Potrafimy jeszcze rozmawiać?

Brak szacunku, ataki z prawa na lewo, istna jatka. Zamiast krwi, strumieniami cieknie nienawiść. Za co? Za inność. Za poglądy. I tak coraz więcej i mocniej. Aż się odechciewa wchodzić do internetu. Tu atakują Cię nożem. Tam kałaszem. A gdzie indziej słowem. Po prostu słowem. A czy słowo nie boli najbardziej? 

  

Do pewnej zamkniętej grupy mam na FB dołącza kobieta. Wita się. Przedstawia. Ma 20 lat i trójkę dzieci. Najstarsze 5,5 roku. Prosi w miarę możliwiści o pomoc. Bo są w trudnej sytuacji materialnej. Nie przelewa się. Interesują ją ubranka dla dzieci. Jakieś zabawki. Nie nowe oczywiście. Takie z których nasze dzieci już wyrosły. Zabawki, którymi nasze dzieci się nie bawią, które walają się po kątach. Których nie mamy komu oddać. Których chcemy się pozbyć. Tyle. Post jak post. 3 zdania: Cześć, mam trójkę dzieci. Trudną sytuację materialną. Proszę o pomoc. Tyle. Nie pierwszy taki post. Ale pierwszy raz taki odzew. Post wisi 2 godziny i widzę 70 komentarzy. Rzadkość w tej grupie. Czytam i już po kilku komentarzach włos mi się jeży! Że ile to ona lat miała jak zaszła w ciążę. Że dzieci robić umie a pracować to już nie. I tak dalej. 

Och, to my matki niepokalanie poczęte. To my matki czułe na krzywdę innych. To my matki mające oczy na mokrym miejscu i wzruszające się na reklamie proszku do prania. To my matki potrafimy pluć tym jadem na kilometry. Ofukiwać. Mieszać z błotem i miażdżyć obcasem za jednym zamachem. My Matki Polki.

A czy nie jest tak, że najtrudniej prosi się właśnie o pomoc? Że odrzuca się swoją dumę? Chowa godność w kieszeń? Dla dobra swoich dzieci? Cóż ona takiego zrobiła, ta kobieta wyżej opisana? Przywitała się. Poprosiła o pomoc. O ubranka i zabawki. Dla dzieci, nie dla siebie. Dla dzieci. Bo dzień dziecka się zbliża. Bo chce zobaczyć uśmiech na ustach swoich dzieci, którym pewnie chciałaby nieba przychylić, a nie może. Bo brakuje jej drabiny ze złotówek.  

 I zamiast otrzymać to o co prosi: uśmiech zrozumienia, wsparcie, używane zabawki i ubranka. Zamiast tego otrzymała tonę jadu. Od Was. Od Nas – innych matek. Przykre. Przykre było to dla niej. Przykre dla mnie jako czytelnika. Oby żadna z nas nigdy nie była zmuszona się obnażać publicznie i prosić o wsparcie. Oby żadna z nas nie była zmuszona chować dumy w kieszeń. Bo to przecież żadna frajda.

Mamy prawo mieć odmienne zdanie. Odmienne przekonania. Odmienne sympatie i antypatie. Polityczne również. Ale litości:  szanujmy siebie jako ludzi! 

Uszanuj kobieto tę panią proszącą o pomoc dla swoich dzieci. Możesz jej nie rozumieć, nie lubić jej. Możesz jej nie współczuć. Ale uszanuj ją jako człowieka! 

Uszanuj mężczyzno tego Pana, co zagłosował na swojego idola lub na mniejsze zło, któro dla Ciebie jest tym większym i powodem do emigracji. Nie musisz się z nim zgadzać. Ale uszanuj go jako człowieka!

  • dobry wpis. to samo mnie ostatnio przeraża w sieci.

  • Nie rozumiem poniżania i krytykowania innych ale jeśli chodzi o prośby tego typu jest tyle przekrętów, że ludzie w pewnym momencie nie wytrzymują…nie usprawiedliwiam ich jednak.

    • Ela

      Zgadza się, często tak sie zdarza. Tu akurat jednak chamskie komentarze tyczyly sie bardzo młodego wieku w którym została matka. A takich nic nie wnoszących komentarzy pod postem proszącym o wsparcie nie jestem w stanie zrozumieć… Wychodzę z założenia: nie chcesz – nie wspieraj, ale nie obrażaj. Szanuj drugiego człowieka.

    • Oczywiście tak jak napisałam w żaden sposób tego nie usprawiedliwiam.