Tutek (T)ambero – cienie i blaski

Codziennie po spacerze na którym zasypia mi Hania, wracam myślami do dylematu o którym już kiedyś pisałam: kupować czy nie wózek rok po roku? Jaki ten wózek ma być? Na co zwrócić uwagę? Do tej pory byłam posiadaczką dwóch wózków: polskiego Tutka Tambero (sprzedany) i (obecnie) spacerówki Maclaren Techno XLR. Żaden z nich idealny nie jest. Ale ich użytkowanie pozwoliło mi na stwierdzenie czego od idealnego wózka oczekuję.

Dziś kilka zdań o Tutku Tambero czy raczej Ambero (jak producent ma na stronie).

Pierwsze dziecko, pierwszy wózek. Kupowany po omacku. Bo na co zwrócić uwagę skoro dziecko jeszcze w brzuchu i nie daje znaków żadnych w którym zechce jeździć? Rozpiętość cen wózków jak stąd do Pekinu i bądź tu człowieku mądry! Wujku Google ratuj! Po przeanalizowaniu stu stron z poradami, wiedzieliśmy że: ma być 2, 3 a najlepiej 58 w jednym. Mieć pompowane koła. Amortyzację. Dużą gondolę. Przekładane siedzisko. Funkcję bujania… Bam! Poszliśmy do sklepu i Tutek niby to wszystko miał. I polski. I nie kosztował pięciu tysi. I folię, i moskitierę, i pałąk, i osłonki w cenie. Żyć nie umierać. Brać nie marudzić. I wzięliśmy.

O ilę z gondoli byliśmy całkiem zadowoleni, o tyle siedzisko spacerowe okazało się katastrofą. Zaznaczam, że odnoszę się do modelu zakupionego jesienią 2012.

Nie będę tu przepisywać danych technicznych ze strony producenta. Bo każdy zainteresowany tym wózkiem wie o dużych pompowanych kołach itd. Nie będę się też rozpisywać nad każdym elementem wózka. Jeśli o czymś nie wspominam, to najpewniej dlatego, że działało jak należy i nie przykuło specjalnie (pozytywnie ani negatywnie) mojej uwagi. Chcę przedstawić swoją subiektywną ocenę jako użytkownika. Zwrócić uwagę na rzeczy, na które nie zawsze zwrócicie uwagę kupując wózek. Szczególnie jeśli jest to pierwszy wózek, przy pierwszym dziecku.

(null)

Zacznijmy od blasków:

1. Łatwy w prowadzeniu – te pompowane koła swoje robią. Do tego jest całkiem zwrotny. Użytkowałam go przez całą zimę przez duże Z. Nie raz brodziłam po leśnych, nieodśnieżonych drogach, a potem po mega roztopach i dawał radę.

2. Funkcja bujania – świetna sprawa, nie raz pozwoliła mi dokołysać wybudzające się dziecko. W przypadku Hani, mega wymagającej zawodniczki w tym temacie – duży plus.

3. Wysoka osłonka w gondoli – sprawiała, że żaden hulający wiatr nie docierał do śpiącego niemowlęcia. Bardzo ważne podczas zimowych spacerów.

4. Duży dalszek w spacerówce – ogromny plus przy dużym słońcu i przy niewielkim deszczu. Maksymalnie rozłożony zakrywał prawie całe dziecko, więc przy niewielkim deszczu nie było konieczności zakładania folii przeciwdeszczowej.

A teraz cienie:

1. Podpórka pod plecy w gondoli taka, żeby jeszcze leżące dziecko mogło leżeć wyżej i widzieć trochę świata. Zupełnie niefunkcjonalna. Nawet przy ustawieniu najmniejszego kąta nachylenia była tak pionowa, że miałam wrażenie, że dziecku zaraz kark się złamie. I to dla mnie był jedyny techniczny minus gondoli. Ale za to duuuży. W związku z tym ciekawskiego pięciomiesięczniaka przesadziliśmy do spacerówki.

2. Brak regulacji wysokości pasów – dramat. Zupełnie nie zwróciliśmy na to uwagi kupując wózek. Pasy w spacerówce są doszyte na amen na jednej jedynej słusznej (w mniemaniu producenta) wysokości. Hania była malutka i już nawet jako siedzące dziecko pasy miała gdzieś na wysokości oczu, a nie ramion. Nie muszę chyba pisać jaki to był komfort jazdy dla niej i dla nas. Żaden. Pasy zupełnie nie trzymały mojego dziecka.

3. Brak regulacji położenia pasa pomiędzy nóżkami – ta sama historia co wyżej. Dramat. Pas powinien być w okolicy kroku dziecia, a nie 10 cm niżej. Efekt: dziecko zsuwało się i zatrzymywało dopiero na tym pasie, póleżąc w niewygodnej, nienaturalnej pozycji. Pasy na wysokości ramion, jak wspomniałam wyżej, też nie trzymały, w efekcie czego, dziecko jechało wygięte jak paragraf.

Kwestia niemożności regulacji pasów sprawiła, że baaaardzo szybko pożegnaliśmy się z Tutkiem i zdecydowaliśmy się na kupno klasycznej spacerówki parasolki. Jak możecie sie domyślać, pasy były naszym głównym kryterium wyboru.

O niej za niedługo.

  • Jak dobrze kojarzę, to nasz wózek pierwszy też nie miał regulacji położenia pasów, bo Martynka też na początku się zsuwała lekko. Ale my dość długo używaliśmy gondoli, bo oparcie miała regulowane tak że nie było ono w pionie i jeszcze jako 7 czy 8-miesięczniak Martynka gondolą jeździła ;))

    • Ela

      To dobrze, że ta podpórka przynajmniej była dobrze zrobiona, że mieliście jakąś alternatywę. Dwa takie babole, to ciut przydużo jak na jeden wózek. Może od 2012 roku już to poprawili 🙂 ale tak czy inaczej, regulowane pasy powinny być obowiązkiem producenckim we wszystkich wózkach. Moim skromnym zdaniem:)

  • Wózek to temat dla mnie jak najbardziej bieżący – sama mam teraz dylematy. Ciężko powiedzieć mi co powinnaś zrobić ale na pewno wezmę pod uwagę Twoje doświadczenia 🙂

  • hanna

    A ja nawet miło wspominam ten wózek, szperam właśnie za opinią o nowszej wersji tambero, wygląda super. Poprzednie było bardzo udane i funkcjonalne. faktycznie pasy mogły by być regulowane i pas kroczny ale niestety 90% producentów chyba tego nie ma. Dla mnie był bardzo udanym modelem bo chyba jako jedyny z miliona przejrzanych wózków dał się prowadzić nawet jednym palcem i był lekki. Mieszka na 4tym piętrze więc to podstawa. Ja polecam i szukam dalej opinii o nowym 🙂

    • Ela

      Gdyby nie te pasy, pewnie też bym polecała, ale przy małym dziecku to przeogromny minus. W naszym przypadku w ogole nie dało sie z wózka korzystać 🙂 ale fajnie, że u Ciebie sie sprawdził 🙂