy i spokoju, wcielę te marzenia w życie.

—-

*żart, ironia, sarkazm. Nie włamujcie się do mnie, bo nie mam na nowe zamki.

**też żart. Keep smiling.

  • A ja właśnie żyję z dala od miasta i od potrzeby współżycia. Wcale mi tam nie tęskno. I bardzo mi tutaj, wśród tych pól, dobrze. 🙂

    • Ela

      Dojdę do tego! Wiem to:) Już się wyprowadziłam ze stolicy. Następnym krokiem będzie z bloku do domu. Ciągnie mnie do głuszy i spokoju 🙂

  • Bardzo przyjemny wpis 🙂 Ja co prawda jestem raczej typem samotnika, ale nawet najbardziej aspołeczna osoba, ma potrzebę przebywania wśród osób, z którymi ma się coś wspólnego.

  • Z jednej strony to dziwne, że marzy Ci się domek przy lesie w spokoju i ciszy tak jakby a przecież nie lubisz spokoju ciszy i odludzia… śmieszne nieco. Bo każdy ma coś z jednej skrajności w przeskoku w drugą skrajność, nawet ja, która uwielbia ciszę, spokój i osamotnienie z dala od ludzi,a z drugiej strony czasem tak bardzo tego potrzebuję. Wpadnij 😉 mam podobny temat aczkolwiek chyba o co innego mi chodzi. 🙂 Pozdrawiam

    • Ela

      Nie, nie:) nie lubię być sama 🙂 a spokoj i ciszę lubię, szczególnie po całym dniu z maluchami 😉 ale coś w tym jest : ze skrajności w skrajność 🙂 już lecę do Ciebie!

  • Przyznam, że chociaż mieszkam w jednym miejscu od 15 lat, to nie znam moich sąsiadów. Może to okropne, ale nie przeszkadza mi to. Nie odczuwam tej potrzeby współżycia, przynależności do społeczności – wręcz przeciwnie: chwalę sobie poniekąd miejską anonimowość. Ale każdy jest inny, wiadomo.

  • Też chętnie zamieszkam kiedyś w głuszy. I mam nadzieję, że mimo tego tak zupełnie wszyscy o mnie nie zapomną… przecież nie muszę przez cały czas tam siedzieć:)

    • Ela

      Nawet chyba sie nie da 😉 przyszłoby zwariować 😀

  • Ja żyję w mieście i nie da się tutaj unikać ludzi, a czasem naprawdę człowiek potrzebuje spokoju 🙂

    • Ela

      Wtedy taka samotnia byłaby zbawieniem 😉