Mam w sobie zgodę na macierzyństwo. Really?!

Nie lubię wzbudzać kontrowersji. Nie lubię takiego sztucznego szumu. A trochę szkoda, bo pewnie miałabym 10 razy tyle czytelników. Kontrowersje przyciągają. Zawsze. Ale to nie mój styl. Wolę, by moje teksty wywoływały uśmiech. Albo skłaniały do refleksji. Takiej cichej. Bez podnoszenia ciśnienia.

Jednak dziś natknęłam się na artykuł, wobec którego nie umiem przejść obojętnie. Może dlatego, że ogólnie od jakiegoś czasu chodzę jak burza gradowa. Muszę się gdzieś wyładować. Niech będzie w tym tekście. Potem znowu wrócę do słodkiego pitu pitu. Bo z takim mi najlepiej.

I zanim cokolwiek zacznę, tytułem przydługiego wstępu, chciałam zaznaczyć, że NIE OCENIAM każdej późnej ciąży. Naprawdę. Choćby nie wiem jak brzmiały poniższe akapity. Nie oceniam. Ja po prostu nie umiem zrozumieć gloryfikacji późnego macierzyństwa, „bo coś”. Ja wiem, że są różne sytuacje życiowe. Że niektórzy by chcieli, a nie mogą. Starają się latami. I po prostu pewnego dnia przychodzi ten dzień. Najszczęśliwszy dzień w ich życiu. Tak się akurat składa, że pod czterdziestkę. Ale nie odwlekają tego momentu świadomie w nieskończoność. Nie potrafię zrozumieć tego odsuwania w bliżej nieokreśloną przyszłość decyzji o rodzicielstwie. Nie i już. Taki mój punkt widzenia. Każdy ma prawo do swojego.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie pakuje się od razu w dzieci.

Od tego zdania zaczyna się artykuł. Kilka słów, a jak podnoszą ciśnienie. Bo co to znaczy „od razu” ? Kiedy zaczyna się miesiączkować? Kiedy kończy się 18 lat? Kiedy bierze się ślub? To ja się spytam inaczej. Na co czekać? Jedna z pań pisała o spłacie kredytu hipotecznego. Hmm, gdybym myślała tymi kategoriami, dziecka bym się nie doczekała, bo dawno byłabym po menopauzie. Pewnie, że wczesne rodzicielstwo może być trudne. Szczególnie to skrajne. Nieplanowane. Bez męża. Mieszkania. Pracy. Licząc na pomoc, a czasami łaskę rodziców. Jednak ja myślę o standardowej sytuacji. Kończysz szkołę. Studia. Masz pracę. Męża. Dwadzieścia kilka lat. Może trzydzieści. I zwlekasz. Bo mieszkanie za małe. Bo na kredyt. Bo samochod za mały. Bo na kredyt. Bo praca. Bo kariera.

A instynkt?

Może jestem szczęściarą. Może to chodzi o ten instynkt macierzyński, który ja poczułam, a inne nie. I czekają aż poczują. To w sumie jestem w stanie zrozumieć. Nie czuję, że chcę być mamą. Że będę dobrą mamą. Czekam na ten moment, aż poczuję. Rok, dwa, dziesięć lat. A może nigdy? Aż zdradzę Ci pewien sekret: tego, czy będziesz dobrą mamą nie wiesz nigdy. Ale to bez znaczenia. Bo żadna z pań nawet nie wspomniała o instynkcie. Praca, dom, kredyt, samochód, podróże, wakacje. To było najważniejsze. Czekały, aż poczują wewnętrzną zgodę. W wieku 43 lat.

Really?

Naprawdę ta kariera jest taka ważna? Kurczę, ja też bym chciała zrobić karierę. I kiedyś zrobię. Mam na to czas do 67ki. Czy naprawdę ten rok, a nawet kilka lat, wyjętych gdzieś pomiędzy 20 a 30 urodzinami oznaczają, że do końca życia będzie się gotować obiadki i odkurzać pokruszoną bułkę z dywanu? Nie porafię. Naprawdę nie potrafię zrozumieć tego toku myślenia. Myślisz, że jak do 30 będziesz managerem, to potem raptem poczujesz się spełniona? Wątpię. Będzie Ci się marzyć prezesura, albo przynajmniej stołek jakiegoś dyrektora? Myślisz, że wtedy dzieci będą „mniej przeszkadzać?”

