Uprzywilejowana ciężarówka. Rzeczywistość czy kpina?

Napis „Kobiety w ciąży i dzieci do lat 3 przyjmowane są poza kolejnością” widnieje na drzwiach punktu pobrań. Podobny napis też jest pewnie przy jednej/kilku z kas w hipermarkecie w Twojej okolicy. Korzystasz? Przepuszczasz?

Będąc na początku ciąży z Hanią miałam filmowe i książkowe wyobrażenie o ciąży. Jednym słowem fikcyjne. Że będę pracować do samego końca, bo lubię swoją pracę. Aktywna będę. Fitness dla ciężarnych i takie tam. Bo przecież ciąża to nie choroba. I na początku tak było. Fala mdłości w pierwszych miesiącach dała mi jednak pierwsze oznaki tego, że normalny stan to to nie jest.

Mąż woził mnie codziennie do pracy samochodem w pozycji horyzontalnej. Bo nie byłam w stanie siedzieć. O tym żeby jeździć zatłoczonym, dusznym pociągiem, tak jak to robiłam przed ciążą, nie było mowy. Nie przejechałabym nawet dwóch stacji. W pracy do południa często walczyłam sama ze sobą, żeby nie zwymiotować. A jeszcze trzeba było przecież normalnie pracować. Do dziś pamiętam zapach kanapki z ogórkiem, którą jadła koleżanka na drugie śniadanie trzy biurka dalej. Straszne wspomnienie. Kiedy złe samopoczucie w czwartym miesiącu przerodziło się w silne wymioty, poszłam na pierwsze L4. Ale dalej twardo twierdziłam, że jak to minie to wracam do pracy.

(null)

I po miesiącu wróciłam. Lekko opuchnięta. Późna wiosna, początek lata. Temperatury coraz wyższe, a ja coraz bardziej opuchnięta. Siedzący tryb pracy nie pomagał. Nogi spuszczone. Po godzinie wstawałam z ogromnym bólem. Najpierw kupiłam buty jeden rozmiar większe, potem kolejne o kolejny rozmiar większe. Każdy krok stawał sie wyzwaniem. Traciłam czucie w palcach. Wypadaly mi z rąk łyżeczki, długopisy. Pracowałam tak do siódmego miesiąca. Potem zaczęło skakać ciśnienie. Podejrzenie zatrucia ciążowego. Szpital. Patologia ciąży. Na szczęście tylko kilka dni. Ale już do końca ciąży nie wróciłam do pracy. Częste kontrole w szpitalu i ogólna obserwacja organizmu. O fitnesie dla kobiet w ciąży mowy nie było już od dłuższego czasu. Wyzwaniem były zwykłe spacery, zakupy w sklepie. I nie tylko z powodu monstrualnie opuchniętych nóg.

Wydawałoby się, że ciężarnej trudno nie zauważyć. Szczególnie w końcówce ciąży. Szczególnie jak jest opuchnięta. A jednak. Niewiarygodne? Stałam się wtedy praktycznie niewidzialna. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć sytuacje w których przepuszczono mnie w kolejce, ustąpiono miejsca. Wykorzystywałam wtedy swoją sytuację. Bo ledwo stałam. Przepychałam się na początek kolejki, oczywiście tylko w kasach uprzywilejowanych. BTW, nie wiem co te kasy w sobie mają, że zawsze są w nich kolejki!!! Oczywiście stoją same ciężarne, niepełnosprawni i kombatanci (sarkazm taki…). Mówiłam kasjerce, że jestem w ciąży (jakby tego nie widziała) i prosiłam, uwaga PROSIŁAM(!!!), żeby obsłużyła mnie poza kolejką. Nie odmówiono mi nigdy, ale ile niezadowolonych spojrzeń miałam na sobie, pretensjonalnych westchnień i tekstów w stylu „No jak Pani musi…” (Muszę cholera!!!!) się nasłuchałam, to moje. No i dla kasjerki też problem, bo po przepchnięciu się na początek kolejki, gdzie niby mam wyłożyć swoje zakupy? Skoro cała taśma jest założona kilometrami produktów tych prawych obywateli przed których śmiałam sie wepchnąć??

I tak miałam szczęście. Możnaby pożądną księgę napisać z kolejkowo-ciążowych historii moich koleżanek.
Że w ciąży to się w domu siedzi, a nie po sklepach łazi! Taaa, a obiad sie zrobi z niczego. Żyć będziesz samym powietrzem, a i wyprawka dla dziecka też skompletuje się sama.
Że winogrona to nie jest chyba artykuł pierwszej potrzeby!
Yhym.
Że trzeba było myśleć jak sie nogi rozkładalo. No comments…
I możnaby tak dalej, bez końca.

