Tęsknota

Wielką jest. Wielką. Ta tęsknota. Za tą małą dziewczynką. I choć nie mam czasu by tęsknić, to tęsknię. I choć wypełniam sobie dzień milionem obowiązków, to i tak tęsknię. I choć jest Ignacy i staram się mu poświęcać maksimum czasu, to i tak TĘSKNIĘ! 

Jak głupio jest skonstruowana ta psychika matki? Dwa tygodnie wakacji od dziecka. Dwa tygodnie większego luzu (tak to nazwijmy), a w każdej sekundzie niewypowiedziana tęsknota! A mówiły mi matki, że tak będzie. A śmiałam się z matek, że głupie są. Że wykorzystać dwóch godzin swobody nie potrafią. Dwóch godzin swobody o których marzą codziennie. By wyjść samej na kawę, na ploty, na randkę z mężem/niemężem. I jak taka wyjdzie, to co? To łzy w oczach jej stają, bo się martwi. Bo tęskni. Zbudził się może? Głodny może? O niczym się z taką nie da pogadać. Bo tęskni. No wariatka. Macierzyństwo takiej owej to resztki rozumu odebrało. O.

No i mam. Opis psychiki mej własnej. Matczynej. Może i da się jeszcze ze mną pogadać o czymś innym niż kupach, pieluchach, odbiciach i nocnikach, ale wewnętrznie sfiksowałam. Sfiksowałam z tęsknoty. Dwie godziny może i bym wytrzymała. Może i dwa dni nawet. I nawet się cieszyłam, że porządki zaległe zrobię. Że odpocznę. Ale tęsknię… Nosz tęsknię jak cholera!

A dziś kryzys wybitny: 2 tygodnie bez Chodź mamusiu, wstajemy! Bez Kocham Cię mamusiu! Bez soczystego cmoka na dzień dobry. Bez niekończącego się przytulańca. I zadziwiające jak nie pamięta się teraz tych marudzeń, awantur, histerii. I nie myślisz, jak dobrze bez tego płaczu, krzyku i gryzienia. Tylko jak źle bez tych małych rączek wokół szyji. Bez tego szerokiego uśmiechu. Bez piosenek. Bez rozrzuconych kredek. Jak źle, jak cicho, jak pusto bez Hani.

I łza w gotowości już kręci się w oku, by spłynąć na kolejne tęskne Haniowe wspomnienie. I choć pewnie jak tylko wróci, to będę chciała ją wystrzelić w kosmos przy pierwszej byle okazji. To, cholera, nie umiem. No nie umiem się cieszyć tak długimi wakacjami od dziecka. Wakacjami bez dziecka. Wakacjami bez jednego z dwojga najcudowniejszych słodziaków ever. Wakacjami bez największego łobuza ever. Wraca we wtorek. Już odliczam. Ja. Nienormalna. Wariatka. Matka wariatka.

  • Bo tak to juz jest…jesteśmy „porabane” 🙁 Tęsknimy zamiast cieszyć się swobodą, a jak wrócą…tak jak piszesz – po pięciu minutach chcemy je odesłać z powrotem tam skąd przybyły 🙂 Ale i tak kochamy te nasze skarby ponad wszystko, a takie skrajne emocje to norma :)))))

    • Ela

      Bardzo 😀

  • To według mnie świadczy jak wspaniałą i kochającą matką jesteś 🙂