Czekanie na spłatę kredytu hipotecznego, to najśmieszniejszy argument jaki dotychczas czytałam. Jeśli zaciągasz kredyt na 30 lat w wieku 25 lat, to dzieci się możesz nie doczekać. Sorry: biologia. I co z tego, że kobiety żyją średnio do 81 roku życia? Myślisz, że jako 50latka będziesz mieć siłę zarywać noce, a w dzień biegać za wszystkiego ciekawym maluchem? Nawet jak będziesz super fit mamuśką. Myślisz, że lata stresu w korporacjach, nie zostawią na Twoim sercu żadnych rys? Tego Ci życzę z całego serca, ale cóż… niespecjalnie w to wierzę. Nie muszę.

Bullshit.

Nie wierzę. nie muszę. Bo w wieku 43 lat będę mieć prawie dorosłą 17letnią córkę. I 14letniego syna. Też będę zarywać noce. Zastanawiając się czy wrócą do domu na czas. Ty, z tego samego powodu, te noce będziesz zarywać w wieku 60 lat. Ja w wieku 60 lat będę siedzieć gdzieś na Kanarach. Zdążę do tego czasu zrobić karierę i spłacić hipotekę. A jak mi się Kanary znudzą, to wrócę do domu zająć się wnukami. Hmm wnuki, to jeśli będziesz mieć szczęście, to pobawisz się z nimi gdzieś po 80tce. Oczywiście jeśli Twoje dzieci zdecydują się mieć dzieci przed czterdziestką.

Nie ma odpowiedniego czasu na dzieci.

Zawsze będzie coś, co Ci będzie kazać wstrzymać się jeszcze miesiąc. Jeszcze rok. A kiedy poczujesz, że to TEN czas, niekoniecznie w wieku 43 lat, to może się okazać, że jest trudno. Ile ja się nasłuchałam takich historii. I to wcale nie od czterdziestek. Nawet od moich rówieśniczek, niespełna trzydziestolatek. Za każdym razem, w duchu gratuluję sobie, że nie czekałam. Teraz napawam się cudnym czasem w domu, z biegającymi szkrabami. Powoli myślę o powrocie do pracy. O karierze. Naprawdę jeszcze zdążę ją zrobić. Mam dwójkę wspaniałych dzieci i nie mam trzydziestu lat.

  • Poruszylas niezwykle wazny temat, z ktorym sama od pewnego czasu probuje sie uporac. Jednak nie wydaje mi sie prawidlowe, aby tak generalizowac i wrzucac ludzi, ktorzy nie maja dzieci przed 30 do jednego worka. Ja planuje dzieci wlasnie kolo 30 i to tylko i wylacznie moja sprawa. Jesli inne rzeczy sa dla mnie do tej pory priorytetem to rowniez moja sprawa. Wszystkie mamy rozumy i potrafimy z nich korzystac i jestem przekonana, ze kazdy kto sie decyduje na dziecko wie z czym to sie wiaze. Dlatego nie do konca podoba mi sie wydzwiek Twojego wpisu.

    • Dzieki za komentarz 🙂 tak jak zaznaczyłam na poczatku: nie oceniam wszystkich późnych ciąż. W zasadzie żadnych. Każdy ma prawo zyć jak chce. To jest tylko mój punkt widzenia. Takie artykuły gloryfikujące ciąże w wieku 43 lat sa moim zdaniem po prostu szkodliwe. Bo nie ma tam ani słowa o przykrych konsekwencjach w sytuacji nie dozycia do cytowanego 81 roku życia matki. Ani słowa o tym jakim obciążeniem jest ciaza dla zdrowia kobiety i przyszłej matki w tym wieku. niemal same zalety późnego macierzyństwa. chciałam pokazać ze macierzyństwo niczego Ci w zyciu nie odbiera. Jedynie przesuwa w czasie.