(null)

Strasznie to uwłaczające, takie dopraszanie się o respektowanie przywilejów, które w tym czasie powinny być naturalnym ludzkim odruchem. Za każdym razem, kiedy musiałam się dopraszać o obsłużenie mnie poza kolejnością, byłam strasznie zażenowana całą sytuacją i zachowaniem ludzi wokół mnie.

W związku z tym, w obecnej ciąży, poprosiłam o przyjęcie mnie poza kolejnością tylko raz, kiedy naprawdę bardzo, bardzo źle się czułam. Żeby było śmieszniej (tragiczniej?), w punkcie pobrań na którym wisi tabliczka „Kobiety w ciąży i dzieci do lat 3 przyjmowane są poza kolejnością”. Gdy zaczęłam swoją formułkę, pukając do drzwi między pacjentami, słowami: „Przepraszam, jestem w ciąży…”, pielęgniarka przerwała mi obcesowo „Przecież widzę, że Pani jest w ciąży!„. Taaak? To dlaczego, do cholery, poprosiłaś przede mną do gabinetu trzech facetów w sile wieku?

Więc jak to jest z tymi przywilejami? Rzeczywistość czy kpina??

  • Poruszyłaś ważny temat. Ja w kolejce w supermarkecie zostałam przepuszczona w 9 miesiącu ciąży – to była jedna jedyna sytuacja. Druga to na imprezie rodzinnej przepuszczono mnie w kolejce do toalety (przez kobietę).. WOW! Ale zaszczytów doznałam…

    • Ela

      Hahaha, dobre! Muszę rozpowiedzieć w rodzinie, żeby chociaż oni mnie przepuszczali. Potworzymy sztuczne kolejki do toalet, zmywarki, śmietnika. Poczuję się w końcu uprzywilejowana 😉

  • Zawsze, ZAWSZE, korzystałam z przywilejów ciężarnej, bez proszenia się i przepraszania. W punkcie pobrań odkąd tylko mój brzuch zaczął być widoczny (15tc), a w innych miejscach odkąd zaczęło mi być ciężko (ok. 20tc). Ja mam raczej ton nie znoszący sprzeciwu, a i wzrok niemiły raczej, więc w sumie tylko raz miałam sytuację w aptece, kiedy jakaś baba zaczęła się ze mną licytować na dolegliwości (w 39tc byłam;)). A obecnie korzystam w hipermarketach z kas dla mam (L’Eclerc) i serio zawsze, ZAWSZE jest tam kolejka, gdy inne kasy są wolne. I nigdy nie widziałam tam żadnej innej mamy, tylko starych pryków. Mówię przepraszam i nie czekając idę na przód kolejki, nie słuchając komentarzy.

    Od początku wiedziałam, że nikt o mnie nie zadba, jeśli sama tego nie zrobię. Miałam problematyczną ciążę, ledwo chodziłam (kręgosłup), ledwo donosiłam (skurcze od 20tc), na zwolnieniu od 20tc, więc nie miałam ani pół wyrzutu sumienia z powodu mojego zachowania.

    • Ela

      I bardzo dobrze! Tak trzeba. Ja jestem chyba po prostu za słaba tych kwestiach. Bardziej przeżywam te chamskie westchnięcia i komentarze za plecami, niż ogólne SWOJE złe samopoczucie. Paranoja, wiem. No taka moja uroda. Ale uczę się. Gruboskórności można się nauczyć. Idzie mi coraz lepiej. Tylko przykro, że trzeba iść w tym kierunku w dzisiejszym świecie, żeby przetrwać 🙂

  • Mnie na szczęście nie spotykają raczej takie smutne zdarzenia. Dziś w punkcie pobrań szamotałam się z panem mającym na karku około 80 lat, że ja naprawdę poczekam i nie musi mnie przepuszczać w kolejce, której zresztą nie było – bo był tylko on i ja 🙂 Wczoraj sprzedawca leżaczka bujaczka zabronił mi własnoręcznie wynieść mojego zakupu, zniósł mi go do auta pomimo moich protestów. Dziewczyny w kolejce do kibelka w galerii handlowej zbeształy nastolatkę, która weszła do łazienki, zamiast mnie przepuścić. No miodzio 🙂 No ale już jestem taka kuleczka, że to chyba rozczula ludzi.
    Pani blogerko, ten sam temat poruszyłam z zupełnie innej strony u siebie na blogu: http://panirurka.pl/?p=218
    Zapraszam i pozdrawiam 🙂

    • Ela

      Ale to pocieszające, że nie wszyscy mają takie przeboje! Wraca wiara w ludzi:) Mi też się zdarzały przemiłe wyjątki, ale one tylko zdawały się potwierdzać regułę…. niestety 🙁 Zajrzę napewno. jestem bardzo ciekawa Twojego spojrzenia! Pozdrawiam:)

