Wijemy gniazdo

W końcu! 38 tydzień! Fałszywy alarm zmobilizował nas do działania. Bo kiedy budzisz się o 2ej w nocy z bólem i tak do 5ej, to myślisz to już TEN moment. Zmiana pozycji nie pomaga, gorący prysznic nie pomaga. To znaczy, że to już 🙂

A duuupa! Taki dowcipniś. O 5ej rano stwierdził, że jednak nie… Że piątek trzynastego to jednak słaba data (WHY?? Mi się bardzo podoba!), bo już siostra jest z 13go, urodzona o 13tej… To małpować nie wypada. I zonk.

I wracasz o tej 5ej do łóżka… Nie śpisz, no bo jak to… Zaraz przecież znowu się zacznie… A tu cisza… A o 7ej cichaczem wsuwają się małe nóżki i rączki, i mówią: „Mamuś wstajemy!” Dostałaś więc ostatnie ostrzeżenie i drugą szansę na uwicie gniazda… Więc do roboty!

Nie pamiętam takiego pracowitego weekendu w ostatnim czasie. Pół mieszkania przewrócone do góry nogami. Jedna szafa tu, druga szafa tam, skręcamy łóżeczko dla Hani, odpicowujemy łóżeczko dla Juniora, odgruzowujemy przewijak. Cholera nie mieszczą się. Dawaj, wynosimy kolejną szafę. Wieszamy firanki kupione rok temu (w końcu!). No dobra… gwoli sprawiedliwości: to Ważny wynosił, wnosił, skręcał i wieszał. Mi nawet nie dał podyrygować, ale i tak byłam mega zmęczona 😉 Wijemy, wijemy, w końcu wijemy to gniazdo pełną gębą.

Jeszcze trochę wygląda to jak po przejściu Katriny tudzież innego tsunami. Ale wijemy dalej. Dawno nie byłam tak padnięta. Ale szczęśliwa. I chyba gotowa.

To co? Będę zaraz rodzić?

P.S. Wózek też już kupiliśmy.

P.S.2. Torby do szpitala spakowane.

P.S.3. Imienia dalej nie mamy.

  • Imię zapewne pojawi się jak zobaczycie maleństwo. Wiele osób tak ma, że widzi imię wraz z pierwszym widokiem dziecka 🙂

    • Ela

      Oby! Na to właśnie liczę 🙂