    • kiedysmama

      też mam takie odczucie – zajmijmy się wreszcie swoim życiem, zamiast zaglądać innym w metryczkę. Znam matki, które radzą sobie z wczesnym macierzyństwem, znam takie, które urodziły po 30-stce – nie widzę reguły. Dużo moich koleżanek, które urodziły wcześnie, nie mogą zaistnieć na rynku pracy – bo kiedy one rodziły dzieci na studiach i po studiach, branża szła do przodu, inne osoby zdobywały kompetencje no i niestety – po 30-stce, bez doświadczenia zawodowego to jednak ciężko jest znaleźć pracę, chyba, że we własnej firmie. Starsze matki też mają swoje problemy – ale każda z tych dróg ma jakieś ‚ale’, i po to mamy rozum, żeby ogarnąć, czy wolimy w wieku 30-lat zmagać się z dwójką dzieci i bezrobociem, czy w wieku 50-lat ganiać swojego nastolatka z imprez. Bo każda z tych dróg ma to ‚ale’ i nie ma ideału.

      I tak sobie myślę, że świat byłby lepszy, gdybyśmy nie miały nawyku wyrażania zgody (lub nie) na nieswoje macierzyństwo.

      dlatego tak, jak Angelika, jestem sceptyczna.

      • Prawda jest taka, że branża idzie cały czas do przodu, nie tylko jak jestes świeżo po studiach. To jest właśnie to „coś”, o którym pisałam, ze zawsze będzie Ci mówiło, że to nie ten czas. Nigdy nie ma właściwego czasu na dziecko. Kompetencje można zdobyć w każdym momencie życia. I nawet trzeba, bo branża nie będzie na Ciebie czekać, aż się ogarniesz. niezależnie czy zrobiłaś sobie przerwę w karierze na 5 lat, jak miałaś lat dwadzieścia, czy czterdzieści. A jak jesteś młodsza, umysł jest bardziej chłonny, łatwiej o nadrobienie braków. Wierzę, że zaczęcie kariery bez doświadczenia w wieku lat 30 może być trudniejsze niż kiedy posiadasz bogate doświadczenie, ale nie jest to niemożliwe.

        Wyrażanie zgody na nieswoje macierzyństwo piszesz… Znowu galopujesz. Odpisałam Ci coś w tym temacie pod Twoim drugim komentarzem, nie będę się powtarzać. Nie tego tyczył ten tekst. I wyraźnie to w tekście podkreślałam. Ten tekst jest moim sprzeciwem dotyczącym gloryfikacji macierzyństwa 40+ przedstawionego w artykule DF. Tylko tyle i aż tyle.

  • „Nie ma odpowiedniego czasu na dzieci” – dokładne taką zasadę wyznaję. Gdy podjęliśmy z moim M temat rodzicielstwa on był na nie. „Dzieci będę mieć dopiero, gdy będzie mnie na nie stać”. „A kiedy to będzie?” – pytałam go nagminnie.
    Niedawno gdzieś w mediach słyszałam o kobiecie, która urodziła w wieku 50 czy bodajże 60 lat. To jest dopiero egoizm. Ile jeszcze pożyje? Ile będzie miało lat jej dziecko gdy ona stanie się nieporadna albo umrze? To brutalne, być może, ale dla mnie egoizm, którego nie rozumiem!!!
    Moda na późne macierzyństwo to trochę jak wymówka dla osób z syndromem Piotrusia Pana, chcących jak najdłużej zachować młodość. Bo przecież dzieci ją z nas wysysają prawda?

    • Nie wiem jak działa to wysysanie, ale ja mentalnie zatrzymałam sie na 25tce i tak mi dobrze, a przy dzieciach to czasami wrecz czuje się jak kilkulatka 😉 Dzieci są jak wehikuł czasu 🙂

  • Hmmm, ważny temat, niektórych bulwersuje, innych zastanawia! Ja urodziłam córke mając lat 29…ponad trzy lata starań 🙁 Teraz młoda ma 6,5 roku, a ja w drugą ciążę zajść nie mogę 🙁 Tak sobie po cichu myślę, że może jednak natura sie nade mną zlituje i dostane prezent na „nową drogę” czyli na życie po 40-tce? Tak jak napisałaś, niektóre pary latami się starają i szczęście ich spotyka po 40-tce właśnie, ale świadomej ciąży w tym wieku…..ja nie popieram 🙂 Każdy jednak ma swoje prawa 🙂

    • Wiesz jak bardzo Ci tego życzę 🙂 takie wyczekane ciąże to zupełnie inna kategoria, ktorej nawet nie mozna porównywać do tych „odwlekanych w nieskończoność”.