  • ak

    Kpina Elu, kpina! Może jeszcze wiosną/latem ktoś zauważy brzuch, którego nie da się nie zauważyć, ustąpi miejsca w kolejce, w autobusie. Ale zimą każdy udaje, że ciążowego brzucha spod grubej kurtki nie widać. A jak nie daj Boże pozwolisz sobie zająć jedyne wolne miejsce w autobusie, to jesteś pod obstrzałem takich spojrzeń, że się zastanawiasz czy nie lepiej było postać te kilka przystanków… Dobrze, że już nam niewiele zostało 😉

    • Ela

      Dokładnie tak! Chociaż ja w sklepach ostentacyjnie zdejmuje/rozpinam kurtkę, żęby nikt nie miał wątpliwości 😀 Naiwna ja 😛 I tak mało kogo to rusza 😉 A te zabójcze spojrzenia… dlatego zapieram się w sobie i nie wykorzystuję swojego błogosławionego stanu. Na szczeście w tej ciąży opuchlizna narazie minimalna i oby tak zostało do końca. Ale skurcze coraz częstsze… i chyba będę musiała kilka razy skorzystać w tych ostatnich tygodniach z tych wątpliwych przywilejów.

  • Ela

    Dziewczyny, z niewiadomych przeczyn wszystkie wasze komentarze z ostatnich dni wpadły mi do spamu. Przepraszam więc za opieszałość w akceptacji 🙂 A już myślałam, że nikt mnie nie czyta 😉

  • Oczywiście, że kpina. Mam dokładnie ten sam obraz mojej ciąży. Pamiętam dwie kobietki, które za nic nie chciały przepuścić mnie na badania, mimo jakiegoś tam mojego zasłabnięcia. Dwa miesiące później radośnie chrumkały nad wózkiem z moim dzieckiem (cieszyłam, się tylko że na spacerze by wtedył tata, a nie ja). Jesteśmy w ciąży niewidzialne. W przeciwieństwie do Ciebie…ja się nie odzywałam, tylko jak ta mysz pod miotłą pokornie odstawałam wszystkie kolejki, mimo że nie zawsze było kolorowo ( i mam tu na myśli kolejki dla uprzywilejowanych, przy których zawsze tłum rzecz jasna). Ale w ewentualnej drugiej ciąży moja postawa będzie zupełnie inna. To wiem już teraz. Ps. Polecam Ci bardzo kampanię „Kolejkowa rewolucja”! 🙂

    • Ela

      Ja nie wiem, co te uprzywilejowane kasy w sobie maja takiego, ze przyciągają wszystkich jak magnes! Każdy kto tam staje powinien się liczyć z tym, że zaraz podejdzie ktoś bez kolejki. A nie wieczny szok na twarzy i obraza majestatu. O kolejkowej rewolucji nie słyszałam, ale zgoogluję:)

  • Agnieszka

    Taka scenka:
    Jadę (w 37 tc) autobusem, zapełnionym prawie że do granic możliwości. Oczywiście stoję-panie, które siedzą pół metra dalej „śpią” i generalnie ani mnie nie widzą (brzuch mam naprawdę konkretny;) ), ani też nie słyszą mojej rozmowy z Przyjaciółką, której opowiadam o terminie zbliżającego się porodu i o szpitalach (miałam do przejechania 2 przystanki, więc nie prosiłam o ustąpienie miejsca). Autobus zatrzymuje się na kolejnym przystanku, a do autobusu baaaaaaaardzo chce wsiąść pan, pchając się i przy okazji mnie (prawie już wbijam się w pręt do trzymania). Zwracam mu delikatnie uwagę, żeby nie pchał się na mnie, bo naprawdę nie ma już miejsca, a jestem w ciąży w dodatku. Usłyszałam głośne i gniewne: „TO NIECH SE PANI TAKSÓWKAMI JEŹDZI!!!!”. Odpowiedziałam już bardziej stanowczo, żeby sobie sam wezwał taksówkę.
    p.s. A śpiące panie na „swoim” przystanku w sekundę się obudziły, wstały z zajmowanych przez siebie miejsc i wysiadły, wyraźnie unikając mojego wzroku…..
    Kampania warszawskiego ZTM „Więcej życzliwości dla kobiet w ciąży” – śmiechu warta….
    Niestety…..:(

    • Ela

      Eh, ta życzliwość. Kpina droga Pani, kpina. Możnaby z naszych historii stworzyć analogicznego fanpejdża do strony „lepszy poród” -> „więcej życzliwości dla kobiet w ciąży”. Pytanie, czy to by coś zmieniło? 🙂 bo tu nie chodzi o zmianę prawa, tylko ludzkiej wrażliwości i mentalności… A o to chyba dużo trudniej…