Pół słomianej matki

Kiedy ona tak urosła? Dopiero pępek się goił po rzeczywistej pępowinie, a już odgryza tę przysłowiową. Moja mała dziewczynka… Do końca nie wierzyłam, że to się uda. Szalony plan dziadków, by zabrać wnuczkę do Zamościa.

Spakowałam ją. Od tygodnia tłumaczyłam, że pojedzie, że z dziadkami, że mama zostanie z Ignasiem, a potem dziadkowie ją przywiozą i wróci do domu. Ale oczami wyobraźni widziałam ten szloch, ten płacz, ten krzyk „ja chce z mamusią!”. A jaka była rzeczywistość? Dała mi buziaka i z uśmiechem powiedziała: „Jadę do Zamościa! Nie tęsknij Mamusiu!” O TO powiedziała! I zrobiła papa. Zamknęłam za nią drzwi i łzy mi w oczach stanęły. Odprowadzałam ją wzrokiem stojąc w oknie, a łzy ciekły mi po policzkach. Jak to tak? Moja mała dziewczynka? Sama? Beze mnie? „Nie tęsknij Mamusiu”? Och, tęsknię jak cholera!


Ale tak trzeba. Trzeba dzieci usamodzielniać od małego. Trzeba im na tę samodzielność pozwalać. Chociaż trudno znieść rozłąkę. Łatwiej nie będzie. Będzie przedszkole, szkoła, studia, miłość, własny dom. Poleciałam? No może trochę. Ale to zleci. Szybciej niż nam się wydaje. Przecież dopiero się urodziła a już za moment skończy 3 latka i masz przedszkolaka, kolejne 3 i masz pierwszoklasistę. A potem to już sama nie wiesz kiedy zaczną się randki, a przytulenie do mamy stanie się obciachem. Będą coraz późniejsze powroty do domu, coraz dłuższe samodzielne wyjazdy. Wyjazd na studia. I hasta la vista! A pewnego dnia  zastuka do drzwi i powie: Hej mamo, poznaj Witka. A następnego: bierzemy ślub! I już mało prawdopodobne, by chciała mieszkać razem z Tobą. Chyba byś nawet nie chciała, prawda?

A więc kiedy jest ten najlepszy moment na usamodzielnienie? Nie ma go. Słuchaj swojego dziecka. Obserwuj je. Ono samo Ci pokaże, że jest gotowe. Tak jak Hania. Zrobi papa z uśmiechem na ustach i powie: Nie tęsknij mamusiu! Ona nie tęskni, może troszkę, po swojemu. Ale z pewnością nie cierpi. Wczoraj dzwonię i słyszę: Mamusiu! Oglądam u dziadka Peppę! I poszła oglądać dalej. To tyle w temacie tej małej tęsknoty.

Moja duża tęsknota jest intensywniejsza. Ale czy nie narzekałam ostatnio, że mam wrażenie, że coś tracę? Żeby łapać chwilę? A więc już nie tracę. Korzystam z tego, że jestem tylko dla Igiego i tylko z Igim 24h/dobę. I nic mi nie umyka. I łapię jego każdą sekundę. I mam czas dla siebie. Na tę ciepłą kawę. I nie mam czasu na zamartwianie się tęsknotą. Ja się cieszę, że mam tak samodzielne dziecko! Że moje dziecko nie jest przyssane do mojej spódnicy! Że powoli wypuszcza ten skrawek materiału z dłoni. Ale powoli, bardzo powoli. Bo w końcu to ciągle moja mała dziewczynka. I kiedy wróci, łzy wzruszenia znowu zabłysną mi w oku. I jak przytulę, to nie puszczę. Do następnego razu…

  • Wiesz, moja córcia kończy niedługo 6lat….nie wiem kiedy to uciekło! Nie mam dziadków na odległość, do których mogłabym ja puścić na wakacje. Z tymi , z którymi mieszka nigdzie nie wyjeżdża bo…po prostu jej nie zabierają! Przykre, ale prawdziwe 🙁 Fajnie, że w domu chociaż Ignas ci został, ja zostaję sama…

    • Ela

      Oj tak, dziś Igu jest ze mną, ale prawda jest taka, że za chwilę on też poleci. Za rok, za dwa też pojedzie z siostrą:) trzeba się powoli do tej myśli przyzwyczajać 🙂

  • Brawo za przełamanie się i zwycięstwo w wewnętrznej walce. Tak to juz jest, że dzieciom łatwiej przychodzi to rozstanie niż samym matkom 🙂

    • Ela

      Zdecydowanie 😀

  • Justyna

    Odważnaś! nie dojrze, że tak daleko to jeszcze na tak długo! Ja będąc teraz u mojego M. tęsknię za Grosiakiem a co dopiero Ty za własnym dzieckiem! Ale masz racje, ciesz się chwilą 🙂 podobno dzieci szybko się rozwijają na wyjazdach! Trzymajcie się zdrowo 🙂

    • Ela

      Trochę się boję tego rozwoju 😀

  • Jakos sie nie dziwie Twojej reakcji. W pelni rozumiem. Dobrze, ze masz takie podejscie do tematu, madre.

  • Oh tak, moja Tosia jest jeszcze maleńka (niecałe półtora roku), a ja już mam takie myśli jak Ty, zaczęło się od raczkowania i uciekania przed mamą, a jak stanęła na dwie nogi, to już kompletne szaleństwo i nie dościgniesz. W niedzielę poszliśmy z mężem do kina, mała została z ciocią, spieszyliśmy się, żeby wrócić przed drzemką, bo bez mamy przecież nie zaśnie… Ehę, jasne. Weszliśmy do domu i zastaliśmy ciocią relaksacyjnie popijającą kawkę, na pytanie gdzie dziecko, odparła że słodko śpi, sama się obsłużyła jak tylko poczuła się senna. Masz ci los… W dodatku byliśmy w kinie na „W głowie się nie mieści”, oczywiście się popłakałam jak bóbr jakiś głupi, bo film w dużej mierze opowiada o przemijaniu pewnego czasu, o tym że naturalnym jest zapominanie i uczenie się nowego. Będę łapać chwile, bo moja Tosia jest teraz taka fajna, tak jeszcze się da przytulić i choć jej zawodzenie „maaaamaaaa” czasem mnie wkurza, to jednak cudownie je słyszeć 🙂

    • Ela

      Dlaczego one rosną tak szybko ???:)

      • No właśnie słabo z tym trochę jest, a człowiek to takie durne, tęskniące stworzenie 😛