  • To ja za to w Polityce, juz ladnych kilka numerow temu, czytalam o wadach poznych ciaz:
    Dziecko sie wstydzi, ze ma babcie nie mame.
    Taka mama za bardzo nie odnajduje sie w swiecie macierzynskim. Kolezanki w pracy czesto maja juz nastolatki. Na placu zabaw czuje sie wyobcowana wsrod mlodych matek.
    Moze nie dozyc tej 70 i osieroca nastolatka.

    To bylo kilka wymienionych argumentow. Sama instynkt poczulam w wieku 20 lat. Kariere sobie robie, mam z mezem firme i ja rozwijamy. Nie narzekam 😊

    • O nawet nie wiedziałam ze był taki artykuł. Poszperam! Powinno sie o tym wszystkim pisać. Na tym chyba powinna polegać dziennikarska rzetelność. Nie tylko o tym jak cudownie mozna przeżyć macierzyństwo po 40, bo na pewno mozna. Ale tez jakie moga byc negatywne konsekwencje takich decyzji.

  • Sama nie wiem jak mam to skomentować… mam 37 lat, od ładnych kilku lat staram się o dziecko i nic, Czyli, że mam się poddać i nie starać bo za stara jestem? A może dożyję 120 lat i prawnuki będę wychowywać? Wiem, że każdy może wyrazić swoje zdanie ale nie krytykujcie późnego macierzyństwa, czasem tak bywa. Zresztą instynkt macierzyński to sprawa bardzo indywidualna, jedna poczuje w wieku 20, 30 lat, a inna nigdy, albo tuż przed 40. A umrzeć i osierocić dziecko możemy każdego dnia więc to dla mnie żadne argumenty. Jeśli kobieta czuje, że chce mieć dziecko i natura daje jej taką szansę to ja nie widzę przeciwwskazań.

    • A ja myślę, że nie przeczytałaś podlinkowanego tekstu Dużego Formatu do ktorego sie odnosiłam, a i mój jedynie wyrywkowo. Bo ja właśnie nie pisze o takich kobietach jak Ty, o tych co sie od lat starają. I ktorym szcześliwie sie udaje i rodzą wyczekane dziecko w okolicach czterdziestki. Piszę o tych, ktore z rożnych przyziemnych powodów odwlekają decyzje o macierzyństwie latami. Bo praca. Bo kredyt. Bo kariera. Bo wakacje. O postawie, którą media promują jako świadome dojrzałe macierzyństwo. Kiedy wszystko sie przeżyło i dorobiło. Nie pisząc jednoczesnie o wszystkich negatywnych konsekwencjach. A co do osierocenia, to sie z Toba nie zgodzę. Owszem, mozna w kazdym wieku, ale niestety dużo większe szanse na osierocenie Kilkunastoletniego dziecka ma 60letnia matka, niż 40letnia. Ryzyko rożnych chorób z wiekiem rośnie. Czego oczywiście nikomu nie życzę. I mam szczerą nadzieje ze wszystkie późne mamy dożyją 120 lat i doczekaja swoich wnuków. Trzymam kciuki i pozdrawiam!

