Przedporodowe rozbicie

Niby drugi poród. Niby wiem z czym to się je. Niby miało być łatwiej, spokojniej. A zupełnie nie jest. Wszystko jest na odwrót. Wydaje mi się, że dużo spokojniejsza byłam przed pierwszym porodem. Bo byliśmy tylko we dwoje. Bo przeszliśmy na świeżo szkołę rodzenia. Bo wszystko było takie przygotowane na długo przed.

Że bólu się boję? Nie… Zupełnie nie o to chodzi. Poród, wiadomo, do największych przyjemności w życiu się nie zalicza. Ale wiem też, że ten ból jest po COŚ i że da się go znieść. I nie oszukujmy się, żyjemy w XXI wieku i wynaleziono wiele sposobów łagodzenia bólu (Nobla temu co wynalazł ZZO!) i zamierzam (bezapelacyjnie) z nich skorzystać.

W zasadzie to tu nawet nie o strach chodzi. No może w pewnym sensie:

  • Jak zacznę rodzić w dzień, czy Ważny mąż zdąrzy dojechać do mnie z pracy (godzina drogi w jedną stronę, w korkach więcej, po pożarze mostu Łazienkowskiego bywa, że jeszcze więcej)?
  • Czy zdąrzę dojechać do szpitala? Wiem, wiem. Obawy z kategorii super optymistycznych. Ale o super ekspresowych porodach drugiego i kolejnego dziecka też się nasłuchałam i wcale nie marzy mi się wizja porodu we własnej łazience na oczach 2letniej Hani.
  • Czy będę mieć z kim zostawić Hanię? Na szczęście ten problem zniknie z mojej głowy w środę, kiedy przyjedzie już moja mama. Także Mały, wytrzymaj do środy please, a najlepiej jeszcze przynajmniej 2-3 tygodnie!

Tak, tego się boję. Ale to rozbicie wynika z całkiem czego innego niż ze strachu. Jestem zupełnie nieogarnięta. Z U P E Ł N I E. Wydaję mi się, że na wszystko mam jeszcze czas. Wszystko zdąrzę. A część pewnie załatwi się sama:

  • Torba do szpitala niespakowana. Niby wszystko mam, ale porozwalane po całym domu. Z Hanią byłam spakowana na początku 8go miesiąca. Teraz właśnie zaczynam 9ty i dalej jestem w powijakach. Fakt, że Hania urodziła się prawie 2 tygodnie przed terminem, powinien mnie zmobilizować do działania. Miałam spakować się przedwczoraj, wczoraj, dzisiaj. Ok, spakuję się jutro. Ups, tetry jeszcze niepoprane…
  • Syndrom wicia gniazda? Nie mam. Cholera, no nie mam. Powinnam przeprać kołyskę po Hani, przygotować łóżeczko, pomyć grzechotki. Ustawić to wszystko ładnie, żeby czekało na braciszka. A nie, sorry… Zapomniałam, nie doszło do nas jeszcze łóżeczko następne Hani, więc ciągle śpi w tym malutkim. A i szafę mieliśmy jeszcze zrobić w pokoju dzieci. Nie, no to nie ma sensu jeszcze tego wszystkiego szykować. Bo gdzie to postawić? No i zakurzy się jak będziemy tę szafę robić.
  • Wypadałoby się w końcu zdecydować na jakiś wózek. Pojedynczy + smycz dla Hani? Pojedynczy + dostawka stojąca? Rok po roku? Dylemat wciąż aktualny.
  • A no i imię by wypadało w końcu jakieś wybrać.

Codziennie mówię JUTRO. Położymy Hanię spać i się temat ogarnie. Zasypiam z nich wszystkich pierwsza, wykończona po całym dniu. A nawet jeśli nie, to nie mam siły już o niczym myśleć. Jestem ciążowo wybrakowana. Fizycznie i intelektualnie. Miała któraś z Was tak? A i ryczę co drugi dzień. Bez powodu. Tzn, zawsze sobie jakiś powód znajdę. Z reguły taki, o którym w życiu byście nie powiedzieli, że jest do ryczenia. A co tam! Can do! Low maj hormony. Mam nadzieje, że to przez hormony. Jak nie, to sama ze sobą niedługo nie wytrzymam. A co ma rzec Ważny mąż? 

Dobra, pakuję sie dzisiaj. I promise. I zrobię jakąś checklistę, bo pewnie jak zawsze się okaże, że zapomniałam jeszcze o tym, o tym i o tamtym. Może przynajmniej ryczeć przy pakowaniu nie będę. 9 miesiąc welcome to!

  • Justyna

    Hahaha! ryczenie to u mnie norma. Nie muszę być w ciąży xD Dziś oglądałam program przyrodniczy i niedźwiadkach i kilka razy było blisko. Dobrze, że mama Ci będzie mogła pomóc. A jak by co to i mój nr znasz 😉 Buziaki!

    • Ela

      Dzięki Kochana:* będę korzystać:)

  • Miałam te same rozterki co ty, drugi poród okazuje się trudniejszy do zorganizowania:)

    • Ela

      To mega mega pocieszające:) bo momentami czuję się już jak wariatka 😉

  • Miałam tak samo:)
    Co więcej – przed trzecim porodem było jeszcze gorzej…:)

    • Ela

      Hehe to mnie pocieszyłaś i załamałaś jednocześnie 😉 Jak się kiedyś zdecyduję na trzecie, to pewnie wyląduje przed porodem na antydepresantach 😉