Porządek? Powiem dlaczego Ci nie wychodzi.

Chciałoby się powiedzieć: Trust me. I’m an expert. Bałaganiarz level expert.

Uwielbiam mieć porządek. Serio. Wiem Mamo, że nie wierzysz… Wszystkie nasze kłótnie, kiedy mieszkałyśmy razem dotyczyły porządku. A raczej jego braku. Wszyscy się zastanawiali: jak to możliwe? Córka pedantów, a taka bałaganiara. Ano możliwe. Życie pokazało środkowy palec genetyce i wszelkim próbom wychowania. Starałam się. Naprawdę. Bardzo się starałam. Ale nie wychodziło. Dziś wydaje mi się, że odkryłam dlaczego…

  1. Za dużo wszystkiego. Niestety tak. Jak wszystkiego masz wszędzie nastawiane, nawtykane to wystarczy, że kilka rzeczy straci swoje stałe miejsce bytu i bałagan gotowy. Rada bałaganiary: Pokochaj minimalizm. Wywal/sprzedaj/oddaj połowę rzeczy. I tak z nich nie korzystasz. Dojrzewam do tego. Zaczynam wystawiać, to co zbędne na olx. To co się nie sprzeda – oddam/wyrzucę. Zanim kupię coś nowego, zastanawiam się teraz trzy razy czy jest mi to na pewno potrzebne.
  2. Na ciemnym widać każdy pyłek. Nie to żebym wcześniej o tym nie wiedziała. Ale mój mąż pomysł kupienia białych mebli skwitował jednym zdaniem: Nie chcę mieć szpitala w domu! O! Więc konsensus wygląda następująco: korpusy wenge i białe fronty. I to wenge to moje poślubne przekleństwo. Rada bałaganiary: Jeśli do twojego hobby nie należy latanie dwa razy dziennie ze szmatką do ścierania kurzu, to olej zdanie męża i zrób szpital w każdym pomieszczeniu swego M.
  3. Półki, półki, wszędzie półki… Bez szybek oczywiście. No i weź to wszystko popodnoś, poprzecieraj z kurzu, poustawiaj i spraw by tak stało (patrz punkt następny). Rada bałaganiary: Zrezygnuj z półek. Zainwestuj w drzwiczki. A jak już się na te półki uprzesz to zawieś wysoko, poza czyimkolwiek zasięgiem. A i postaw na nich tylko ramki ze zdjęciami. Sztuk dwie max. Bo zaraz znowu dojdziesz do punktu numer jeden. I muszą być jasne oczywiście – punkt numer dwa.
  4. Masz dzieci. Choćbyś nie wiem jak się starała. Przywiązała sobie ściereczkę do nosa, a mopa przypięła do tyłka, to nie ogarniesz… Przy dzieciach bałagan robi się sam. A raczej robi się tymi małymi rączkami. Oczywiście wyeliminowanie punktów numer jeden, dwa i trzy trochę ułatwia sprawę. Ale jej nie rozwiązuje. Rada bałaganiary: Pokochaj bałagan! I przekonaj do niego męża. Albo przynajmniej przywyknij do myśli, że posiadanie idealnego porządku w twoim przypadku to mission impossible.

A więc tak… Uwielbiam porządek, ale nigdy nie było mi z nim po drodze. Najpierw zupełnie odmienne wizje uporządkowanego mieszkania, moje i mojej mamy. Teraz, kiedy sobie uświadomiłam, że w zasadzie to już wiem co to porządek i fajnie jest go mieć, to wszelkie próby jego osiągnięcia kończą się mega porażką. Pewnie dlatego, że ja i moje mieszkanie spełniamy wszystkie wymienione powyżej punkty. Ale nie poddaję się! Mamo, bądź ze mnie dumna! Wdrażam własne rady z punktów jeden, dwa i trzy w życie. Idzie opornie i powoli, ale cóż! Punkt czwarty wdrożyłam na samym początku. Za bardzo kocham te moje małe szkraby, i za bardzo cenię nasz czas spędzany razem, by przedkładać idealny porządek nad nasze relacje. 

 

  • Bo dom jest przede wszytskim do mieszkania, a nie do sprzątania:)
    Tzw. artystyczny nieład lubię, ale za totalnym bajzlem nie przepadam.

    • Ela

      tyle ze czasami trudno uchwycić ten moment, kiedy artystyczny nieład przechodzi w totalny bajzel 😀

  • Miałam do czynienia z czarnym blatem stołu, w dodatku szklanego. Nie polecam i to bardzo.
    Z tymi gratami to też ważna sprawa, albo do pudła na strych byle z oczu znikło albo do oddania/sprzedania/itp.

    • Ela

      Eh, gdybym miała strych… Albo może i lepiej że nie mam, bo bym go zagraciła i wtedy to dopiero byłby koszmar, gdyby się trzeba było brać za porządki na strychu 😉

  • ewa

    U nas tez meble wybierał partner, że niby tak ładnie, ok jest ładnie ale bez tego pyłku, jeśli chodzi o małe rączki do bałaganu to ja mam cztery, dwie małe i dwie duże, on nie sprząta bo u niego w domu to kobiety tego były, a było ich sporo, ogólnie 15-cioro, i tak w zlewu o tej porze stoją GARY po kolacji….jego, no cóż zmienić próbowałam, nie da się ……widziały bały co brały. ….nie do końca, ale się kochamy i to się liczy 💞💞💞

    • Ela

      Pewnie że miłość najważniejsza:) jak się czegoś nie da zmienić, to trzeba to pokochać, a przynajmniej zaakceptować 🙂

  • Się uśmiałam 🙂 Masz rację we wszystkich punktach!! Ja tez zaczynam dojrzewać do minimalizmu 🙂 trudno mi to przychodzi, ale…próbować trzeba! Na pólkach staram się nie miec dupereli – książki to co innego, one muszą byc 🙂

    • Ela

      Też mam mnostwo książek. Bardzo nie lubię się z nimi rozstawać, ale chyba będę musiała, bo już mi się nigdzie nie mieszczą 🙂

  • Święte słowa. Niestety mam wszystkie 4 punkty w domu. Jak żyć? 😛 Z bałaganem 😛

    • Ela

      Po prostu z bałaganem nam do twarzy 😉

  • Ja ciągle próbuję wykonać podpunkt nr 1 ale zawsze myślę, że coś się przyda itd. Muszę się w końcu za to zabrać 🙂

    • Ela

      Bo wszystko jest takie potrzebne 😉

  • byłam pewna, że zostawiłam tu już komentarz, ale z rozbiegu wpadłam raz jeszcze pod ten post. Właśnie jestem na etapie pozbywania się rzeczy, ciuchów już sie w większości pozbyłam… książki i biżuterię pokażę na blogu może komuś wpadnie w oko coś i za symboliczną kwotę pójdzie w świat a ja będę mogłą kupić jakiś nowy tytuł…