      • Monika

        Hmm…mam 32 lata i dwoje małych dzieci . Większość naszych znajomych nie ma jeszcze dzieci, bo po prostu czas tak strasznie ucieka, że nawet nie wiem czy ktoś coś planuje. Po prostu żyjemy z dnia na dzień….szybko. ..byle do Świąt, byle do wesela i tak caly czas….byle coś się wydarzyło. I tak naprawdę to chyba o to, żeby zwolnić. ..Ale jak? Po studiach każdy chce jakoś się usamodzielnic…pamiętajmy o tym, że myślenie o tym jak spłacić kredyt, jak dostać lepszą pracę to też świadczy o odpowiedzialności przyszłych rodziców. Bo nie sztuką jest mieć dzieci, którym wszystkiego trzeba odmawiać i zabraniać. .. A niestety zanim się człowiek obejrzy to już czterdziestka na karku:/

        • Zgadzam się z Tobą. Sama z założeniem rodziny czekałam, aż osiągnę względną stabilizację. Po ślubie, mając stałą pracę. I jak najbardziej, poniekąd, świadczy to o odpowiedzialności. Co nie znaczy, że osoby rodzące dzieci w czasie studiów, bez stałej pracy, są nieodpowiedzialne. Ale z drugiej strony, w pewnym momencie zaciera się granica między poczuciem odpowiedzialności, a własnym wygodnictwem… niestety. Czasy są ciężkie. Pędzimy jak nigdy wcześniej. Szczególnie w dużych miastach. Wiem po sobie. Dni, miesiące, lata przeciekają nam między palcami. I nawet nie wiemy kiedy stuka trzydziestka, czterdziestka. Smutne to. Bardzo. Myślę, że warto w pewnym momencie się zatrzymać, tak na chwilkę, i się zastanowić co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze.

      • kiedysmama

        ej, rozbraja mnie to czasem – kiedy rodzice cisną po bezdzietnych, no ale jeśli ktoś się stara o dziecko, a nie wychodzi, to stop, okej, rozumiemy, szanujemy Cię, trzymamy kciuki. A ja, z punktu widzenia osoby bezdzietnej nie z wyboru gdzieś mam taki szacunek warunkowy, który pojawia się dopiero wtedy, kiedy wyznam, że ja jednak też chcę mieć dziecko, tylko nie mogę. Życzę sobie szacunku, który pojawia się po prostu, bez zadawania pytań i wyznań, które mają mnie usprawiedliwić w czyichś oczach.

        Ja myślę, że każdy zasługuje na szacunek – nawet jeśli nie chce mieć dzieci, bo ich po prostu nie lubi.

        • Chyba się trochę zagalopowałaś. Gdzie ja napisałam, że nie szanuje kogokolwiek? Czy chce dzieci, czy nie chce, czy może czy nie może. Jedyne czego dotyczy ten tekst to mojego braku zrozumienia dla gloryfikacji macierzyństwa +40 jako tego dojrzalszego, fajniejszego i w ogole super. Warto odkładać decyzję o macierzyństwie, bo dopiero jako czterdziestolatka jesteś w stanie być dobrym rodzicem. Dla artykułów tego typu w mediach opiniotwórczych, bez wyraźnego zaznaczenia jakie są negatywne konsekwencje takich decyzji.

          To w ogóle nie jest kwestia szacunku. Jak ktoś w ogóle nie chce mieć dzieci, bo ich nie lubi – to luz. To nawet lepiej, zeby ich nie miał, bo dziecko zasługuje nie tylko na lubienie, ale przede wszytskim na bezwarunkową miłość. Niech tylko nie pisze artykułów, że macierzyństwo w wieku 43 lat jest lepsze niż w wieku 23 lat. Bo się dorobił, napodróżował, ma grubą kasę na koncie i szerokie horyzonty.

  • Ja też nie rozumiem gloryfikowania późnego macierzyń

    stwa. Bo o ile to po prostu zrządzenie losu to ok, ale jeśli ktoś celowo odwleka to pytam się po co? Żeby zwiększyć ryzyko wystąpienia chorób u dziecka czy żeby bardziej obciążyć swój organizm?

    Mój Luby miał starszego ojca, przez to też dość wcześnie go stracił i miał przez to nastawienie od zawsze, że chce mieć dzieci jak najwcześniej. Więc Ci odwlekający powinni też myśleć, jakie to będzie miało konsekwencje w życiu ich dziecka, a nie tylko o kredytach.

    • Zgadza się. Ja też jestem dzieckiem z późnej ciazy. I rodząc dzieci odpowiednio wcześnie myslalam tez o tym, ze chce by moje dzieci miały babcię. I chcę, by moja mama miała wnuki.

  • Agata

    Zazdy sie decyduje kiedy chce i nikomu nic do tego. Smiejesz sie z kredytu hipotecznego a ja powiem ze moze splacic w 7 lat i wowczas miec wiecej srodkow na podroze z dzieckiem.

    Wydaje mi sie piszesz ze swojego punktu widzenia a co sadzisz o tych 22-latkach ktory maja bardzo male doswiadczenie w zyciu i zabieraja sie za wychowywanie drugiego czlowieka? 22-latek moim zdaniem nie jest jeszcze dojrzaly emocjonalnie na wychowanie dziecka. Obym sie mylila…

    • Ja urodziłam pierwsze dziecko w wieku 19stu lat i uwierz mi całkiem nieźle sobie od 7 lat radzę w roli matki. Więcej, we wspomnianych prze Ciebie 22 lat miałam dwójkę dzieci – świadoma decyzja.

      A co do pisania ze swojego punktu widzenia. Kobieto, jestes na blogu, z jakiego punktu widzenia ma niby pisać autorka? Blogi sa subiektywne. na tym polega ich urok.

    • Rodząc pierwsze dziecko miałam 26 lat, trudno mnie więc nazwać młodą matką. Ale myślę, że w wieku 22 lat wcale nie byłabym gorszym rodzicem. Wiek nie ma z dojrzałością nic wspólnego. Znam wielu 22latków dojrzalszych niż niejeden 40latek.

      Co do kredytu, cieżko go spłacić w siedem lat, kiedy sie nie zarabia kokosów zaraz po studiach. Jednak, uwierz mi, na zycie z dzieckiem wystarcza. I nie mowie tu o liczeniu każdego grosza. Wiem z autopsji. Na wakacje tez jeździmy 🙂

  • Ja w wieku 30stu lat będe miała 10cio i 7mio letnich synów. W wieku 40stu będę sobie przeżywać drugą młodość, mając synów już dorosłych i ani w głowie mi wtedy będzie rodzenie kolejnych dzieci. Tak jak zauwazyłaś w tekście, na dzieci nigdy nie ma dobrego momentu, zawsze jest „coś”, zawsze jest jakieś ale.

    • To jest fantastyczne w tym wszystkim. Ja wiem, że tak młodym osobom nie zawsze jest łatwo. Wiele rzeczy pod górę. Ale jaką musicie mieć świetną relację! Jaką świetną relację będziesz mieć w wieku 40 lat z dorosłymi dziećmi. Nie twierdzę, że przy dużej różnicy wieku to jest niemożliwe, ale na pewno trudniejsze. Ja osobiście mam nadzieję, że do tej czterdziestki nie zezgredzieję do końca i też uda mi się do tego czasu stworzyć świetną relację z dziećmi, a później ją utrzymać. To jest chyba moje największe wyzwanie macierzyństwa.

  • Ewelina

    Jestem z tych „bardzo młodych mam”, i szczerze powiem Ci tak: jest genialnie, ale też mnóstwo wyrzeczeń i przykrości miałam z tego powodu. Dziś uważam, że mając pierwsze dziecko zaraz po 30-tce (jeśli by się tak akurat udało) może byłoby lżej. Dziś moja nastolatka wygląda jak młodsza siostra. I nie do końca mi się to podoba. Jak wszędzie są plusy i minusy. Temat rzeka.

    • Bardzo podziwiam młode mamy. Naprawdę. Bo to nie jest łatwe. Szczególnie na początku i społczeństwo tego nie ułatwia. Stereotypy i straszne łatki. Ale wydaje mi się, że relacja z dziećmi, kiedy nie ma przepaści pokoleniowej, może być wspaniała. Marzę, żeby moja relacja z dziećmi taka była, mimo, że wcale taką młodą mamą nie jestem.

  • Kasia Malicka

    Może ZDĄŻYSZ też sięgnąć po słownik ortograficzny… to najlepszy czas, teraz!

    • Co za czujność! Cieszę się, że poświęciłaś kilka sekund swojego cennego czasu, by zwrócić mi na to uwagę. Poprawione. Nie zdarza się tym, co nic nie robią 🙂 Miłego wieczoru!

  • BOTAKowo

    Miałam bardzo młoda babcię, urodziła dziecko w wieku 14 lat! Zawsze się z tego cieszyłam, bo byłam przekonana, że będzie żyć do końca świata. Zmarła na raka w zeszłym roku w wieku 66 lat, kiedy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, dla którego „zaplanowałam” na długie lata prababcię… Życie jest nieobliczalne i nawet jeśli coś zaplanujemy może to szlag trafić. Człowiek uczy się na błędach. Długo nie czułam instynktu i twierdziłam, że nie nadaję się na mamę – przyszło samo, nieplanowane i dopiero teraz żałuję, że to odwlekałam. Urodziłam pierwsze dziecko w zeszłym roku w wieku 31 lat i zamierzam szybko nadrobić zaległości, bo najbardziej przeraża mnie właśnie to, że zabieram dziecku czas spędzony ze mną. Gdybym mogła się cofnąć się o 10 lat na pewno szybciej zdecydowała bym się na dziecko, choć z drugiej strony jestem o 10 lat mądrzejsza i na pewno moje macierzyństwo wyglądałoby zupełnie inaczej :/ Życie – tak źle i tak niedobrze…

    • Oj to prawda :/ Życie pisze tak nieprzewidywalne scenariusze, że czasami aż trudno to sobie wyobrazić. Dla mnie – najważniejsze to żyć tak, by niczego nie żałować. Przeszłości nie da się cofnąć, ale na teraźniejszość mamy wpływ, na przyszłość – poniekąd też, chociaż, tak jak piszesz nie wszystko możemy sobie zaplanować. Staram się żyć tak by niczego nie żałować. I nie odkładać najważniejszych decyzji na kiedyśtam. Żeby nie było za późno. Żeby nie żałować. Mając z tyłu głowy, że życie jest takie nieprzewidywalne. I takie ulotne.

  • Bardzo dobry tekst. Ja w wieku 31 i 34 lat urodzilam i wiem ze to bardzo późno. Bo teraz mam 36 i pomimo tego że chcę to nie mam siły na kolejne. 5 lat pieluch itp nie odjęło mi motywacji do pracy a wręcz przeciwnie otworzyłam własną firmę. Dzieci nie przeszkadzają w niczym. Człowiek tylko mniej śpi ale jest milion razy szczęśliwszy 😊

    • Dzięki za Twój komentarz! Podziwiam każdego, kto prowadzi własną firmę! Moim zdaniem to o niebo trudniejsze niż praca na etacie 9-17. Ogromny szacun! Jesteś niezbitym dowodem, że dzieci nie są kłodą u nóg własnego samorozwoju, a karierę można robić też „po dzieciach”.

  • Twój wpis doskonale oddaje to co i ja czuję. Nie ma odpowiedniego czasu / wieku na rodzenie dzieci ( o ile z medycznego punktu widzenia najlepiej aby by było to w wieku 20tu kilku lat tak nasze nastawienie na robienie kariery to ewidentnie wyklucza). Dla mnie późne macierzyństwo ( o ile nie jest wynikiem niemożności posiadania dzieci z powodu chorób ) jest skrajnym egoizmem. Nie wyobrażam sobie rodzić w wieku 40tu kilku lat …. bo gdy moje dziecko będzie w wieku dajmy na to lat 10ciu i będzie chętne na zabawy, wycieczki , podróże ja zapewne będę chciała chwilę odpocząć ( bo przecież wiek ma swoje prawa..)

  • Elu, pełna racja. Mam podobne odczucia. Jasne, czasem się zdarza, ale gloryfikowanie późnego macierzyństwa jest przesadą. Nie na darmo natura stworzyła nas tak, że najbardziej optymalny czas na posiadanie dzieci przypada na czas, kiedy mamy dwadzieścia kilka lat. Będąc w drugiej ciąży w wieku 33 lat czułam się już o wiele gorzej. I podobnie jak Ty liczę, ile będę miała lat, kiedy dzieci już pójdą na swoje. Będę po pięćdziesiątce. A tak fajnie byłoby mieć 40 😉 Takie naprawdę późne macierzyństwo jest na pewno czymś trudnym. Szanuję. Ale nie gloryfikuję.